niedziela, 23 kwietnia 2017

Jerzy Pecold - "Padre - strzelba, różaniec i koń"










Obcy ludzie, obcy kraj, obcy język (...), plecak na ramiona a w nim brewiarz, nóż i moskitiera oraz garść medalików z Niepokalanowa. (s.15)

Autor książki - Jerzy Pecold, czyli tytułowy Padre - jest magistrem teologii moralnej, absolwentem KUL-u. Z wyuczonego zawodu - masarz rzeźnik, z powołania - ksiądz misjonarz (jakkolwiek zabawnie to brzmi). W Ameryce Południowej mieszka od ponad dwudziestu pięciu lat, tam służy ludziom, Bogu i rozwija swoje literackie zdolności - bo chociaż ta książka jest jego debiutem, to na swoim koncie ma już sporo wierszy - których przykłady poznać możemy sięgając po niniejszą pozycję.

Chociaż w tekście wyczuwamy głęboką duchowość, wrażliwość i silne powołanie do służby bliźniemu, to ksiądz Jerzy daje się poznać raczej jako zwykły (chociaż jakże NIEZWYKŁY) człowiek z krwi i kości - ze swymi wadami, niepewnościami, strachem, obrzydzeniem, ale i humorem oraz ogromnym dystansem do siebie i świata.


Kiedy x Jerzy trafia do parafii w głębi zielonego raju - lub jak mówią inni - zielonego piekła, zderza się z zupełnie nową rzeczywistością. Nowy i egzotyczny świat zmusił duchownego do odbycia przyspieszonej lekcji biologii - flora i fauna w podobnym stopniu zachwyca, co bywa śmiertelnie niebezpieczna. Jedna z historii opowiadanych przez autora, dotyczy jego południowej drzemki, która kończy się bliskim spotkaniem - oko w oko (a raczej oko w... język) z wężem. Opis ten - chociaż bardzo krótki, jest tak szczery i rozbrajający, że rozbawi nawet największego ponuraka. Z każdego zdania płynie bezbrzeżne uwielbienie dla Boga i zachwyt nad Jego dziełami, zapierającą dech w piersiach urodą natury. Od wioski do wioski prowadzą niemalże niewidoczne ścieżki, życie płynie tam jednostajnie i monotonnie

Ale książka to nie tylko opisy niesamowitej natury, która tak bardzo zauroczyła księdza. Głównymi bohaterami są tu ludzie wśród których pełni posługę. Niejednokrotnie x Jerzy Pecold wyciągał dłoń do tych, którzy przestali już interesować kogokolwiek - wysłuchiwał ignorowanych i zepchniętych na margines, starych i schorowanych. Parafianie z Ekwadoru czy Wenezueli to zupełnie inny typ człowieka, niż ten który znamy z naszych osiedli i sąsiedztwa. To ludzie prości, niezwykle żywiołowi - słowo "egzotyczni" oddaje tu chyba całe niezrozumienie, odmienność i jednocześnie fascynację jaką odczuwamy wobec obcych i w tym miejscu pasuje ono idealnie. Indianie żyją własnym życiem, nie w każdym domu znajdzie się miejsce dla chrześcijańskiego misjonarza - pamiętajmy również, że tereny te są polem działania baronów narkotykowych, handlarzy i przemytników. Do tego dodajmy niebezpieczne zwierzęta, trujące rośliny i insekty przenoszące choroby - Ameryka Południowa może być bardzo ciężkim kawałkiem chleba, dla człowieka rzuconego w jej głąb z serca Europy. Dodatkowo wioski często nawiedzają trzęsienia ziemi i epidemie cholery. Sam x Jerzy wielokrotnie przechodził ciężkie choroby - tyfus czy żółtą febrę - podczas której dosłownie czuł zbliżającą się śmierć. Praca misjonarza wśród Indian, to często długie godziny samotnych wędrówek, noce przy ognisku, ciężka praca fizyczna i niezwykłe obciążenie psychiczne, próby pogodzenia służby pomiędzy nienawidzącymi się wzajemnie plemionami i wielokrotne narażanie zdrowia i życia.

Charakteryzując Padre - strzelba, różaniec i koń w jednym zdaniu, można powiedzieć: to wciągająca książka podróżnicza, która wyszła spod ręki żądnego przygód misjonarza - poety. 

Biblioteka Poznaj Świat ma szczególne miejsce w moim sercu i na mojej półce - uwielbiam książki podróżnicze, a pozycje tej serii są nie tylko ciekawe, mądre i szalenie wciągające, ale też wspaniale wydane. Zdjęcia którymi te książki są dosłownie wypełnione po same brzegi (grzbiety!), zachwycają swoimi barwami, ostrością i świetną jakością.*

Sięgnęłam z ciekawości i zaczytałam się po uszy!


________________________

* niniejsza książka uzupełniona jest o fotografie autorstwa Wojciecha Cejrowskiego - ponieważ sam Padre nie fotografuje. :)

2 komentarze:

  1. Uwielbiam książki podróżnicze podobnie jak programy dokumentalne, a jak jeszcze są okraszone pięknymi zdjęciami to tym lepiej . Do tego taka piękna recenzja , która wprost kusi . Blog dodaje do obserwowanych i liczę na więcej . Zapraszam tez do mnie

    Pozdrawiam
    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń
  2. O Jerzym Pecoldzie wspominał Cejrowski w jednej ze swoich książek. Poinformował jednocześnie, że "Padre" napisał swoją książkę o misji i od tamtej pory chcę przeczytać tę publikację.
    Praca Misjonarza jawi się zwykłym ludziom, jako takie "pitu, pitu, fajnie ma, bo siedzi w jakimś egzotycznym miejscu i w ogóle pewnie tam nic nie robi". A sprawy mają się zgoła zupełnie inaczej. To niezwykły trud i nie każdy człowiek jest w stanie temu podołać. Dodatkowym problemem są pieniądze. Zdarza się, że widujemy misjonarzy, którzy opowiadają o swojej pracy i zbierają datki. Jednak by być poprawnym, nie mogą opowiedzieć o wszystkim, bo ludzie zwyczajnie mogliby się poczuć zniesmaczeni tym, że np. by wniknąć w miejscową społeczność i przyciągnąć ich na mszę, ksiądz musiał odprawić ją nago. Misje w głównej mierze opierają się na datkach, dlatego warto spojrzeć bardziej przychylnym okiem, na tych misjonarzy, którzy podejmują się naprawdę trudnych zadań.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz!

Translate