wtorek, 17 lutego 2015

Dan Brown - Inferno



Dan Brown - Inferno;

Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2014, wydanie II





Po Kodzie Leonadra da Vinci, Zaginionym symbolu, a już po Zwodniczym punkcie ostateczne powzięłam decyzję o trzymaniu się od twórczości Dana Browna na odległość. Nie, żeby nie wciągała - bo przecież jest wręcz przeciwnie! Po prostu jego książki są chyba najdokładniejszym obrazem tego, co nazwać możemy ostatecznym wykwitem literatury popularnej (masowej). A któż z nas radośnie merdając ogonkiem, nie bez sprzeciwu, ba - nawet z własnej woli zaliczy się do masy? No właśnie.
(Nie)stety podstawowa funkcja literatury popularnej zadziałała i na mnie - przyciągnęła i... wciągnęła. 

Inferno - bo o nim mowa, jak wszyscy wiedzą jest kolejnym utworem opisującym przygody odważnego i genialnego profesora Uniwersytetu Harvarda - Roberta Langdona. Przyznam, że w swej dziecinności marzę o byciu Langdonem - wykładać historię sztuki i ikonografię, mieć dostęp do każdego - nawet najlepiej strzeżonego artefaktu w każdym miejscu na Ziemi, jednym telefonem załatwiać prywatne wizyty w muzeach i zabytkach na całym świecie. I jak Robert - mieć ejdetyczną pamięć - prawdziwe Błogosławieństwo przez wielkie B! 

źródło: internet

W tej części przygód profesora razem z Langdonem przenosimy się do urokliwej Florencji - jednego z najbardziej naszpikowanych symbolami i dziełami sztuki maści wszelakiej miast.
Analogicznie do wcześniejszych książek Browna - mamy tych złych i tych dobrych, mamy problem na skalę globalną i mniej lub bardziej świadomego zagrożenia Roberta. No właśnie - Robert na skutek urazu głowy budzi się w szpitalu z amnezją, nie pamięta wydarzeń z ostatnich kilku dni - ba, nie wie nawet jak i dlaczego przebywa w zupełnie innym kraju! Ścigany przez kogoś w rodzaju 'płatnego mordercy' zmuszony jest do ucieczki, a w międzyczasie do rozwiązywania zagadek ukrytych w obrazach, freskach i architekturze. Jak widać powtarzalność Browna jest piorunująca - ale w tym przypadku wyjątkowo nie oznacza zasypiania nad książką.

+ Fabuła (tym razem... :)) porusza bardzo istotne problemy współczesnego świata - dodać trzeba, że są to zagrożenia bardzo realne, dzięki czemu świat przedstawiony nie sprawia wrażenia tak fikcyjnego jak w Zaginionym symbolu czy Zwodniczym punkcie. To jeden z największych plusów książki. 

Sandro Botticelli - Mapa Piekieł
+ Jednak największym jej atutem są wykorzystane przez Browna odwołania do literatury, malarstwa i szeroko pojętej kultury. Podczas gdy w Kodzie Leonarda odwołania do Ostatniej wieczerzy i jej analiza raczej śmieszyły, a ciekawiły użyte szyfry i urządzenia szyfrujące, to tutaj mamy sytuację odwrotną - w świecie Dantego i Vasariego możemy zatopić się bez reszty, wdychać florenckie powietrze, ukryć się w cieniu Ogrodu Boboli, wyczekiwać w słońcu na Moście Złotników, przemknąć Korytarzem Vasariego i przede wszystkim - podziwiać cuda znajdujące się w zbiorach Palazzo Vecchio.
+ Ostatnia duża zaleta o której chciałabym napomknąć to zakończenie, i to - fiu, fiu - nie byle jakie! Kto tu właściwie był tą dobrą stroną? Kto tu ratował ludzkość przed zagładą - i dlaczego wszyscy (chociaż każdy na swój pokręcony sposób)? Wyjaśnia czytelnikowi co prawda znacznie więcej niżby chciał i nie pozostawia odrobiny tego zdrowego niedopowiedzenia, ale - hej, mamy wszystko podane na srebrnej tacy! 



Książkę odkładam na półkę i już do niej nie wracam, a Sony Pictures and Imagine Entertainment ogłasza - szykujcie się na kolejną ekranizację  z Tomem Hanksem! Co Wy na to? :)


Translate