poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Craig Russell - "Baśniowy morderca"



Craig Russell, Baśniowy morderca;
Fabryka Kryminału, 
Warszawa 2011


Ehh, co mnie właściwie tak bardzo ciągnęło do tej pozycji? Dlaczego tak się ekscytowałam wiedząc, że książka jest już w drodze do mnie, że lada dzień będę ją mieć? Co lub kto sprawił, że od dłuższego czasu figurowała na mojej tajnej liście "zakup, wymacaj, przeczytaj, trzymaj na półce do śmierci"?

No i nareszcie ją mam. Przeczytałam. I... czuję niedosyt. Tak, to była jedna z tych książek, na którą czytelnik się zbyt długo nastraja, a potem unosi prawą brew, nadyma policzki niczym wściekły chomik i wydaje z siebie przeciągłe "pfffffffttttt".


Craig Russell (zdawać by się mogło) zna tematykę zbrodni i śledztw policyjnych od podszewki - wszak sam poszczycić może się karierą funkcjonariusza! Dla niektórych - ok, ok, - dla mnie, jest to sygnał zapowiadający dobrą książkę i autora poruszającego się w temacie niczym smukły jesiotr po dnie Bałtyku. Znaczy, sprawnie. Mimo to, czegoś brakowało. W opisach zbrodni, w przedstawieniu głównego bohatera (a przecież komisarza policji!), w próbie zobrazowania psychiki szaleńca, w tworzeniu portretu psychologicznego, w ukazaniu kobiet-funkcjonariuszek hamburskiej policji. Hasło przewodnie lektury: brak.  

Głównym bohaterem Baśniowego mordercy (inny tytuł: Brat Grimm) jest jak już wspominałam funkcjonariusz hamburskiej policji w stopniu komisarza - Jan Fabel. Dobry glina, rozwodnik próbujący ułożyć sobie życie na nowo, w stosunku do swych podwładnych bardzo wyrozumiały i... opiekuńczy? Chyba tak można powiedzieć. Przedstawiony powyżej w wielkim uproszczeniu Fabel, rozwiązuje sprawę seryjnych morderstw. Ofiary zdają się być przypadkowe, ale oczywiście jak zawsze w takich przypadkach bywa - nie są.
Wkrótce okazuje się, że każde z morderstw skrywa w sobie klucz do kolejnego - do jego zrozumienia, rozpoznania ofiary, a nawet do powstrzymania serii bestialskich mordów! Rozwiązanie nie jest jednak oczywiste, na niekorzyść funkcjonariuszy działa również upływający czas, czego skutkiem są kolejne śmiertelne ofiary.



Elementem łączącym poszczególne wątki, są baśnie braci Grimm - i to zdaje się jest dla nas - czytelników lepem na muchy. Kryminał i dawne gusła przekute w bajki dla dzieci - ahhh, jaka to musi być wspaniała, fascynująca lektura nie, wcale nie. 
Po pierwsze, nawet pomimo nagłych (acz nie szybkich) zwrotów akcji i wprowadzania coraz to nowszych podejrzanych, w połowie zaczynamy się domyślać kto jest bezdusznym psychopatą. 
Po drugie bardzo szybko zaczyna nam doskwierać brak jakiejś płynności, literackości języka. Ot, czytamy niemiecką księgę ustaw czy książkę telefoniczną, poprzetykaną dla "zabawy" brutalnymi opisami zbrodni i myśli bezwzględnego zabójcy.


Ale przecież wcale nie jest tak, że książka Russella ma same minusy! Wszak nie przerwałam czytania, nie rzuciłam w kąt kropiąc wodą święconą, nie oddałam do książkowego sierocińca. Przeczytałam, nawet popadłam w chwilową zadumę, nad mroczną strona człowieka. Stąd - chociaż nie jestem do końca przekonana - 6/10.

______________________________________


Dla zainteresowanych - Wolfsfahrte i Peter Lohmeyer jako komisarz Jan Fabel:




zdjęcia z filmu Wolfsfahrte, reż. Urs Egger


zdjęcia z filmu Wolfsfahrte, reż. Urs Egger



2 komentarze:

  1. Szkoda, że książka Cię zawiodła i brakowało w niej tylu rzeczy. Nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś szczególnie do niej nie zachęcam, ale też broń Boże nie odradzam. :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate