sobota, 3 grudnia 2016

Zoo - serial dobry i zły


Pozostając jeszcze na moment w temacie dzikich zwierząt i odległej Botswany, chciałabym opowiedzieć o serialu, który "odkryłam" stosunkowo niedawno. Serialu, który można w całej jego naiwności i kiczowatości bezgranicznie pokochać lub szczerze znienawidzić.

Co stanie się z ludźmi, kiedy zwierzęta przyjdą odebrać to, co do nich należy, kiedy przyjdą walczyć o wolność i o... Ziemię? 

Tego dowiecie się dopiero w ostatnim odcinku drugiego sezonu, jednak aby tam dotrzeć, musicie przebrnąć przez szereg absurdalnych wydarzeń, irracjonalnych poczynań bohaterów i przede wszystkim dialogów wołających o pomstę do nieba. Nachalne zbiegi okoliczności pchają fabułę do przodu z niemal tytanicznym wysiłkiem, potykając się co rusz o własne stopy.
Serial ZOO jest thrillerem z elementami science - fiction i niezamierzoną komedią w jednym. Zwierzęta na skutek dziwnej mutacji zaczynają porozumiewać się telepatycznie, wykształcają w sobie myślenie przyczynowo - skutkowe na poziomie inteligentnego człowieka, a co więcej zaczynają współpracować i łączyć siły przeciwko ludzkości. Dzikie futrzaki zaglądają ludziom do lodówek, wykonują głuche telefony i knują, knują, knują...

Irracjonalnie głupia fabuła, denerwująca główna bohaterka błędnie przedstawiona w pierwszych odcinkach jako przestraszona, cierpiąca po rozstaniu blondyneczka, okazuje się być super-turbo-tajnym agentem, który ma zbawić świat przy pomocy przypadkowych ludzi, zebranych przez innych przypadkowych ludzi w średnio zgrany suicide squad.

I prawdę mówiąc - jestem zauroczona tym serialem, chociaż - z ręką na sercu - zdaję sobie sprawę, że wszystko tam jest koszmarnie złe lub przeciętne. Mimo wszystko, przebrnęłam przez wszystkie odcinki nie cierpiąc zbytnio, kibicując szalonemu naukowcowi, sympatycznemu przewodnikowi z Botswany i młodej, zawziętej dziennikarce. Z przyjemnością oglądałam "Botswanę" kręconą gdzieś w Luizjanie, a piękne i mądre zwierzęta były kolejnym cieszącym serce elementem.

Serial stworzono na podstawie książki Jamesa Pattersona  (tak, tego od serii z Alexem Crossem i Kobiecego Klubu Zbrodni). Pomimo wszystkich wad czekam na sezon trzeci, który będę uparcie oglądać z drinkiem z parasolką w dłoni.

W masochistycznym akcie autodestrukcji marzę również o przeczytaniu książki Patersona. Przecież nie może być gorsza niż serial? A jeśli tak, to chce się o tym przekonać!


Nie polecam ale i nie odradzam. A może by tak samemu przekonać się co oznacza serialowe 6/10? 😉



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz!

Translate