sobota, 27 września 2014

Sabiha Al-Khemir - "Błękitny Manuskrypt"



Sabiha Al Khemir - Błękitny Manuskrypt;
Wydawnictwo LAMBOOK;
Kraków 2012


Poza wiarą, poza brakiem wiary, 
Poza wątpliwością, poza pewnością...
Rumi     


Salam alejkum!
 
Błękitny Manuskrypt to historia, w której współistnieją obok siebie dwie płaszczyzny - współczesność oraz starożytność. Z jednej strony jesteśmy świadkami procesu tworzenia błękitnego rękopisu Koranu, widzimy starania i inspiracje kaligrafa, śledzimy tok jego myśli, patrzymy dosłownie na to, jak spod jego rąk wyłania się prawdziwe dzieło sztuki. Z drugiej zaś strony towarzyszymy grupie zupełnie już współczesnych badaczy - archeologów w ich ekspedycji w północnej Afryce.

W małej egipskiej wiosce Wadi Hassun spotyka się grupa ludzi różnych narodowości, języków, wyznań, a przede wszystkim charakterów. Czy brytyjski profesor, niemiecki konserwator zabytków, japoński geodeta, brytyjski student, tłumaczka o angielsko-tunezyjskich korzeniach, włoska archeolog i ich nowi, arabscy znajomi będą w stanie znaleźć wspólny język? W końcu łączy ich tylko jedno - wspólny cel wielotygodniowych badań - odnalezienie tajemniczego zabytku islamskiej kaligrafii jakim jest wyjątkowy rękopis Świętej Księgi.

Celem, który stawiają sobie bohaterowie, jest odnalezienie starożytnego rękopisu i to jemu podporządkowana jest cała fabuła. Nie liczcie na nagłe zwroty akcji zapierające dech w piersiach, o nie! Archeolodzy dostają zadanie od brytyjskich marszandów i kopią, kopią, kopią do skutku. A skutek ciągle marny. Mijają tygodnie, ginie entuzjazm badaczy, przygasa zainteresowanie nową kulturą i fascynacja egzotyką krajobrazu. Wszyscy powoli tracą nadzieję na odnalezienie zabytku, czas archeologom zaczyna się dłużyć, a razem z nimi także i czytelnikowi.

Mimo to, narracja prowadzona jest tu w bardzo płynny i przejrzysty sposób, a dialogi są tak naturalne, że z łatwością możemy wyobrazić sobie niezręczne rozmowy między nieznajomymi, którzy starają się być uprzejmi, ale przede wszystkim profesjonalni i zdystansowani. 

 
Największym atutem książki są jednak opisy. Opisy pejzażu, ludzi, zatłoczonych i dusznych kawiarenek, feeri barw i dźwięków - wszystko to zachwyca i ujmuje czytelnika. Autorka słowami maluje przed nami strzeliste minarety, piaszczyste drogi, przesuszone i przepełnione żarem słońca stanowiska archeologiczne u stóp świętej góry Sajjidy Nesimy, ciekawskich mieszkańców i rozbiegane dzieci.

Żadne ze słów składających się na tę opowieść nie jest przypadkowe. Sabiha Al-Khemir bawi się słowem, lepi w nim niczym w glinie, tworząc niesamowite płaszczyzny i przestrzenie. Od pierwszych rozdziałów widać tę ogromną miłość autorki do słowa pisanego oraz prawdziwą fascynację historią i sztuką. A cóż może być piękniejszego niż autorka prawdziwie zakochana w tematyce swoich książek?


Sabiha Al-Khemir pochodzi z Tunezji. Tam właśnie studiowała literaturę angielską, a w Londynie sztukę islamską i archeologię. Widzimy więc, że treść Błękitnego Manuskryptu wiąże się ściśle z jej zainteresowaniami zawodowymi. Jest ona również autorką wielu publikacji związanych z sztuką Islamu, kuratorką wystaw i założycielką Muzeum Sztuki Islamskiej w Dosze (Katar). Sabiha jest również krytykiem sztuki i ilustratorką.


Kultura Islamu jako właściwie główny bohater tej książki, jest niewątpliwie tematem którego piękno i egzotyka nigdy nie zostaną wyczerpane. Błękitny Manuskrypt, to przyjemna książka, przenosząca nas do odległego i gorącego Egiptu, zanurzająca w parzący piasek, otulająca gorącym, pustynnym wiatrem. Mimo wielu zalet nie należy nastawiać się na dzieło sztuki, ale na przyjemną, krótką lekturę momentami nużącą i ciągnącą się nie do zniesienia, chwilami wzruszającą i niepokojącą.

Z przyjemnością jednak przeczytałabym jakąś naukową publikację Pani Doktor Al-Khemir - sugerując się ogromem uczuć jakie włożyła w serca swych badaczy i rozmiłowaniem w architekturze i sztuce, byłoby to na prawdę wspaniałe dzieło.


Za podjęcie tematyki nie przemielonej jeszcze przez rynek wydawniczy:
5/10
(+2 za głębokie, filozoficzne niemal przemyślenia wkładane w usta bohaterów oraz bardzo rozbudowane i zachwycające opisy!)
razem
7/10


 _________________________________________________


Jak pisał Stephen King: Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a zaspokojona ciekawość to krok w przeciwnym kierunku. Kierowana tymi słowami i przede wszystkim doszczętnie spłukana zaglądnęłam na stronę wydawnictwa Lambook, które to poczyniło cudowne, wspominane wyżej wydanie Błękitnego Manuskryptu. Racjonalna półkula mózgu próbowała mnie powstrzymać, ale ta ciekawska i uparta krzyczała "zobacz co mają w ofercie!".
I przepadłam. Spójrzcie na te cuda:








Czy ktoś jeszcze poczuł nagłą potrzebę przeczytania ich wszystkich? :)


sobota, 20 września 2014

Elżbieta Cherezińska - "Korona śniegu i krwi"




Elżbieta Cherezińska, Korona śniegu i krwi;
Wydawnictwo ZYSK i s-ka,




Nie daj Boże zjazd Piastowski!




Korona śniegu i krwi - pierwsza część cyklu Odrodzone Królestwo to książka, która zauroczyła mnie zaraz po skończeniu lektury, ale już po odłożeniu jej na półkę, bardzo długo nie mogłam znaleźć tych kilku konkretnych słów którymi można ją scharakteryzować.


Przede wszystkim to co rzuca się w oczy pierwsze - objętość i okładka. Ogromne tomiszcze cudownie prezentuje się na półce, a okładka - identycznie jak w przypadku Parabellum - wprost zachwyca! Ilustrację i projekt graficzny okładki opracował Adam Szczepański - za co cześć mu i chwała na wieki wieków.

Treść właściwa utworu rozpoczyna się wraz z rokiem 1272, chociaż poprzedzają ją dwa krótkie opisy nieco dawniejszych wydarzeń. Polska rozbita na małe księstewka dzielnicowe - tak jak i większa część Europy zanurzona jest w ciągłych wojnach, misternie zaplanowanych mariażach i przymierzach. Wszystkiego tego jesteśmy naocznymi świadkami i mało tego - obserwujemy wydarzenia z perspektywy wielu bohaterów, co jest doskonałym zabiegiem dla książki traktującej o nie do końca pewnych i mglistych czasach naszej historii.



Myślał, że krwią niewiernych zmaże grzech swego pogańskiego przodka (...). Ale im więcej przelewał krwi saraceńskiej, tym mocniej przekonywał się, że krew wszystkich ludzi, pogan czy chrześcijan, ma tę samą barwę, a zgon przynosi równie bolesną żałobę każdej ze stron. Bohaterstwo to tylko śmierć odświętnie ubrana do pieśni.


Elżbieta Cherezińska kreuje swych (i naszych) bohaterów w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie znaleźć tego jednego jedynego króla (no, jak na razie księcia) naszych serc. 
Młody Przemysł II to oczywiście pierwszy męski bohater którego nominować mogę na postać numer jeden, ale obok niego jest przecież stryj Bolesław, książę Starszej Polski - mądry, doświadczony w polityce, dzielny, wyrozumiały i opanowany - którego wybrać? A może spojrzymy poza Starszą Polskę? Władysław zwany ze względu na swój niski wzrost Małym Księciem (a przez mniej przychylnych karłem...) - wzbudza współczucie przez to, jak jest traktowany przez innych, ale tego współczucia wcale nie potrzebuje - dzielny, waleczny, pewny swych umiejętności. A może Bolesław - książę krakowski, ostatni z małopolskiej linii Piastów, tworzący ze swą żona Kingą małżeństwo dwojga świętych, tak cudownie opisane przez Cherezińską. Jest przecież jeszcze Mein Herzog Heinrich - książę śląski Henryk, taki troszkę podstępny i cwany lisek - chytrusek, ale przecież zgodzimy się wszyscy, że od nadmiaru mniej nieskalanych charakterów głowa nie boli. Ze swojej strony do plebiscytu na pierwszego męskiego bohatera Korony śniegu i krwi dorzucę Mściwoja - księcia Pomorza - rubaszny i przekomiczny Czarny Gryf, dniem i nocą pojony winem. I oczywiście na końcu, ale wcale nie taki ostatni - nieziemski Leszek Czarny, książę sieradzki i łęczycki o długich włosach i odmiennych od pozostałych książąt upodobaniach, pewny siebie i taki mocno "who cares", za nic mający swe powinności wobec książęcego tronu i przedłużenia ciągłości rodu. Nie ograniczając się do książąt, wybierać możemy także w najznamienitszych spośród polskich rodów. Mam tu na myśli przede wszystkim książęce (chodzi oczywiście o księcia Przemysła) Cztery Wichry: Michał Zaremba - Wicher Południowy, Nawoj Nałęcz - Wicher Północny, Lasota Łodzia - Wicher Wschodni i Bogusza Grzymała - Wicher Zachodni - wierni, dzielni i waleczni - szlachetni rycerze i oddani przyjaciele - którego wybrać?


Grób Leszka Czarnego, Kościół Świętej Trójcy w Krakowie


Grób Leszka Czarnego, Kościół Świętej Trójcy w Krakowie



Podobnie rzecz ma się z obsadzeniem stanowiska ulubionej roli żeńskiej. Na początku jest Lukardis, którą bardzo kochamy i wydaje nam się, że lepszej nie będzie. Na krótko zaprzyjaźniamy się z poganką Olchą. Potem autorka przedstawia nam Świętą Kingę - znającą przyszłość, żartującą z męża, eteryczną, pachnącą kwiatami, unoszącą się w powietrzu, świecącą, rozbrzmiewającą chórami zastępów anielskich i tak skromną przy tych wszystkich gadżetach, że nagle pragniemy żeby na kartach książki pojawiała się znacznie częściej (i oczywiście razem z panem mężem Bolesławem - o białych włosach i dziwnych uszach). Moja faworytką jest jednak mała, zadziorna szwedka - księżna Rikissa. Także i tu znajdziemy żeński odpowiednik książęcych Czterech Wichrów - cztery dwórki księżnej Starszej Polski - Annę z Grzymałów, Zbysławę Zarembównę, Eufemię Nałęczównę i Jadwigę Łodzia. Ale najbardziej uwagę czytelnika przykuwają kobiety strzegące czystości Starszej Krwi - poganki z świętej Góry Raduni. Ich opiekunka Dębina, ożywający posąg trzech Matek, Siostry, a wśród nich Olcha, Jemioła, Czeremcha - dziewczęta obdarzone niesamowitymi umiejętnościami, długowiecznością, czerpiące moc z natury, tętna przyrody.




Dębina stanęła za posągami Matek. (...) Pierwsze pojawiły się z wiatru utkane Wiły, za nimi Wieszczyce o oczach widzących przyszłość. Dola, złocista, srebrzysta, co sto razy na dzień potrafi zmienić wygląd. Narecznice trójkami, trzymając się za ręce, którymi na czołach noworodków kreślić będą przyszłość; roztargnione, nieobliczalne Strzygi, Południce senne przy świetle księżyca. I Mokosz, Matka Matek.


Ten krótki, ale jakże piękny opis orszaku bogini, to tylko mały przykład tego, co serwuje nam w Koronie śniegu i krwi Pani Cherezińska! Samo umieszczenie w książce motywu wierzeń pogańskich Słowian to dla mnie ogromna zaleta, a wplecenie motywu Starszej Krwi i Sióstr z Raduni w niemalże większą część fabuły, spowiło opowieść w mgłę tajemnicy i oplotło dzikim bluszczem pierwotnych wierzeń, bliskich naturze, ale i przede wszystkim znacznie bliższych ówczesnemu mieszkańcowi porośniętej ciemnymi puszczami Polski.




Poza motywem pogańskich wierzeń i tego w jaki sposób został on przedstawiony oraz pasowaniem Czterech Wichrów, zauroczona byłam tym, w jaki sposób Pani Cherezińska zgrabnie i malowniczo opisuje zachowania herbowych istot - Biały Orzeł dumnie rozpościera skrzydła, Lew pręży pierś i ryczy donośnie, Czarny Gryf kroczy obok swego pana - wszystkie te postacie zaczynam traktować jako odrębnych bohaterów, ale takich bez których ich dumni "właściciele" nie mogliby żyć. Tak właściwie to książę jest właścicielem swego herbu, czy herb ma księcia w posiadaniu? Wszak wielcy odchodzą, a orzeł, lew, gryf... pozostają i witają ich następców.


Będąc już w temacie tych pięknych symboli pragnę zwrócić Waszą uwagę na ostatni rozdział Korony... - u mnie wywołał dreszcz ekscytacji i przyznam - oczy mi się zaszkliły ze wzruszenia. Dla nikogo śmierć Przemysła nie będzie zaskoczeniem, wszyscy wiemy z lekcji historii jak toczyły się losy naszego kraju - ale opis ostatecznego odejścia króla w zaświaty przyprawia o gęsią skórkę!



 
Collegium Maius, Kraków



Korona śniegu i krwi to książka bardzo przyjemna w odbiorze. Mimo iż daje się odczuć, że napisana została w dużej mierze po to, aby ją dobrze sprzedać i abyśmy i my mieli swoja Grę o tron - jest kawałem (sporym!) dobrej lektury.



8,5 / 10

i już poluję na
 Niewidzialną koronę
 

________________________________________



Wpis bierze udział w wyzwaniu Edyty z Zapisków spod poduszki - Mitologia w literaturze






poniedziałek, 8 września 2014

Losowanie i wyniki konkursu.



Przepraszam Was bardzo za tę znaczną obsuwę z losowaniem - porwał mnie wir czasoprzestrzenny /kosmici /czarna wołga.


Pozwólcie, że bez zbędnych opisów przejdę do części właściwej - do wygrania w niniejszym losowaniu była książka Remigiusza Mroza "Parabellum - Horyzont zdarzeń", lub jeśli (jesteś już jej szczęśliwym posiadaczem) książka-niespodzianka. Większość osób zgłosiła się po "Parabellum" - co bardzo mnie cieszy, gdyż zawsze powtarzam, że warto tę pozycję sięgnąć, nawet jeśli jest się z czasami wwII na bakier.

Zapoznałam się z piosenkami i filmami które polecałyście, w niedalekiej przyszłości sięgnę także po wytypowane przez Was książki - czyli:
- Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell
- Prochy - Ilsa Bick
- Dowód - Eben Alexander


Serdecznie dziękuję wszystkim za udział. Nie przedłużając już:










 Gratuluję dziewczynom z Wonderland of books!

:)


I już teraz zapraszam wszystkich na kolejny konkurs, który mam nadzieję zorganizować 22.09 - kiedy to minie równy rok od dodania pierwszej recenzji - Desperacji - Stephena Kinga.
 




 

Translate