czwartek, 13 kwietnia 2017

Michel Faber - "Księga Dziwnych Nowych Rzeczy"




Po kilku słabszych pozycjach nareszcie moje czytelnicze perypetie zaczynają układać się niesłychanie pomyślnie. Po świetnym Baśniarzu  sięgnęłam po  Księgę Dziwnych Nowych Rzeczy, nie nastawiając się na szczególne uniesienia, ale wiecie co? Michel Faber pozytywnie mnie zaskoczył!

Głównymi bohaterami książki są trzydziestokilkuletni Peter i nieco starsza Beatrice - małżeństwo, które darzy się uczuciem szczerym, głębokim, spełnionym i przede wszystkim dojrzałym. Małżonkowie dbają o siebie nawzajem, są wyrozumiali, serdeczni, obydwoje mają za sobą ciężką i bolesną przeszłość. To co ich szczególnie łączy to głęboka pobożność i zawierzenie swego życia Bogu. Peter jest pastorem, głosicielem Słowa Bożego, pragnie nieść Dobrą Nowinę wszystkim którzy jej pragną. Kiedy staje przed możliwością podjęcia posługi misjonarskiej wśród mieszkańców odległej planety Oaza, zdaje sobie sprawę, że Stwórca postawił przed nim arcytrudne wyzwanie. Małżonkowie godzą się na rozłąkę w imię wyższych celów i Peter wyrusza z Heathrow do Orlando na Florydzie, gdzie siedzibę ma filia międzynarodowej korporacji USIC. To właśnie USIC zajmująca się logistyką i pracami badawczo-rozwojowymi wysyła w przestrzeń kosmiczną kapsułę, z chrześcijańskim misjonarzem (i trzema inżynierami). Po dotarciu na miejsce Peter dostrzega jedynie wszechobecną pustkę. Przede wszystkim nie może doczekać się kontaktu z ukochaną żoną, która pozostała na Ziemi, ale też pragnie jak najszybciej opuścić bazę i udać się do osady Oazjan, wśród których ma pełnić rolę kaznodziei. Wkrótce zaczyna doskwierać mu samotność, umysł płata figle, coraz rzadziej myśli o swej dawnej planecie, jednocześnie zastanawiając się nad powrotem. Życie na Oazie utrudniają skomplikowane relacje wśród kolonizatorów, a także nieufność Ziemian wobec Oazjan. Wkrótce Peter dowiaduje się, że nie jest pierwszym misjonarzem wśród obcych, a jego poprzednik zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach...


To tyle co mogę powiedzieć o fabule, aby nie zdradzić Wam za wiele. Przyznam, że przez cały czas szukałam "haczyka". Może to metafora ewangelizacji nowego (egzotycznego) ludu? A może omamy, halucynacje i postępująca choroba psychiczna kaznodziei? A może wreszcie - eksperyment rządowy (/bogatej zachodniej korporacji)? Jednak, to nie fabuła gra tutaj główną rolę, a zawiłe relacje bohaterów i skomplikowana ludzka natura. 

* To co spodobało mi się najbardziej, to próba odnalezienia się bohatera w nowym otoczeniu. Stopniowe poznawanie Nowego Świata ukazane jest tu niezwykle realistycznie - Peter jest nieufny, wiele rzeczy go dziwi, próbuje zbadać otaczającą go rzeczywistość i mimowolnie porównuje ją z Ziemią. Na uwagę zasługuje również opis relacji kolonizatorów - zupełnie obcych sobie ludzi, którzy nie maja nic do stracenia. Nie łączy ich zupełnie nic, jednak nie wyczuwa się wśród nich wrogości. Niestety ciężko mówić też o próbach nawiązania bliższego kontaktu - większa część personelu zdaje się być wyprana z uczuć i emocji, zobojętniała na otoczenie. Całości dopełnia świetny, humorystyczny i po ludzku - przyjemny opis spotkania chrześcijańskiego misjonarza z nową cywilizacją. Obydwie strony otwarte są na współpracę, traktują się na równi, jako istoty stworzone przez tego samego Boga.

* Kolejny plus to opisy zmian zachodzących w bohaterze, kiedy zostaje na tak długo oddzielony od swej ukochanej, ale i od "planety - matki". Peter czuje się nieswojo, kiedy po raz pierwszy nie zaprzątają ich głów te same wydarzenia. Beatrice przywiązana jest do Ziemi, a on hen w kosmosie poznaje tych cudownie nowych ludzi, otwartych na Księgę Nowych Dziwnych Rzeczy. Z kosmicznej perspektywy natłok tragicznych wydarzeń (o których relacjonuje żona) jest niewyobrażalny. Każda korespondencja od Beatrice to nowe tragedie, które dotykają Ziemian - powodzie, zamachy, kataklizmy, morderstwa, kradzieże, rozprzestrzeniający się chaos. Czy tak samo było, kiedy znajdował się jeszcze na Ziemi? Czy to właśnie odległość i spokój oraz miłosierdzie jakie reprezentują Oazjanie, zdjęły mu klapki z oczu? Jesteśmy świadkami upadku ludzkości, ale czy rzeczywiście potrzeba Księgi Dziwnych Nowych Rzeczy, aby zdać sobie z niego sprawę? Być może patrząc na ową zagładę z perspektywy bezpiecznej Oazy, zdamy sobie sprawę z jej rzeczywistego trwania?

Po lekturze nie mogłam pozbierać myśli - czy to chrześcijańskie science-fiction, w którym nader często czytamy o przyrodzeniu pastora rzeczywiście mi się podobało? Piszę to oczywiście z przymrużeniem oka - książka ma swoje wady i zalety, jednak czyta się ją z prawdziwą przyjemnością.

8 komentarzy:

  1. "chrześcijańskie science-fiction, w którym nader często czytamy o przyrodzeniu pastora " Musiałam to zdanie czytać kilkukrotnie, bo tak jak pastorowi i mi umysł płatał figle. Ogólnie chyba nie trafi nigdy w ręce tak książka, nie mniej recenzję czytało mi się świetnie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, tak "momenty" pastora w przestrzeni kosmicznej pojawiają się w tej książce wielokrotnie... :D Bardzo mi miło czytać takie komentarze, dziękuję! :)

      Usuń
  2. Brzmi dobrze. Szkoda ze moj czas nie jest z gumy... I szkoda ze wymienione haczyki badz co badz interesujace opcje - nie moga sie juz zrealizowac. Pozostaje myslec ze prawdziwe sedno jest jeszcze lepsze. Dopisalam pozycje do listy i ide szukac zmieniacza czasu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, czekaj, wydaje mi się, że dyrektor Dumbledore miał jeden! ;)

      Co do haczyków - powiedzmy, że jeden z nich jest bardzo bliski prawdzie. :)

      Usuń
  3. W planach mam ją od dawna. Poza tym Autor zapowiedział, że to ostatnia Jego książka...
    Jeszcze "Szkarłatny płatek biały" bardzo chciałabym przeczytać w tym roku. To takie książki, które nie to, że są warte przeczytania, ale które trzeba przeczytać. Fabera czytałam wyłącznie jakieś fragmenty i jestem bardzo zauroczona tym Autorem. Na szczęście mam obie wspomniane pozycje i tylko muszę wyłuskać odpowiednio długi czas na nie, żeby móc się rozsmakować, jak w "Krzyżowcu" Wielgusa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o "Szkarłatny płatek i biały", to już - już depczę mu po piętach. :) Również bardzo chciałabym po tę książkę sięgnąć. Myślę, że znajdziesz czas - w końcu idziesz jak burza, niedawno widziałam na instagramie, że czytasz "19 dołków...", a tu proszę - recenzja już na blogu! ;)
      Ach ten "Krzyżowiec", już mi się śni po nocach. :D

      Usuń
  4. Coś czuję, że powinna mi się spodobać, odwołanie do skomplikowanej ludzkiej natury natychmiast wyostrza mój apetyt na książkę, już zabieram się za jej poszukiwanie. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie czytać, że Cię zachęciłam. :) Mam nadzieję, że będziesz zadowolona z lektury. ;)

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate