sobota, 26 kwietnia 2014

Stephen King - "Nocna zmiana"




Stephen King, Nocna zmiana;
Prószyński i S-ka,



Twórczość Kinga nie działa na moja wyobraźnię tak jak dawniej. Albo się starzeję (sic!), albo te wszystkie obrzydliwości i maszkary, które stworzyć może tylko dwóch "mistrzów horroru" - King i Mastertoon - przestały mnie odrzucać (sic! x2). Liczę na wariant pierwszy, bo drugi kwalifikuje mnie na kozetkę w gabinecie psychologa i długą pogawędkę z panami w białych kitlach.


W ostatnim depresyjnym "słowie na niedzielę" dowiedzieliście się, że chcę wierzyć. Dziś powiem, że chcę się bać. I że chcę bać się tego, czego boja się wszyscy inni.
Szczurów, wampirów, obcych, Śmierci, śmierci, tego że niczego po niej nie ma. Ekstremalny optymizm miesza mi się ciągle z ponurym pesymizmem, a boję się głównie o siebie i rzeczy tak przyziemne, że aż boli. O przyszłość i o to, że nie zdążę. Nie zdążę się nacieszyć tym pięknym i obrzydliwym wszystkim, tym urodzajem natury, sztuki, techniki, ludzkości. I o nieporadność życiową się boję, bo codziennie jestem w czarnej dupie wszechświata. Mentalnie. Znowu rozgadałam się o sobie, a dziś przecież pierwsze skrzypce miał grać Stef.


Halo, proszę na scenę. 
Idzie.


*stuk, stuk, stuk, szurrr, szurrr*

- Mogłeś się chociaż ogolić.


Cześć. Witajcie. Jestem Stephen. Skoro tu jesteście to znaczy, że chcieliście się bać. Możecie pomyśleć - co ten koleś ma w głowie, pisze takie potworności, jakież upiorne myśli czają się w jego głowie...  Aj, chrzanić to. Układam takie smętne banialuki o strachu i ludzkiej psychice w przedmowie do swoich opowiadań - wystarczy, że przeczytacie te farmazony raz i macie spokój na pozostałe lektury. 
Mam tu ze sobą magnetofon National Panasonic, nówka - prosto z taśmy produkcyjnej, i będę wam puszczał z kasety cytaty z opowiadań. Żeby zasiać grozę i sprzedać książkę. No, zaczynamy.
Mamy rok 1978, Bob Dylan wypuścił singiel Baby, Stop crying, a Ałła Pugaczowa wygrywa właśnie Sopot Festival ze swoim Wsio mogut koroli. Jako, że ja też mogę wszystko, akurat wiem gdzie leży Sopot. Cicho.
Wczoraj światło dzienne ujrzał mój pierwszy zbiór opowiadań - Nocna zmiana. Naskrobałem tam dwadzieścia opowiadań, z których jedno tylko może wywołać ciarki, ale jedynie w palcach u stóp, a co słabszym najwyżej do kolan. Nie spodziewajcie się skurczów żołądka - ale czytanie przy obiedzie to taż kiepski pomysł.
Nocną zmianę zaczynamy od opowiadania Dola Jerusalem. Jak łatwo można wywnioskować z tytułu, Jerusalem owo leży w stanie Maine - lol, chyba nie myśleliście inaczej, w końcu urodziłem się w Portland. Poczytacie tu o złowieszczej wiosce, złowieszczym domu i złowieszczym tym, o czym zwykłem pisać. Nic nowego.


Niektórzy nie umierają. Niektórzy żyją w półmroku zalegającym dziedzinę pomiędzy.

Kolejne opowiadanie to Cmentarna szychta. Oczywiście możecie zasugerować się tytułem, z którego jasno wynika, że... opowiem wam o starym, zaniedbanym budynku i o tym co można znaleźć podczas sprzątania piwnicy. Złom i szczury i syf i... coś jeszcze, niby szczury... ale... sam nie wiem jak na to wpadłem - jestem mocno porąbany. Dalej mamy Nocny przypływ, myślicie że to o przypływie a to o wirusie A5. Nara. Co tam jeszcze, ach - jeden z dwóch faworytów - Jestem bramą. Czy to jest opowiadanie o zasadach konstruowania ogrodzeń stalowych? Tak! Hahaha, ale was ożartowałem - wcale nie. To historia wylotu w kosmos, eksperymentu DESA, prowadzonym przez NASA i o tym jak widzieć więcej!


Może wcale nie należymy do kosmosu?

Kolejne opowiadanie to Magiel - tak, zdradzę, że poznacie w nim historie opętanego magla. Odtańczmy kankana! Jak już przestaniecie się śmiać i upewnicie się, ze wasze żelazko się na was dziwnie nie gapi - przejdźcie dalej, do opowiadania Czarny Lud (które jest tym drugim najlepszym w zbiorze). Jak coś siedzi tam gdzie nie powinno i wyłazi kiedy nie powinno, to zawsze jest strasznie, czyż nie? Szczególnie jeśli porównamy to z zabójczym maglem... Co mamy dalej? Szarą materię. Tak, wiem, jestem obrzydliwy. Dlatego tak się rozczytujecie w moich książkach, mali hipokryci!


Ludzie powinni znajdować się na miejscu wypadku, a nie w biurze. Bo taka już jest ludzka natura - drzemiące w człowieku zwierze posiada wrodzony instynkt nakazujący mu napawać się widokiem ofiary.

Opowiadanie Pole walki jest irracjonalnie durne, omińcie je proszę, popełniłem je na wpół przytomny. Właściwie to zasnąłem na maszynie do pisania. Tak samo jak kolejne - Ciężarówki - czyli magiel w wersji na kółkach. Na prawdę boje się, ze kiedyś moje domowe sprzęty ożyją. Dlatego o tym piszę. Później poznacie historie pewnego utrudzonego życiem nauczyciela - warto przeczytać i dowiedzieć się, że Czasem wracają. Po tym dobrym opowiadaniu, czas na kolejne - równie miłe w odbiorze o wdzięcznym tytule Truskawkowa wiosna. Im dalej w las tym mniej uroczo - ale nie dla czytelnika! O czytelników to ja dbam. Ale już mi się to dbanie znudziło, więc powrócę do tematyki ożywających urządzeń rolniczych i obrzydliwych ludzi - tadaam: Kosiarz trawy. I możemy się założyć, że to ostatnie mierne opowiadanie tutaj. Serio. A jeśli o zakładach mowa, sprawdźcie moje kolejne opowiadanie - Gzyms. Nie wiem po co je napisałem, ale przygotuje was na nagły skok w przestworza, bo oto nadchodzi: Quitters, Inc., czyli rzecz o rzucaniu papierosów! Na prawdę  n i e z ł e ! 


Donatti i jego kolesie wcześniej od niego zrozumieli fakt, że miłość jest najbardziej zgubnym narkotykiem, i nie zawahali się cynicznie tego wykorzystać.

A jeśli o miłości mowa - zachwyci was opowiadanie Wiem czego ci potrzeba. Bo ja wiem czego WAM potrzeba! Następnych Dzieci kukurydzy przedstawiać na pewno nie muszę, tak samo jak kolejnego (ale z innych powodów) Ostatniego szczebla w drabinie, który jest tylko chwilową wartością spadkową, bo zaraz wracamy na podium z Człowiekiem, który kochał kwiaty! Tak na prawdę kochał pewna kobietę, ale ciii - nie wiecie tego ode mnie. Dobrze się bawiłem przy pisaniu opowiadania Coś na drodze - lubię wyciągać starych ramoli z barów, a jeśli wlokę ich w miejsce z dreszczykiem, czerpię z tego podwójną przyjemność. Ostatnie opowiadanie to Kobieta na sali. Napisałem je, żebyście się odrobineczkę zawiedli i sięgnęli po moją następną książkę. Co mam nadzieję planujecie uczynić. 

Dziękuję publiczności i organizatorom, a teraz zapraszam na darmowe driny i przekąski oraz dołączenie do wyzwania, w którym ten stand-up bierze udział. 

Auf wiedersehen w waszych koszmarach, amigos!



_________________________________________________



Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

Czytam literaturę amerykańską

Czytam Kinga








* Ależ się ubawiłam przy pisaniu, dziekuję, że mnie do tego motywujecie, ajlowju!

3 komentarze:

  1. hehe jak zwykle mnie rozwaliłaś. Cóż mogę ci kochana powiedzieć: chętnie bym przeczytała, żeby się przekonać jak ja ją bym odebrała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj, przeczytaj koniecznie! Nie wiem czy Ci pisać, które opowiadania pominąć, bo są bez sensu... ale chyba nie. Musisz je sobie wszystkie porównać ze sobą i sama wybrać lepsze. ;) Mam nadzieję, że kiedyś przeczytam Twoją recenzję "Nocnej zmiany" i zobacze co o niej myślisz. :)

      Usuń
  2. Ha! Widzę, że masz "jazdy" introwertyczne - jak ja to nazywam ;) Ze mnie ani optymistka ani pesymistka, jestem jednym i drugim i w obydwu stanach lecę na najwyższych obrotach :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz!

Translate