sobota, 20 września 2014

Elżbieta Cherezińska - "Korona śniegu i krwi"




Elżbieta Cherezińska, Korona śniegu i krwi;
Wydawnictwo ZYSK i s-ka,




Nie daj Boże zjazd Piastowski!




Korona śniegu i krwi - pierwsza część cyklu Odrodzone Królestwo to książka, która zauroczyła mnie zaraz po skończeniu lektury, ale już po odłożeniu jej na półkę, bardzo długo nie mogłam znaleźć tych kilku konkretnych słów którymi można ją scharakteryzować.


Przede wszystkim to co rzuca się w oczy pierwsze - objętość i okładka. Ogromne tomiszcze cudownie prezentuje się na półce, a okładka - identycznie jak w przypadku Parabellum - wprost zachwyca! Ilustrację i projekt graficzny okładki opracował Adam Szczepański - za co cześć mu i chwała na wieki wieków.

Treść właściwa utworu rozpoczyna się wraz z rokiem 1272, chociaż poprzedzają ją dwa krótkie opisy nieco dawniejszych wydarzeń. Polska rozbita na małe księstewka dzielnicowe - tak jak i większa część Europy zanurzona jest w ciągłych wojnach, misternie zaplanowanych mariażach i przymierzach. Wszystkiego tego jesteśmy naocznymi świadkami i mało tego - obserwujemy wydarzenia z perspektywy wielu bohaterów, co jest doskonałym zabiegiem dla książki traktującej o nie do końca pewnych i mglistych czasach naszej historii.



Myślał, że krwią niewiernych zmaże grzech swego pogańskiego przodka (...). Ale im więcej przelewał krwi saraceńskiej, tym mocniej przekonywał się, że krew wszystkich ludzi, pogan czy chrześcijan, ma tę samą barwę, a zgon przynosi równie bolesną żałobę każdej ze stron. Bohaterstwo to tylko śmierć odświętnie ubrana do pieśni.


Elżbieta Cherezińska kreuje swych (i naszych) bohaterów w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie znaleźć tego jednego jedynego króla (no, jak na razie księcia) naszych serc. 
Młody Przemysł II to oczywiście pierwszy męski bohater którego nominować mogę na postać numer jeden, ale obok niego jest przecież stryj Bolesław, książę Starszej Polski - mądry, doświadczony w polityce, dzielny, wyrozumiały i opanowany - którego wybrać? A może spojrzymy poza Starszą Polskę? Władysław zwany ze względu na swój niski wzrost Małym Księciem (a przez mniej przychylnych karłem...) - wzbudza współczucie przez to, jak jest traktowany przez innych, ale tego współczucia wcale nie potrzebuje - dzielny, waleczny, pewny swych umiejętności. A może Bolesław - książę krakowski, ostatni z małopolskiej linii Piastów, tworzący ze swą żona Kingą małżeństwo dwojga świętych, tak cudownie opisane przez Cherezińską. Jest przecież jeszcze Mein Herzog Heinrich - książę śląski Henryk, taki troszkę podstępny i cwany lisek - chytrusek, ale przecież zgodzimy się wszyscy, że od nadmiaru mniej nieskalanych charakterów głowa nie boli. Ze swojej strony do plebiscytu na pierwszego męskiego bohatera Korony śniegu i krwi dorzucę Mściwoja - księcia Pomorza - rubaszny i przekomiczny Czarny Gryf, dniem i nocą pojony winem. I oczywiście na końcu, ale wcale nie taki ostatni - nieziemski Leszek Czarny, książę sieradzki i łęczycki o długich włosach i odmiennych od pozostałych książąt upodobaniach, pewny siebie i taki mocno "who cares", za nic mający swe powinności wobec książęcego tronu i przedłużenia ciągłości rodu. Nie ograniczając się do książąt, wybierać możemy także w najznamienitszych spośród polskich rodów. Mam tu na myśli przede wszystkim książęce (chodzi oczywiście o księcia Przemysła) Cztery Wichry: Michał Zaremba - Wicher Południowy, Nawoj Nałęcz - Wicher Północny, Lasota Łodzia - Wicher Wschodni i Bogusza Grzymała - Wicher Zachodni - wierni, dzielni i waleczni - szlachetni rycerze i oddani przyjaciele - którego wybrać?


Grób Leszka Czarnego, Kościół Świętej Trójcy w Krakowie


Grób Leszka Czarnego, Kościół Świętej Trójcy w Krakowie



Podobnie rzecz ma się z obsadzeniem stanowiska ulubionej roli żeńskiej. Na początku jest Lukardis, którą bardzo kochamy i wydaje nam się, że lepszej nie będzie. Na krótko zaprzyjaźniamy się z poganką Olchą. Potem autorka przedstawia nam Świętą Kingę - znającą przyszłość, żartującą z męża, eteryczną, pachnącą kwiatami, unoszącą się w powietrzu, świecącą, rozbrzmiewającą chórami zastępów anielskich i tak skromną przy tych wszystkich gadżetach, że nagle pragniemy żeby na kartach książki pojawiała się znacznie częściej (i oczywiście razem z panem mężem Bolesławem - o białych włosach i dziwnych uszach). Moja faworytką jest jednak mała, zadziorna szwedka - księżna Rikissa. Także i tu znajdziemy żeński odpowiednik książęcych Czterech Wichrów - cztery dwórki księżnej Starszej Polski - Annę z Grzymałów, Zbysławę Zarembównę, Eufemię Nałęczównę i Jadwigę Łodzia. Ale najbardziej uwagę czytelnika przykuwają kobiety strzegące czystości Starszej Krwi - poganki z świętej Góry Raduni. Ich opiekunka Dębina, ożywający posąg trzech Matek, Siostry, a wśród nich Olcha, Jemioła, Czeremcha - dziewczęta obdarzone niesamowitymi umiejętnościami, długowiecznością, czerpiące moc z natury, tętna przyrody.




Dębina stanęła za posągami Matek. (...) Pierwsze pojawiły się z wiatru utkane Wiły, za nimi Wieszczyce o oczach widzących przyszłość. Dola, złocista, srebrzysta, co sto razy na dzień potrafi zmienić wygląd. Narecznice trójkami, trzymając się za ręce, którymi na czołach noworodków kreślić będą przyszłość; roztargnione, nieobliczalne Strzygi, Południce senne przy świetle księżyca. I Mokosz, Matka Matek.


Ten krótki, ale jakże piękny opis orszaku bogini, to tylko mały przykład tego, co serwuje nam w Koronie śniegu i krwi Pani Cherezińska! Samo umieszczenie w książce motywu wierzeń pogańskich Słowian to dla mnie ogromna zaleta, a wplecenie motywu Starszej Krwi i Sióstr z Raduni w niemalże większą część fabuły, spowiło opowieść w mgłę tajemnicy i oplotło dzikim bluszczem pierwotnych wierzeń, bliskich naturze, ale i przede wszystkim znacznie bliższych ówczesnemu mieszkańcowi porośniętej ciemnymi puszczami Polski.




Poza motywem pogańskich wierzeń i tego w jaki sposób został on przedstawiony oraz pasowaniem Czterech Wichrów, zauroczona byłam tym, w jaki sposób Pani Cherezińska zgrabnie i malowniczo opisuje zachowania herbowych istot - Biały Orzeł dumnie rozpościera skrzydła, Lew pręży pierś i ryczy donośnie, Czarny Gryf kroczy obok swego pana - wszystkie te postacie zaczynam traktować jako odrębnych bohaterów, ale takich bez których ich dumni "właściciele" nie mogliby żyć. Tak właściwie to książę jest właścicielem swego herbu, czy herb ma księcia w posiadaniu? Wszak wielcy odchodzą, a orzeł, lew, gryf... pozostają i witają ich następców.


Będąc już w temacie tych pięknych symboli pragnę zwrócić Waszą uwagę na ostatni rozdział Korony... - u mnie wywołał dreszcz ekscytacji i przyznam - oczy mi się zaszkliły ze wzruszenia. Dla nikogo śmierć Przemysła nie będzie zaskoczeniem, wszyscy wiemy z lekcji historii jak toczyły się losy naszego kraju - ale opis ostatecznego odejścia króla w zaświaty przyprawia o gęsią skórkę!



 
Collegium Maius, Kraków



Korona śniegu i krwi to książka bardzo przyjemna w odbiorze. Mimo iż daje się odczuć, że napisana została w dużej mierze po to, aby ją dobrze sprzedać i abyśmy i my mieli swoja Grę o tron - jest kawałem (sporym!) dobrej lektury.



8,5 / 10

i już poluję na
 Niewidzialną koronę
 

________________________________________



Wpis bierze udział w wyzwaniu Edyty z Zapisków spod poduszki - Mitologia w literaturze






10 komentarzy:

  1. Powracam, znowu :) więc jestem i komentuje, bo takiej świetnej recenzji bardzo, ale bardzo chciałbym przeczytać. Śliczny nowy nagłówek, taki prosty. Piękne zdjęcia,zakładki i ten kieł , ahhh rozmarzyłem się :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciłeś! :) Widzę, że nic nie umknęło Twojej uwadze. :) Dziękuję za przesympatyczny komentarz!

      Usuń
  2. Książka ewidentnie dla mnie. Muszę zapolować na ten tom :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Leży spokojnie na półce i czeka, cieszę się, że mamy taką polską grę o tron :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jest napiętnowana tym przymusem bycia polska "Grą o tron", czuć to w każdym zdaniu. Z resztą - sama autorka pisząc o powstawaniu książki przyznała, że taki był zamysł. :)

      Usuń
  4. Mam, czytała już dwa razy :D I mnie, podobnie, jak Tobie na koniec oczy się ze smutku zaszkliły, choć taki obrót spraw był oczywisty...
    Pani Cherezińska pisac potrafi wybornie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz zostało mi już tylko upolowanie "Niewidzialnej korony". ;)

      Usuń
  5. Kilka minut temu skończyłem czytać "Koronę śniegu i krwi". Zaraz wypiję kawę i zabiorę się za "Niewidzialną koronę". Powiem Ci, że jako historyk z wykształcenia oraz osoba fascynująca się średniowieczem jestem zachwycony. Uważam, że Pani Cherezińska stworzyła wspaniałe dzieło, które może zachęcić wiele osób do głębszego zainteresowania się dziejami naszej Ojczyzny.

    Szkoda, że obecna młodzież nie lubi czytać książek (szczególnie takich grubych) ponieważ odkrywanie kart historii swojego kraju jest ważne w kształtowaniu się w człowieku postaw patriotycznych. Polak powinien znać historię swojego kraju oraz szanować swój ojczysty język. Tak po prostu uważam i tyle.

    "Korona śniegu i krwi" nie jest książką pisaną "pod publiczkę". Nie znajdziecie w niej osób nieskazitelnych, tzw, rycerzy w lśniącej zbroi, którzy są bez skazy. O nie nawet Jakub Świnka (wspaniała, godna podziwu i niezwykle umoralniająca postać) ma swoje słabości. Z drugiej strony większość książąt piastowskich jest bardzo religijna, ma zony i mimo tego korzysta z usług prostytutek. Cherezińska pokazuje nam w ten sposób nasze wady narodowe, które występują obecnie i występowały w okresie rozbicia dzielnicowego (1138-"1320"). Polacy z jednej strony "chodzą do kościoła, modlą się", a z drugiej często nie przejmują się naukami tegoż Kościoła. Cherezińska nie potępia podwójnej moralności Piastów. Wręcz przeciwnie pisarka pokazuje nam, że wielu Piastów toczy wręcz bój z czarnym panem. Przemysł II mimo wielu wad starał się kochać wszystkie swoje żony oraz pragnął odrodzenia Ojczyzny. Z kolej Jakub Świnka mimo głębokiej wiary nie bał się rozmów z pogankami, był otwarty na to co do niego mówią, trwał przy wierze w Chrystusa i nawet nieśmiało starał się nawrócić Jemiołę.

    Oj długo mógłbym pisać o "koronie śniegu i krwi" ale kawa czeka.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za odwiedziny i przedstawiona opinię. Oczywiście zgodzę się z większą częścią Twojej wypowiedzi - poza jednym zdaniem - tym, że "Korona..." nie jest pisana pod publiczkę.
      Nie wiem, czy to jest określenie którego bym tutaj użyła, ale moim zdaniem książka powstała w dużej mierze po to, aby wypełnić jakąś istniejącą na polskim rynku wydawniczym niszę - ALE! - ale, przede wszystkim po to, aby zwróciły się zainwestowane w nią pieniądze.
      Zauważ jak popularna stała się seria Martina, na podstawie której HBO zrealizowało kultowy już wśród młodzieży serial "Gra o tron". Wszystko co z nią związane po prostu doskonale się sprzedaje, wielu ludzi dzięki serialowi sięgnęło po książki - przede wszystkim szał ogarnął zachód, ale i w Polsce fanów - zarówno książek jak i HBO-wskiej produkcji nie brakuje.
      No i teraz na scenę wchodzi "Mój Wydawca" jak ładnie pisze sama Pani Cherezińska. Cytat z okładki: "(...) powiedział: Czy mogłaby się Pani temu przyjrzeć? To może być polska gra o tron, gra o duszę Polski, której reguły narzucili Mieszko, Chrobry i święty Wojciech, stapiając w jedno to, co świeckie, z tym co duchowe. A po stuleciach odnowili to Przemysł II i Jakub Świnka" - wydawca nakreślił więc potrzebę rynkową, a Pani Cherezińska - nie przeczę, że w bardzo umiejętny i przyjemny dla czytelnika sposób ją zapełniła.

      No cóż, życie. :) Moja wysoka ocena może tylko dowodzić, że wcale mi to pisanie z założonym z góry - wiadomo jakim celem nie przeszkadza. Może to po prostu zły czas - czas G.R.R. Martina i wszystko wydane w tym klimacie będzie mi po prostu wprowadzać "gorczycy dwa ziarnka" do mojego małego książkowego świata. No i dodać muszę, że to tylko moja opinia o tej książce, każdy widzi ją inaczej i bardzo mi miło, że wywołałam lekki sprzeciw! ;)

      W każdym razie, pracę autorki doceniam, pracę wydawcy również, treść świetna, wydanie cudowne, na półce stoi już także "Niewidzialna korona" i czeka na swą kolej.

      Jeszcze raz bardzo dziękuje za wypowiedź, cholerka, dla takich komentarzy to piszę! Dzięki! ;)

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate