sobota, 14 stycznia 2017

Stephen King - "Przebudzenie"




Dlaczego mam wrażenie, że przed chwilą na blat biurka odłożyłam jakiegoś odgrzewanego kotleta?
Ale powoli.

Wstęp Przebudzenia opatrzony jest nieśmiertelnym cytatem z Lovecrafta:
Nie jest umarłym ten, który może spoczywać wiekami
Nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami.


No hola, hola, kto tu co brał, albo czego ja nie ćpię? Często próbowałam zrozumieć te "dziwne neony", ale nie udało mi się to do końca, nawet po lekturze HP Lovecraft. Przeciw światu, przeciw życiu - Michela Houellebecqa (swoja drogą - polecam z czystym sercem!). Jednak, mogę przyjąć do wiadomości, że udręczony umysł genialnego Lovecrafta był ponad rzeczywistością i ponad światem widzialnym. I to wyjaśnienie satysfakcjonuje mnie zupełnie, chociaż ciągle chciałabym sobie poukładać jego literacką wizję świata. Niemniej jednak, widząc ten cytat, zapaliła mi się czerwona lampka - oho, czegoś mogę nie ogarnąć. Było inaczej, bo w gruncie rzeczy Przebudzenie jest dość prostym i przyjemnym - chociaż niemiłosiernie rozwleczonym czytadłem.


Grafika autorstwa Darka Kocurka
źródło: www.darekkocurek.com/pl/gallery/
subcategory/przebudzenie
Przebudzenie jest swego rodzaju pamiętnikiem, spisywanym przez głównego bohatera - Jamiego Mortona. Obserwujemy jego perypetie od najmłodszych lat, aż do starości, śledząc jego działania, znając dokładne przemyślenia i uczucia, przywiązując się do jego staroświeckiej i konserwatywnej rodziny oraz wyjątkowych znajomych. No właśnie - jeśli chodzi o znajomych Jamiego to od samego początku historii bardzo ważną postacią zostaje Charles Jacobs - młody pastor spełniający posługę w rodzinnej miejscowości głównego bohatera. Początkowo zwyczajny, sympatyczny i nieco zakręcony na punkcie technologii i majsterkowania pastor, na skutek rodzinnej tragedii przemienia się w niebezpiecznego i ukierunkowanego na własne ukryte cele szaleńca. Od tego czasu życie obu mężczyzn zaczyna się komplikować i chociaż ich drogi dawno się rozeszły, jakaś niewytłumaczalna siła ponownie splata je ze sobą. Nie są to już jednak ci sami ludzie, których poznaliśmy na początku lektury. Kiedy okazuje się, że we wszystko zamieszane są siły nadprzyrodzone, Jamie staje przed trudną walką - musi zmierzyć się nie tylko z szalonym naukowcem - samoukiem, ale przede wszystkim z własnym strachem.

Autor sam zdaje się zauważać, że tło wydarzeń pochłania samą akcję, co jakiś czas stosuje więc zabiegi podsycające ciekawość czytelnika. Kiedy fabuła ciągnie się i dłuży, King wtrąca zdanie o strasznym "czymś" co miało nadejść później. Zabiegi te niestety nie spełniają swojego zadania, bo to dopiero zakończenie przykuwa uwagę czytelnika na dobre. I nic w tym dziwnego, bo dostajemy typowo Lovecraftowskie obrzydliwości pod wspaniałym mianem Wielkich Bóstw. Brrrrr... I chociaż prawdziwy Necronomicon nie istnieje, to paraliżujący strach budzi nawet cień myśli o tym, "co jeśli...".

Książka sama w sobie nie rozbryzguje mózgu czytelnika na ścianie. Powiedzmy, że to początkowo nieco rozwleczona obyczajówka, stopniowo przeradzająca się w coś o znamionach science-fiction, chociaż samym s-f nigdy się nie staje, bo owa usypiająca akcja tuż przy końcu leci na łeb na szyję zamieniając się w horror, składający hołd dawnym mistrzom grozy.

Według mnie Przebudzenie jest jednak jedną z słabszych pozycji Kinga - co oczywiście nie zmienia faktu, że fani gatunku oraz autora, odnajdą w niej wiele, wiele więcej zalet.

3 komentarze:

  1. Ja za Kingiem nie przepadam, nudzi mnie. Dlatego zwłaszcza po jego słabsze rzeczy sięgać nie mam zamiaru. Jeśli już będę sięgać po jakąś jego książkę to pewnie otworze sobie "Carrie", ale nie śpieszę się w tym.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że mam podobne odczucia? :) Nawet niedawno miałam w dłoniach "Mroczną połowę" i "Worek kości" - tak żaby sobie odświeżyć, jednak ostatecznie zdecydowałam, że skoro "jeszcze mi się chce" ruszać tego nieszczęsnego Kinga, to czemu by nie poznać czegoś nowego. :)

      Usuń
  2. Lubię Kinga, ale po "Przebudzenie" za szybko nie sięgnę w takim razie.
    Natomiast czeka na mnie "Doktor sen" i mam nadzieję, że nie zawiedzie.
    Tego Autora jednak dozuję sobie podobnie, jak Dana Browna, czyli z premedytacją nie czytam kilku po kolei, a robię dłuższe przerwy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz!

Translate