niedziela, 20 kwietnia 2014

Świąteczna #niedziela 5







Dziś już kompletnie nie mam o czym pisać. To znaczy - mam, chcę Wam pokazać pewne śliczne wydanie zaplanowane przez Świat Książki. Ale to potem. Jak zacząć? Może na początek zdradzę Wam, że jestem potwornym leniem. Kwiecień się kończy, a ja tkwię na tyłku z jednym rozdziałem licencjatu. Rozumiecie? Jednym. Dwadzieścia stron - po sformatowaniu. Nie wiem czy już mieć depresje czy poczekać z tydzień. Nie mogę się zmotywować w żaden sposób.

Czuję zbliżającą się jeszcze drobnymi kroczkami sesję. Jest wśród nas ktoś, kto zajmuje się edytorstwem? Postawię czekoladę, za przysługę... ;P


Dziś spędziłam przyjemny dzień w gronie rodziny, jutro zapowiada się kolejny, w innym gronie, ale ciągle rodzinny. Jak to w święta. Boli mnie mój introwertyzm i aspołeczność. Czuję się wybebeszona, z wszystkimi uczuciami i emocjami na wierzchu. W gruncie rzeczy to lubię tę moją rodzinkę. Ale bardziej lubię się zamknąć w pokoju, lub poszwędać po miejscach w których nikogo nie znam i nikt nie zna mnie.


Chyba dziś mam dzień pod hasłem "A ponarzekam sobie". Przepraszam Was straaasznie! :)




Dobra, zamiast narzekać to się trochę pozachwycam. 30 kwietnia do księgarń trafią prześliczne wydania książek z serii "Angielski Ogród". Chwali się nimi Świat Książek, od nich też pochodzą poniższe zdjęcia:










I jak wrażenia? Ja się nad nimi rozpływam! Panie z Cranford i Opactwo Northanger za 29,90; Duma i uprzedzenie 32,90.

W sumie to nie obchodzę urodzin, ale chyba zacznę. I sprawię sobie te książeczki, bo żadnej jeszcze nie czytałam. Maju - nadchodź! :) I w związku z tym - nerkę, sprzedam, tanio. :D

 ~ *  ~   ~ *  ~   ~ *  ~

Wszystkim tym, którzy mają nieco bardziej optymistyczne podejście do świętowania życzę udanego Lanego Poniedziałku i przyjemnych, spokojnych, zdrowych i bezpiecznych (kończących się) świąt.

Bonus: Kochani, przyjemnego wtorkowego powrotu do normalnego życia.

Pozdrawiam serdecznie!

9 komentarzy:

  1. Ja też się w nich rozpływam...
    Świetny pamiętnik, fajnie takie przemyślenia czyta się po kilku latach...
    Pięknego lanego poniedziałku x.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że kupno wszystkich trzech na raz wykończyłoby portfel przeciętnego czytelnika (czyli mój). Hm, ale nie mam jeszcze tej klasyki na półce, więc mam nadzieję, ze jakoś skompletuje te cuda. Jakże się można nie przywiązywać do dóbr materialnych, skoro one takie piękne są... ;D

      Usuń
  2. Piękne wydania, chciałabym je mieć w swojej kolekcji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby sie nie patrzy na okładkę, ale z takim cudeńkiem to trudne - tym bardziej, że tu akurat treść i okładka pasują do siebie. ;)

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o Ewangelie, to powiedziałabym, że za prawdziwe uważamy te konkretne, a nie inne, ponieważ powstały one najwcześniej i były pisane przez ludzi będących świadkami tamtych wydarzeń lub znających świadków. Ogólnie, ustaleniem oryginalnego tekstu zajmują się filolodzy klasyczni (czy inni specjaliści), nie wiem jak szczegółowo się to robi, ale myślę, że oni wiedzą i że dobrze wykonali swoją robotę ;) Poza tym informacje zawarte w Ewangeliach w większości pokrywają się ze sobą, a do tego zawierają fakty historyczne, geograficzne, wiernie oddają kulturę tamtych czasów. Oprócz tego, Ewangelie uznawane były przez Kościół pierwszych wieków, uczniów Apostołów i ich uczniów - gdyby jakieś inne teksty były kluczowe i prawdziwe jak Ewangelie, to myślę, że pierwsza wspólnota wierzących by ich nie pominęła, bo przecież chciała jak najdokładniej przekazać naukę swojego Pana potomnym. Oczywiście nie jestem ekspertem w dziedzinie Biblii, piszę tylko to, co kiedyś obiło mi się o uszy albo "co mi się wydaje" :) I oczywiście nie są to dowody na to, że Biblia jest Słowem Bożym, w to trzeba wierzyć :)

    Jeśli chodzi o ofiary, to rozumiem, że masz na myśli, że teraz Bóg chce pieniędzy? Wiesz, jeżeli źle się czujesz rzucając pieniądze "na tacę", to może zrezygnuj z tego na jakiś czas? Troska o finansowe wsparcie Kościoła wynika, czy powinna wynikać, z wewnętrznego pragnienia wierzących - jeśli nie czujesz takiej potrzeby i jesteś raczej poszukującą osobą, to myślę, że możesz z tego zrezygnować i nie zawracać sobie tym teraz głowy :)

    Jeśli nie odpowiada Ci sposób odprawiania mszy czy ksiądz w kościele, do którego chodzisz, to może poszukaj innej parafii? Poszukaj takiego księdza, który słowa będą do Ciebie przemawiać albo jakiejś wspólnoty - duszpasterstwo akademickie etc.

    Jak to się mówi, "chrześcijanie nie są doskonali, tylko uniewinnieni" - niestety w Kościele jest i zawsze będzie wiele błędów. Na pewno często zraża jego pragmatyzm, czy rutyna - wydaje się, że tam już nie ma Boga, tylko właśnie rutyna. Ale tak jest chyba wszędzie - idziesz do pracy z idealistycznym nastawieniem, a tam proza życia.

    Na pewno wierzenie jest bardzo trudne i wymaga nieustannych poszukiwań. Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale już tak mam xd Nie chciałam się również mądrzyć, mam nadzieję, że tak tego nie odbierzesz :)

    Edytorstwem się niestety nie zajmuję, ale na pocieszenie mogę powiedzieć, że też ostatnio mi na studiach nie idzie :P

    Jeśli chodzi o introwertyzm, to ostatnio czytałam bardzo ciekawą książką na ten temat "Ciszej proszę" Susan Cain (pisałam o niej na moim blogu: http://armalkolit.blogspot.com/2013/11/sia-introwersji-w-swiecie-ktory-nie.html#more ale możesz też ja obczaić na LC, czy gdzie indziej). Myślę, że jest ona warta uwagi, zwłaszcza, że zgadzam się z tezą, że żyjemy w ekstrawertycznym świecie, który uważa, że jest to jedyny właściwy i zdrowy sposób zachowania.

    Piękne są te wydania! :) Kupiłabym je z rozkoszą, ale niestety mam już cały komplet dzieł Austen :(

    Czasami tak dobrze jest ponarzekać, bo zbliżający się czas jest dla studentów bardzo ciężki ;D ja też mam ostatnio narzekający humor, szkoda, że on nie jest społecznie akceptowalny, tylko zaraz "nie narzekaj" ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie wiernie. I faktycznie - są źródła potwierdzajace istnienie Jezusa, ale czy to oznacza że był Synem Bożym? To oznacza, że zył wtedy, a wtedy, w tym i tym mieście. I to mi właśnie tak strasznie przeszkadza - że trudno mi po prostu uwierzyć słowom Pisma Świętego.

      Nie, nie, nie - nie chodziło mi o pieniądze. Właściwie, gdyby chciał pieniędzy to byłabym zadowolona - jeśli jakis Bóg jest, to chce żeby w niego wierzono. Żeby postępowano zgodnie z tym czego on chce. Żeby być mu wiernym, żeby miłować, czynić dobro, być pokornym... i tak dalej. Gdyby chciał krwi i złota - czegoś namacalnego, fizycznego - to ja rozumiem takie bóstwo. Ale On chce - nie wiem jak to powiedzieć - impulsów przepływających między komórkami w naszym mózgu - bo te uczucia i emocje to przecież nic ponad to. To znaczy tak na prawdę to nie wiemy czego Bóg od nas chce - tzn. wierzący wiedzą, ale JA nie wiem. Bo nie wiem czy wierzę w to co mówi Pismo.

      W mojej parafii są wspaniali księża - proboszcza znam od dziecka, przygotowywał mnie do I Komunii, nowi wikariusze są cudowni, gorliwie wierzący, przyjacielscy i w ogóle do rany przyłóż. Zawsze miałam idealne stosunki z katechetami - na każdym poziomie edukacji. Same 5 i 6, znam sporo części Pisma na pamięć, czasem ze zrozumieniem, czasem bez i niby jakieś pojęcie o religii mam - teorie jednak, kiedyś praktykę, a teraz - pustka. Jeździłam na konkursy i olimpiady teologiczne, planowałam studiować teologię - byłam na prawdę pro. Wyladowałam ostatecznie na religioznawstwie. To nie w księżach z mojego otoczenia tkwi problem. To w mojej głowie.

      Kiedyś byłam bardzo religijna, ba - zdarzyło mi sie odczuwać namacalna pomoc Boga. I nie potrzebowałam dowodów na jego istnienie. A potem pomyślałam, że moze to wcale nie była pomoc, tylko naturalny bieg wydarzeń. Przypadek, mój upór, zwykły bieg czasu. Że moze wierzyłam, ze to On, bo tego chciałam. Bo na tym polega religia. I dotarło do mnie,że wiara polega na ciągłym wmawianiu sobie czegoś. Przecież nasza wiara nie różni się niczym od wiary starożytnych greków, czy wikingów. Facet z wielką mocą i brodą, wszechpotężny i gromowładny czegoś od nas oczekuje. Tylko że oni mieli ich (bogów) więcej. A mieszkańcy terenów z których rozprzestrzeniło się jednocześnie chrześcijaństwo, judaizm i muzułmanizm musieli być oryginalni i odciać sie od innych wierzeń "pogańskich" - dlatego ustanowili, że bóg jest jednak jeden. Ale żeby sie łatwiej przyjęło na obcych terenach - to w sumie jest jeden ale w Trzech Osobach. Żeby politeiści się nie boczyli.

      Bolą mnie zmiany nanoszone na religie przez papieży na przestrzeni wieków - którzy wiadomo - świeci nie byli (Nie mówie tu o tych współcześniejszych, ale o tych z okresu na przykład średniowiecza). Prawo kanoniczne ustalane według zasad ludzi jeszcze bardziej grzesznych i rządnych władzy niż najzwyklejsi wyznawcy. Bo władza wynaturza - szczególnie w czasach, gdy jedni mają złoto i Rzym, a inni dajmy na to kupę błota i las w Wielkim Królestwie Litewskim.

      Matkooo, dlaczego mi to tak trudno idzie? :o

      Ksiażkę o której napisałaś na pewno przeczytam i zaraz zagladne na Twoja recenzje. Chociaż przyznam, ze nie zależy mi na przystosowywaniu sie do ekstrawertycznego społeczeństwa.

      Bardzo Ci dziekuje za to, co napisałaś - jeśli mnie nie przekonało w jedna stronę (ku wierze), to trochę usystematyzowało mi moją opinię o religii. Bo odpowiadajac na Twoje pytania, zdałam sobie sprawę, że problemem jest moje nastawienie. Ale ciężko mi z tym wygrać.

      Usuń
  4. Lustitia, bo wierzyć jest trudno :) Szukaj, szukaj, możliwe, że kiedyś odnajdziesz to, czego pragniesz :) Rację ma ArmAlKo Lit, dobrze jest poszukać, jeśli ma się taką możliwość innej parafii, innego księdza. Księża to jednak tylko ludzie i niestety często bardzo słabi i próżni, ale bywają także Ci normalni, a nawet wspaniali. Po za tym - nic na siłę. Do wiary też się dojrzewa, dorasta. Ja określam siebie jako osobę wierzącą poszukującą :)

    Witaj introwertyku! Też zaliczam się do tego grona :) Uczę się być introwertykiem i cieszyć się tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edytko, Ty masz pojecie o dawnych wierzeniach - czy nie miałaś nigdy takiego uczucia, że chrześcijaństwo to tylko kolejna mitologia więcej? Ja teraz mam tak cały czas.

      Niby dlaczego nasze jest lepsze? Dlaczego katowało się Słowian, Celtów i innych, tylko dlatego, że wyrośli w innym kręgu kulturowym i inną przyjęli religie? Gdybyśmy się urodziły w Iranie, mozliwe że dziś strzelałybyśmy do jakichś niewinnych chrześcijańskich dzieci, tylko dlatego, że nie wierzą w Allaha, ale jakiegos innego boga.

      Religia powinna nieść pokój, a tak na prawdę niesie tylko cierpienie i ból. Nie mówie ze to wina Boga - któregokolwiek z uznawanych przez każdą pojedynczą osobę na świecie. To wina ludzi, że tworzą osobne wyznania, zamiast uznać, ze od tysiacleci wszyscy wierzymy w tego samego Boga o wielu imionach i twarzach. I wtedy nastałby pokój na tle religijnym. Nie wyrżnęli by Majów i Inków, i inni nie ginęliby niepotrzebnie. Podstawowy błąd ludzkości od zawsze - tworzenie sztucznych barier w postaci religii.Czy Tarzan musiał przyjać chrzest żeby być z Jane? Nie pamietam. Pewnie tak. W każdym razie Mieszko musial.

      Boze, a Dawkins tylko utwierdza mnie w słusznosci pogladów. Nienawidzę go i uwielbiam jednocześnie.

      No to przybij wirtualnego żółwika. Mi jest dobrze z moim introwertyzmem. :D

      Usuń
  5. Lustitia, oczywiście, że miałam takie wrażenie! Nadal czasami to rozważam, ale, że nie postrzegam tego jako coś złego, to łatwiej mi żyć z takimi przemyśleniami, wątpliwościami. Zresztą, kiedyś mądry ksiądz mi powiedział, że jeśli bym przestała zadawać pytania, myśleć, to moja wiara byłaby pusta. Nie mam być zaprogramowanym robotem, tylko czującym i myślącym, a co niestety za tym idzie, wątpiącym i szukającym człowiekiem.

    Dlatego ja nie uważam, że chrześcijaństwo można postrzegać w kategoriach lepszej wiary niż te, które odeszły. Zresztą nie uważam, by można w ten sposób w ogóle oceniać jakąkolwiek wiarę. Nie jestem w stanie myśleć źle o wszystkich wyznawcach Islamu, choć przyznam, że obawiam się ekstremistów i bardzo bym chciała żeby zniknęli. Dla mnie zarówno muzułmanie, jak i chrześcijanie wierzą w tego samego Boga. Tylko różnie go nazywają, dopasowali wiarę do swoich dawnych tradycji, z których wyrastają ich korzenie jako narodów. Zobacz jak wiele można odnaleźć podobieństw w naszych wiarach! I nie są to naciągane podobieństwa, często różnią się drobiazgami. Mam nadzieję, że rozumiesz co mam na myśli :) A, że niektórzy księża mogą mnie przekląć za takie myślenie ... Oni nie są nieomylni :P

    Podobnie jak Ty uważam, że religia powinna nieść pokój i nie upatruję w nieszczęściach jakie dotykają ludzkość ręki Boga. To nasz wina.

    Co do chrztu Mieszka :) Widzisz, co ludzie zrobili z religią? Uprzedmiotowili ją, zrobili z niej kolejny sposób na zdobycie władzy nad ludźmi, w znaczeniu zupełnie świeckim i tym naszym ziemskim. Wykorzystują ją jak pieniądze, jak kartę przetargową. Mieszko nie przyjął chrztu, bo tego wymagał Bóg, tylko dlatego, że tego wymagali ludzie i sytuacja polityczna. Jak było z Tarzanem - nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz!

Translate