sobota, 26 września 2015

Will Adams - "Grota Skarbów"


Will Adams, Grota skarbów;
Wydawnictwo Albatros,
Warszawa 2010


Will Adams to młody i zdolny autor, przez wielu porównywany do Dana Browna. Osobiście nie pokusiłabym się o taką ocenę, jednak należy przyznać, że w Grocie Skarbów można się dopatrzeć odrobiny Brown'owskiej iskry. 

Bardziej niż styl Dana Browna, daje tu o sobie znać twórczość takich autorów jak już niegdyś na tym blogu wspominani: Giulio Leoni, Sabiha Al-Khemir, J.M. Sakka , czy Marc Levy. 

Adams napisał sześć książek o bardzo obiecujących tytułach - wszystkie (oraz ich cudne okładki) do zobaczenia na stronie autora. W języku polskim ukazały się jak do tej pory tylko dwie - Szyfr Aleksandra Wielkiego i Grota Skarbów. Obie te pozycje wchodzą w skład cyklu opowiadającego o przygodach Daniela Knoxa - nieustraszonego archeologa, egiptologa i płetwonurka.

Podczas spaceru po jednej z aleksandryjskich ulic Daniel dostrzega młodego sprzedawcę, posiadającego - na pierwszy rzut oka - bardzo wyjątkowe towary. Uwagę archeologa przyciąga misa, z której zgodnie z zapewnieniami sprzedawcy, jadł sam Aleksander Wielki. Knox nie ulega namowom chłopaka, chociaż podświadomie czuje, że trzyma w rękach coś unikatowego. Na skutek niepewności misa wymyka mu się z rąk, a spłoszony sprzedawca ucieka.  
Archeolog udaje się po pomoc do szefa wydziału Ministerstwa Kultury Egiptu i jednocześnie swego przyjaciela Omara Tafiqa i wspólnie dokonują szokującego odkrycia - misa która rankiem widział Knox, do złudzenia przypomina pokrywę od dzbanów, w których odkryto zwoje znad Morza Martwego.
W tym samym czasie lokalna policja dokonuje makabrycznego odkrycia - na pustyni jeden z przewodników odnajduje zmumifikowne zwłoki młodej dziewczyny - Koptyjki. Jest to już kolejna ofiara należąca do kościoła koptyjskiego.


Omar i Daniel ruszają tropem pokrywy i zwojów, jednak nic nie jest tak łatwe jak przypuszczali. Na drodze staje im grupa studentów archeologii z Teksańskiego Towarzystwa Archeologii Biblijnej pod wodzą głównego archeologa Mortimera Griffina i pastora Ernesta Petersona. Kaznodzieja okazuje się być szalonym i bezwzględnym fanatykiem religijnym, który głosi rychłe nadejście końca świata. Sam siebie określa mianem Rycerza Pana i niestety... jako pierwszy odnajduje bardzo wyjątkową grotę, która objaśnić ma  niektóre z istotnych dla religii chrześcijańskiej starotestamentowych wydarzeń.


Grota Skarbów to książka przy której nie sposób się nudzić. Każda akcja pociąga za sobą lawinę niekontrolowanych wydarzeń, których skutków nie są w stanie przewidzieć nawet sami bohaterowie. Znajduje się tu wszystko, czego oczekiwać możemy od powieści przygodowej, ze sporą dawką thrillera. Jest główny bohater - z natury dobry, ale nie idealny, nie "przesadzony", jest piękna kobieta w opałach, skorumpowany glina, wróg, który nie zawaha się sięgnąć do ostateczności,  mnóstwo przeciwności na pierwszy rzut oka nie dających się przełamać.

Czy Knoxowi uda się powstrzymać szalonego pastora?
Gdzie znajduje sie pochówek pierwszych rodziców - Adama  i Ewy? 
Kim oni tak naprawdę byli?
Gdzie leżą hebrajscy patriarchowie - Mojżesz, Jakub, Józef, Abraham? 
Czy wyjście Izraelitów z ziemi egipskiej faktycznie miało miejsce? I kto był ich wodzem?
Kim był Mojżesz, kim był Jezus i jaką rolę w chrześcijaństwie odgrywał heretycki faraon Echnaton? 

Jeśli chcecie dowiedzieć się jak na te kwestie patrzy Will Adams - sięgnijcie po Grotę Skarbów.  


wtorek, 18 sierpnia 2015

Remigiusz Mróz - "Turkusowe szale"


Remigiusz Mróz, Turkusowe szale;
Wydawnictwo Bellona,
Warszawa 2014




Dzień (bardzo) dobry!  
A dlaczego taki dobry? Jak już się domyślacie znalazłam się w czytelniczym niebie - dosłownie i w przenośni, a wszystko to za sprawą Remigiusza Mroza (autora - jak powszechnie wiadomo - skazanego na moje dożywotnie uwielbienie).

Kariera Remigiusza Mroza, który to szturmem wziął serca czytelników, blogerów i fejsbukowiczów rozwija się w zawrotnym tempie. Cóż mogę powiedzieć - cieszmy się, że jesteśmy świadkami budowania tak wspaniałej kariery pisarskiej, kiedy Mróz będzie odbierał Nike, my będziemy mogli rzec - "tak, byliśmy z Nim od początku!".

 

Zanim jednak Mrozanizm stanie się faktem, a Polska rozbrzmi kierowanym ku Tatrom modłom Nie ma pisarza nad Mroza, a my wszyscy jesteśmy jego prorokami, pozwólcie, że porozpływam się trochę nad kolejną genialną pozycją tegoż autora. Remigiusz Mróz kolejny raz rzuca nas w wir wydarzeń II wojny światowej. Tym razem towarzyszymy dzielnym pilotom 307 Nocnego Dywizjonu Myśliwskiego. Genialny pomysł! Niewyeksploatowana tematyka, szerokie pole do popisu i - nie ukrywajmy, ten dreszcz przeszywający każdego Polaka za każdym razem, kiedy mowa o dzielnych, polskich pilotach rozrzuconych na niebie IIwś.
Zacznę w tym wypadku od końca, a więc posłowia historycznego, w którym autor wyjaśnia niektóre z poruszanych kwestii, tłumaczy które wątki czerpie z historii, a co jest jedynie fikcją literacką. W posłowiu odnajdziemy szereg źródeł, przydatnych w pogłębianiu informacji o polskich lotnikach - nie tylko z 307! Mam zamiar - w miarę możliwości, sięgnąć po większość z przywołanych przez Remigiusza Mroza zbiorów i opracowań. Za posłowie więc niech będą autorowi dozgonne chwała i dziękczynienie. 
W Turkusowych szalach znajdziecie zderzenie dwóch światów - jeden z nich to irytujący herbaciarze, przekonani o konieczności "niańczenia" Polaków, a drugi to grupa wspomnianych polskich lotników - szaleni, narwani, skorzy do bójki i do butelki, kochający piękne kobiety patrioci o genialnym poczuciu humoru (oczywiście zbytnio to uprościłam - Brytyjczycy nie są tacy najgorsi, ale żeby się o tym dowiedzieć, trzeba przeczytać książkę!:) ).



Głównymi bohaterami - a już na pewno najbardziej zapadającymi w pamięć, są trzej mężczyźni: Feliks Essker ps. Lucky, Leon Merowski ps. Merowing oraz Czesław Tummel ps. Disney. Temperamentni Polacy rwą się do walki z niemieckim okupantem, jednak nie wystarczy być dobrym pilotem aby wznieść się w podniebną zawieruchę wojny. Na drodze naszym lotnikom staje dowództwo, maszyny będące latającymi trumnami, trudności z aklimatyzacją, problemy z nauką języka angielskiego, a przede wszystkim szereg - czasem tragicznych, czasem mrożących krew w żyłach wydarzeń, które ciągną za sobą kolejne konflikty, nieporozumienia, ale i nieprzemyślane acz fantastyczne posunięcia i bohaterskie czyny.


- Polacy, widziałem szachownicę - oznajmił jeden z niemieckich załogantów.
- Scheiße.


Kiedy Felo podrywa samolot z płyty lotniska, przenosimy się w zupełnie inny świat. Mamy wrażenie, jakbyśmy siedzieli tuż obok, a szalone manewry pewnego siebie pilota - absolwenta Szkoły Orląt w Dęblinie, wywracają nam wnętrzności i sprawiają, że serce podchodzi do gardła.
Feliks i Leon uzupełniają się jak dwie połówki... jabłka? Raczej mocnego koniaku. Ich rozmowy bawią do łez, czasem wzruszają, a podniebne perypetie jeżą włos na głowie. Jednak to nie na nich skupimy całą swoja uwagę, a na próbie wykrycia... szpiega! I gwarantuję Wam - będziecie tonąć w domysłach, podejrzewać każdego z bohaterów, a kiedy już się ujawni - będziecie zaskoczeni!
Czy można liczyć na szczęśliwy koniec? Przekonajcie się. Ze swojej strony polecam i daję sobie rękę uciąć, że nie będziecie zawiedzeni!

9,5/10 i niech żyje Mróz!


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Craig Russell - "Baśniowy morderca"



Craig Russell, Baśniowy morderca;
Fabryka Kryminału, 
Warszawa 2011


Ehh, co mnie właściwie tak bardzo ciągnęło do tej pozycji? Dlaczego tak się ekscytowałam wiedząc, że książka jest już w drodze do mnie, że lada dzień będę ją mieć? Co lub kto sprawił, że od dłuższego czasu figurowała na mojej tajnej liście "zakup, wymacaj, przeczytaj, trzymaj na półce do śmierci"?

No i nareszcie ją mam. Przeczytałam. I... czuję niedosyt. Tak, to była jedna z tych książek, na którą czytelnik się zbyt długo nastraja, a potem unosi prawą brew, nadyma policzki niczym wściekły chomik i wydaje z siebie przeciągłe "pfffffffttttt".


Craig Russell (zdawać by się mogło) zna tematykę zbrodni i śledztw policyjnych od podszewki - wszak sam poszczycić może się karierą funkcjonariusza! Dla niektórych - ok, ok, - dla mnie, jest to sygnał zapowiadający dobrą książkę i autora poruszającego się w temacie niczym smukły jesiotr po dnie Bałtyku. Znaczy, sprawnie. Mimo to, czegoś brakowało. W opisach zbrodni, w przedstawieniu głównego bohatera (a przecież komisarza policji!), w próbie zobrazowania psychiki szaleńca, w tworzeniu portretu psychologicznego, w ukazaniu kobiet-funkcjonariuszek hamburskiej policji. Hasło przewodnie lektury: brak.  

Głównym bohaterem Baśniowego mordercy (inny tytuł: Brat Grimm) jest jak już wspominałam funkcjonariusz hamburskiej policji w stopniu komisarza - Jan Fabel. Dobry glina, rozwodnik próbujący ułożyć sobie życie na nowo, w stosunku do swych podwładnych bardzo wyrozumiały i... opiekuńczy? Chyba tak można powiedzieć. Przedstawiony powyżej w wielkim uproszczeniu Fabel, rozwiązuje sprawę seryjnych morderstw. Ofiary zdają się być przypadkowe, ale oczywiście jak zawsze w takich przypadkach bywa - nie są.
Wkrótce okazuje się, że każde z morderstw skrywa w sobie klucz do kolejnego - do jego zrozumienia, rozpoznania ofiary, a nawet do powstrzymania serii bestialskich mordów! Rozwiązanie nie jest jednak oczywiste, na niekorzyść funkcjonariuszy działa również upływający czas, czego skutkiem są kolejne śmiertelne ofiary.



Elementem łączącym poszczególne wątki, są baśnie braci Grimm - i to zdaje się jest dla nas - czytelników lepem na muchy. Kryminał i dawne gusła przekute w bajki dla dzieci - ahhh, jaka to musi być wspaniała, fascynująca lektura nie, wcale nie. 
Po pierwsze, nawet pomimo nagłych (acz nie szybkich) zwrotów akcji i wprowadzania coraz to nowszych podejrzanych, w połowie zaczynamy się domyślać kto jest bezdusznym psychopatą. 
Po drugie bardzo szybko zaczyna nam doskwierać brak jakiejś płynności, literackości języka. Ot, czytamy niemiecką księgę ustaw czy książkę telefoniczną, poprzetykaną dla "zabawy" brutalnymi opisami zbrodni i myśli bezwzględnego zabójcy.


Ale przecież wcale nie jest tak, że książka Russella ma same minusy! Wszak nie przerwałam czytania, nie rzuciłam w kąt kropiąc wodą święconą, nie oddałam do książkowego sierocińca. Przeczytałam, nawet popadłam w chwilową zadumę, nad mroczną strona człowieka. Stąd - chociaż nie jestem do końca przekonana - 6/10.

______________________________________


Dla zainteresowanych - Wolfsfahrte i Peter Lohmeyer jako komisarz Jan Fabel:




zdjęcia z filmu Wolfsfahrte, reż. Urs Egger


zdjęcia z filmu Wolfsfahrte, reż. Urs Egger



środa, 17 czerwca 2015

N. M. Kelby - Ten słynny kostium



N. M. Kelby, Ten słynny kostium;
Wydawnictwo: Miedzy Słowami
Kraków 2015






Jackie Kennedy - kobieta nieskazitelna, Pierwsza Dama, Żona, ikona mody lat 60. i 70. - zawsze w centrum uwagi, w świetle reflektorów. To jednak nie żona JFK została główną bohaterką książki. Jest nią bowiem jedna z szwaczek pracowni krawieckiej Chez Ninon - Kate.

Kate przybyła do Stanów z Irlandii, w której pozostawiła dom rodzinny i ukochanego ojca. Szycie jest całym jej życiem, a szycie dla tak wyjątkowej osoby jaką jest żona prezydenta Kennedy'ego to dodatkowy zaszczyt. Całe życie Kate skupia się wokół pracy, która jest nie tylko obowiązkiem, ale przede wszystkim ukochaną pasją.



Historia Kate i Jackie Kennedy splata się wraz z zamówieniem Białego Domu, na szczególny kostium dla pani prezydentowej - bowiem na idealną, różową kopię zestawu Chanel. Ten "piękny kostium" - jak mówił o nim agent Secret Service, który własnym ciałem osłaniał Jackie w czasie zamachu w listopadzie 1963, towarzyszy nam przez cały utwór. Szczególnie ulubiony kostium Żony, na którym później zastygły krople krwi prezydenta.

Ten słynny kostium - to książka, którą czyta się jednym tchem, która pozwala się zamyślić i rozmarzyć. Historia opowiedziana przez panią Nicole Mary Kelby to fikcja literacka, oparta jednak na faktach i z niewymuszoną elegancją ukazująca kulisy "wielkiego świata".

Polecam ją wszystkim miłośniczkom rodziny Kennedych, słynnych domów mody, tym które zaczytują się w literaturze kobiecej i tej opisującej życie słynnych kobiet na przestrzeni wieków, a także wszystkim, którzy liczą na lekturę przyjemną, momentami rozczulającą z odrobiną klasy i elegancji.




 * Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi szafa.pl i księgarni internetowej znak.com.pl

poniedziałek, 4 maja 2015

Ma(tura)jówka.


Długi majowy weekend - książki, wycieczki, słońce, nauka do matury, do pierwszych przedsesyjnych kolokwiów, a może relaks z bliskimi? 
Matura to dla mnie odległa przeszłość, więc ten podpunkt (niestety) mnie nie dotyczy. 
Co oczywiście nie zmienia faktu, że trzymam kciuki za wszystkich tegorocznych maturzystów - a dziś szczególnie mocno, za zdających ukochany język polski. Trzymajcie się i pamiętajcie, że to Mickiewicz wielkim poetą był. Nie Słowacki. ;)













sobota, 25 kwietnia 2015

Amelie Nothomb - Rtęć


Amelie Nothomb, Rtęć;
Wydawnictwo MUZA SA, Warszawa 2005




Amelie po raz kolejny zaskakuje!
O czym jest ta książka? No właśnie... O szczęściu? Nieszczęściu? O miłości zdolnej do okrutnych czynów? O prawdzie, która chce wzbić się ponad zakrzepłe kłamstwo? O przyjaźni? O uwięzieniu, czy o walce?

Z pomocą przychodzi niezastąpiona tylna okładka (Tak, wiem - okładka jest tylko jedna - ale sami wiecie jak brzmi "tylna okładzina"...):

Rtęć jest opowieścią o występnych namiętnościach i zbrodniach z miłości.

Och żeby to takie proste było!   


W akcję utworu wprowadza nas kartka z pamiętnika Hazel - młodej dziewczyny uratowanej z bombardowania jej rodzinnego miasta. Jej obrońcą jest stary kapitan - Omer Loncours, który zabiera dziewczynę na małą wysepkę Mortes - Frontieres i tam chroni przed światem. Dlaczego drobna, krucha Hazel musi pozostać w ukryciu, odseparowana od ludzi? Jak dowiadujemy się już na początku utworu dziewczyna w czasie nalotu została oszpecona - jej twarz była potwornie zdeformowana. 
Od pięciu lat każdy dzień spędza sama, lub z kapitanem, a jedyną atrakcją domu na Mortes - Frontieres jest bogato wyposażona biblioteka. Dziewczyna przestaje wychodzić z pokoju, podupada na zdrowiu. Wtedy to na wyspę zostaje wezwana pielęgniarka z pobliskiego miasteczka Noeud - Francoise Chavaigne. Francoise z przerażeniem odkrywa okrutną intrygę, usnutą przed wieloma laty przez starego kapitana o bardzo niezwykłym i niepokojacym spojrzeniu na świat. 

Nie jest żadnym odkryciem stwierdzenie, że Amelie buduje swoich bohaterów na zasadzie kontrastów, które wraz z biegiem akcji zaczynają się rozmywać i nachodzić na siebie. Tak to wygląda w Higienie mordercy, a w bardzo dosłowny sposób przedstawione jest w Kosmetyce wroga. Także w Rtęci żadna z postaci nie jest krystalicznie czysta, w pełni dobra, do szpiku kości zła, czarna lub biała.

Powieść Rtęć posiada dwa zakończenia. Jedno z nich jest oczywiste. Takie na jakie czekaliśmy, zgodne z motywem dobra zwyciężającego zło nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach. Ale drugie zakończenie - o tak, drugie zakończenie to coś co pozostanie Wam w głowach na dłużej. 


To w nim Amelie umieściła ten pierwiastek swojej niezwykłości. Tę zadrę która przy każdej lekturze jej autorstwa pozostawia w czytelniku wypalony ślad i odległe echo niemej fascynacji.


Jeśli ciekawi Was jak należy obchodzić się ze "szlachetnym diabłem" - to książeczka dla Was. 



wtorek, 17 lutego 2015

Dan Brown - Inferno



Dan Brown - Inferno;

Wydawnictwo Sonia Draga
Katowice 2014, wydanie II





Po Kodzie Leonadra da Vinci, Zaginionym symbolu, a już po Zwodniczym punkcie ostateczne powzięłam decyzję o trzymaniu się od twórczości Dana Browna na odległość. Nie, żeby nie wciągała - bo przecież jest wręcz przeciwnie! Po prostu jego książki są chyba najdokładniejszym obrazem tego, co nazwać możemy ostatecznym wykwitem literatury popularnej (masowej). A któż z nas radośnie merdając ogonkiem, nie bez sprzeciwu, ba - nawet z własnej woli zaliczy się do masy? No właśnie.
(Nie)stety podstawowa funkcja literatury popularnej zadziałała i na mnie - przyciągnęła i... wciągnęła. 

Inferno - bo o nim mowa, jak wszyscy wiedzą jest kolejnym utworem opisującym przygody odważnego i genialnego profesora Uniwersytetu Harvarda - Roberta Langdona. Przyznam, że w swej dziecinności marzę o byciu Langdonem - wykładać historię sztuki i ikonografię, mieć dostęp do każdego - nawet najlepiej strzeżonego artefaktu w każdym miejscu na Ziemi, jednym telefonem załatwiać prywatne wizyty w muzeach i zabytkach na całym świecie. I jak Robert - mieć ejdetyczną pamięć - prawdziwe Błogosławieństwo przez wielkie B! 

źródło: internet

W tej części przygód profesora razem z Langdonem przenosimy się do urokliwej Florencji - jednego z najbardziej naszpikowanych symbolami i dziełami sztuki maści wszelakiej miast.
Analogicznie do wcześniejszych książek Browna - mamy tych złych i tych dobrych, mamy problem na skalę globalną i mniej lub bardziej świadomego zagrożenia Roberta. No właśnie - Robert na skutek urazu głowy budzi się w szpitalu z amnezją, nie pamięta wydarzeń z ostatnich kilku dni - ba, nie wie nawet jak i dlaczego przebywa w zupełnie innym kraju! Ścigany przez kogoś w rodzaju 'płatnego mordercy' zmuszony jest do ucieczki, a w międzyczasie do rozwiązywania zagadek ukrytych w obrazach, freskach i architekturze. Jak widać powtarzalność Browna jest piorunująca - ale w tym przypadku wyjątkowo nie oznacza zasypiania nad książką.

+ Fabuła (tym razem... :)) porusza bardzo istotne problemy współczesnego świata - dodać trzeba, że są to zagrożenia bardzo realne, dzięki czemu świat przedstawiony nie sprawia wrażenia tak fikcyjnego jak w Zaginionym symbolu czy Zwodniczym punkcie. To jeden z największych plusów książki. 

Sandro Botticelli - Mapa Piekieł
+ Jednak największym jej atutem są wykorzystane przez Browna odwołania do literatury, malarstwa i szeroko pojętej kultury. Podczas gdy w Kodzie Leonarda odwołania do Ostatniej wieczerzy i jej analiza raczej śmieszyły, a ciekawiły użyte szyfry i urządzenia szyfrujące, to tutaj mamy sytuację odwrotną - w świecie Dantego i Vasariego możemy zatopić się bez reszty, wdychać florenckie powietrze, ukryć się w cieniu Ogrodu Boboli, wyczekiwać w słońcu na Moście Złotników, przemknąć Korytarzem Vasariego i przede wszystkim - podziwiać cuda znajdujące się w zbiorach Palazzo Vecchio.
+ Ostatnia duża zaleta o której chciałabym napomknąć to zakończenie, i to - fiu, fiu - nie byle jakie! Kto tu właściwie był tą dobrą stroną? Kto tu ratował ludzkość przed zagładą - i dlaczego wszyscy (chociaż każdy na swój pokręcony sposób)? Wyjaśnia czytelnikowi co prawda znacznie więcej niżby chciał i nie pozostawia odrobiny tego zdrowego niedopowiedzenia, ale - hej, mamy wszystko podane na srebrnej tacy! 



Książkę odkładam na półkę i już do niej nie wracam, a Sony Pictures and Imagine Entertainment ogłasza - szykujcie się na kolejną ekranizację  z Tomem Hanksem! Co Wy na to? :)


czwartek, 1 stycznia 2015

Jak zacząć nowy rok?


Jak dobrze zacząć kolejny rok? Nie wiem, ale powiem Wam jak zacząć go przyjemnie. Potrzebne będzie ingrediencji kilka, ognisko, kocioł i czarny kot.

1. Lądujemy w pomieszczeniu ciepłym i przytulnym, miotłę parkujemy na wyznaczonym do tego miejscu, po czym wypatrujemy miękkiego i wygodnego kącika, do zaszycia się i odpłynięcia w zaczarowany świat.

2. Zanim jednak się usadowimy w upatrzonym punkcie, zadbać musimy o wspomniany kociołek żeliwny i ognisko, z którego bucha żar. Punkt ten zastąpić można kaloryferem, co również przyniesie pożądany efekt.

3. Jeśli mamy kociołek i ognisko, przygotowujemy magiczny napój. Jeśli jednakże dysponujemy kaloryferem (patrz punkt 2) miksturę tworzymy przy pomocy kuchenki i czajnika (kawa + mleko + cynamon + kardamon).

4. Przy pomocy Szekspirowskiego zaklęcia przygotowujemy coś na ząb (jeden, połamany - w końcu jest się czarownicą, tak?):
Bagnistego węża szczęka
Niech w ukropie tym rozmięka:
Żabie oko, łapki jeża,
Psi pysk i puch nietoperza,
Żądło żmii, łeb jaszczurzy,
Sowi lot i ogon szczurzy,
Niech to wszystko się na kupie
Warzy w tej piekielnej zupie.
Porządny autor warunkiem dobrego dnia!


5. Czarny kot! Oczywiście kot jako stworzenie doskonałe może być maści wszelakiej, wszystko zależy od jego dobrej woli. Jak wiadomo koty rządzą internetem i światem.

6. Książka - punkt kluczowy. Lekka i przyjemna, taka, żeby się chciało ją czytać, ale na tyle gruba, żeby starczyło trochę na drugi dzień.

7. Lista noworocznych postanowień. A najlepiej - lista noworocznych wyzwań 2015! Poniżej wyzwanie znalezione na kwejk.pl. :)




 Do powyższego wyzwania z przyjemnością przystępuję i Was również zachęcam. ;)

A z okazji Nowego Roku życzę Wam spełnienia, a raczej spełniania marzeń - czytelniczych i nie tylko. Wielu inspirujących doświadczeń, genialnych pomysłów, ogromu doskonałych książek i nowych regałów.

Trzymajcie się ciepło!
 


Translate