czwartek, 18 maja 2017

Jan Stanisław Witkiewicz - Rudolf Nurejew




(...) Nurejew był nowym Jamesem Deanem. Jak egzotyczny, kolorowy kwiat, którego dotychczas nikt nie znał. Miał niezwykle erotyczną siłę wyrazu. Był męski i kobiecy i pokazywał to tak, że mężczyźni i kobiety się w nim zakochiwali. Chciał być numerem jeden. On wypełniał i opanowywał scenę, inni zaś byli na scenie. (s. 34)

Historia życia Rudolfa Nurejewa opisana przez Jana Stanisława Witkiewicza rozpoczyna się i kończy na łożu śmierci. Wraz z genialnym i szalonym tancerzem zataczamy krąg życia. Już na wstępie widzimy Rudolfa dokonującego swojego żywota - w ogromnym cierpieniu, ciągle walczącego, pragnącego żyć, mającego nadzieję, że lekarze stworzą lek na rozrywającą go chorobę. Przebywa w szpitalu Notre Dame du Perpetuel Secours w Levallois - Perret, otoczony opieką przyjaciółek. Umiera szóstego stycznia 1993 roku, w przeddzień prawosławnego Bożego Narodzenia.
Zapis wydarzeń następujących bezpośrednio po jego śmierci wywołuje niedowierzanie - rządna zysku i bogactwa krewna Nurejewa zrywa leżącemu w trumnie nieboszczykowi kolię z szyi. Pożegnanie tancerza nie obyło się więc bez kontrowersji - ale czy to może dziwić, podczas gdy całe jego życie to ciągłe kontrowersje, bunt, praca i konsekwencja, upór, ciągły bieg za sławą, niezależnością, dążenie do doskonałości w każdym aspekcie. 

Rudolf Nurejew
Urodził się w pociągu Kolei Transsyberyjskiej, w czasie wielodniowej podróży i w przyszłości całe jego życie okazało się podróżą. Nigdzie nie zagrzał miejsca na długo, pędził tam, gdzie wzywał go taniec. Jego rodzicami byli muzułmańscy Baszkirzy z Ulfy (w połowie drogi miedzy Moskwą a Syberią), żyli niezwykle skromnie. Ojciec był żołnierzem i życie pojmował w sztywnych i prostych zasadach - nie było w nim miejsca na balet dla mężczyzn. Ostro sprzeciwiał się wyborom syna, uważał że taniec to mało męskie zajęcie, pragnął by jego potomek został inżynierem. Bił go i upokarzał - z resztą nie tylko on - także w szkole młody Nurejew był wyszydzany przez rówieśników. 

Kolejne karty biografii odkrywają przed nami szkolne lata Rudolfa, spędzane w słynnych rosyjskich szkołach tańca. Bardzo szybko stał się najlepszym i najwybitniejszym tancerzem swojej generacji, jednak jego dążenie do niezależności nie odpowiadało ówczesnym władzom politycznym. Na lotnisku w Paryżu (podczas jednego z zagranicznych występów jego grupy), pilnowany nieustannie przez agentów KGB wykorzystał ich chwilę nieuwagi i poprosił francuskich policjantów o azyl polityczny. Taki krok na wiele, wiele lat odciął go od rodzinnych stron, rodziny, do tego ściągnął na jego głowę gniew rodaków oraz niezrozumienie i pretensje najbliższych.

Poza salą baletową i teatrem Nurejew wiódł coraz bujniejsze życie osobiste - ciągle zmieniał partnerów, a zauroczeni nim - zarówno kobiety jak i mężczyźni, lgnęli do jego blasku. Bujne życie erotyczne Rudolf przypłacił późniejszą chorobą - zmarł przedwcześnie zarażony wirusem HIV. Rudolf miał niezwykle ciężki charakter i był trudnym współpracownikiem i partnerem. Pracował bardzo intensywnie, ale wyzywał się na ludziach z którymi przebywał, obrażał ich, wszczynał awantury, był zapatrzony w siebie i przekonany o słuszności każdej z podjętych decyzji.

Rudolf Nurejew
Z każdym występem, z każdym sukcesem Nurejew był nie do zniesienia. Nie dawał sobie absolutnie nic powiedzieć. Robił tylko to, co sam uważał za słuszne. Nie zważając na choreografię, tańczył po swojemu. (s. 30)

Rudolf Nurejew zmienił sposób postrzegania tancerza - dotąd byli nazywani "trzecią nogą tancerki" lub "dźwigami" mającymi jedynie pomagać w wykonywaniu skomplikowanych układów, podnoszeń i podtrzymań. Rudolf wprowadził do tańca część swojej dzikiej, nieokiełznanej tatarskiej natury, a kiedy tańczył, wszystkie oczy wpatrzone były właśnie w niego.

Nurejew wiedział jak przebić swoją pasję w ogromne zyski i sławę - był niczym gwiazda POP - sławny, popularny, rozchwytywany, przyciągał do siebie publiczność niczym magnes. Umierał jako człowiek bardzo bogaty - jego majątek szacowano na 40 mln dolarów, posiadał własne ranczo w stanie Virginia, willę nad brzegiem oceanu w Saint - Barthelomy na Karaibah, siedmio pokojowy, wypełniony antykami apartament w budynku The Dakota w Nowym Jorku, olbrzymi apartament w Paryżu, w Monaco, a do tego własną wyspę koło Neapolu. Miał tyle posiadłości i nieruchomości, lecz rzadko w nich bywał - całe swoje życie poświecił tańcu.

Wszystko w swoim życiu przeżył, wzloty i upadki. I niezależnie od wszystkiego ciągle pracował, aby jego występy stawały się coraz lepsze. Jego poświęcenie dla tańca było wyjątkowe, stawiał go zawsze i w każdej sytuacji na pierwszym miejscu. Być może zapłacił za to samotnością. (s. 163)

Do samej śmierci Rudolf Nurejew występował przed publicznością, rzec można że na scenie żył i umierał, ogrzewając swoje schorowane i trawione chorobą ciało blaskiem jupiterów. Do samego końca nie pogodził się ze śmiercią, bardzo pragnął żyć, tworzyć, korzystać z tego, co niesie świat. Czytelnik podczas lektury wielokrotnie poczuje niechęć wobec aroganckiego, zadufanego w sobie, momentami podłego wręcz Nurejewa, jednak żal i współczucie sprawiają, że ciężko pogodzić się ze smutnym i bolesnym końcem tak jasno świecącej gwiazdy.

Brak tu moralnej oceny Nurejewa - autor przedstawia wyłącznie czyste fakty z życia tancerza, ubierając je w bardzo krótkie i zwięzłe zdania (co po pewnym czasie zaczyna być męczące). Niektóre opisy czyta się niemalże jak telegram, co sprawia wrażenie bardzo topornego, niemalże ciosanego z kamienia języka. Niemniej, brak pewnej płynności języka w niczym nie umniejsza treści.

1 komentarz:

  1. Pierwsze słyszę o tej biografii i baletem też się nie interesuję, ale ta książka wydaje się być bardzo specyficzna. Może nie tylko książka, co przybliżone życie Rudolfa. Zaintrygowała mnie ta pozycja :)
    Jeśli masz czas i chęć to zapraszam do mnie:
    http://more-and-more-books.blogspot.com/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz!

Translate