sobota, 12 kwietnia 2014

Remigiusz Mróz - "Parabellum. Horyzont zdarzeń"


Remigiusz Mróz, Parabellum. Horyzont zdarzeń;
Instytut Wydawniczy ERICA, 
Warszawa 2014


Lubię umierać ze szczęścia. 
Tak - to zdecydowanie mój ulubiony sposób zachwycania się nad książką.


Jeśli chcecie poumierać ze mną, zapraszam. 
A jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszej części Parabellum, to - o Boże, na co czekacie?!

Lekturę poniższego tekstu powinni odpuścić sobie ci, którzy nie czytali tomu pierwszego - no chyba, że chcecie zepsuć sobie frajdę i radość z jego czytania - co kto lubi. ;D



Bardzo chciałam kupić Parabellum w księgarni stacjonarnej - chyba nie muszę tego tłumaczyć żadnemu miłośnikowi książek - stoisz przed półką, rzucasz spojrzeniami po setkach kolorowych grzbietów, wszystkie krzyczą - "kup mnie, kup!", zapach papieru, faktura okładki, szelest stron... wychodzisz w końcu z księgarni z lżejszym portfelem, cięższą torebką i oczekiwaniem na rozpoczęcie nowej, fascynującej przygody u boku bohaterów utworu.
Przez tydzień przeczesywałam półki znanych mi księgarni w poszukiwaniu Horyzontu zdarzeń, ale pamiętnego dnia, w którym to pani kasjerka w Empiku oznajmiła, że premierę tej wyczekiwanej przeze mnie perełki planują na 30 kwietnia... poczułam wątpliwe uroki życia w mniejszym mieście [Rzeszów, stolica innowacji - gdyby ktoś pytał (Sarkazm. Dużo.)].

Ale - internecie, dziękuję że jesteś. 

Kiedy tylko odebrałam książkę, nie mogłam się od niej oderwać. Po pierwszej części zżyłam się z bohaterami, tak jak dzieci przywiązują się do ulubionych maskotek i nie rozstaja się z nimi nawet na krok. Ja też ciągnę za sobą wszędzie moje wyobrażenie kapitana Obelta, Bronka i Leitnera, a teraz także i starego Kremmera.
Do ostatnich stron miałam w głowie kilka elementów, o których koniecznie chciałam Wam tutaj wspomnieć, ale kiedy dotarłam do końcówki wszystko zniknęło. Została mi w głowie tylko ostatnia scena, która poruszy serduszkami fanek pewnego "pana idealnego". Oj poruszy!


W drugiej części cyklu Parabellum dzieje się... wszystko! Są strzelaniny i walki wręcz, są ucieczki i pościgi, są wielkie tragedie i małe szczęścia, jest zagrożenie i złudne wrażenie bezpieczeństwa, jest wątek miłosny, jest zauroczenie - jedno, drugie, jest... jejku, Aniela - co?! Jak? Kiedy? Jest dużo śmierci, jest zmartwychwstanie, jest uprowadzenie, jest ratunek, są trudne decyzje... i jest mój Obelt. A przede wszystkim jest C U D O W N I E przedstawiona fabuła i misternie zaplanowane zwroty akcji. I nie myślcie, że zdradziłam Wam tutaj cokolwiek z treści, bo będziecie zaskoczeni które elementy dotyczą Waszych ulubieńców.

W tej jednej książce dzieje się tyle niesamowitych rzeczy, a nasi bohaterowie przeżywają tak wiele bolesnych, ale dla czytelnika fascynujących wydarzeń!
Wszyscy ci, którzy tak jak ja wyczekiwali na drugą część cyklu, będą zachwyceni.




Staszek i Maria kierują się na zachód i w czasie swojej drogi przeżywają bardzo ciężkie chwile. Jeśli myślicie, że to co działo się z nimi w pierwszej części było nie do uwierzenia, teraz zobaczycie dwa razy tyle. Chociaż znaleźli się w tak tragicznej sytuacji - w końcu pędzą prosto w paszczę Rzeszy, ciągle wygrzebują z zakamarków umysłu jakieś pokłady zaufania względem obcych. Skąd w ludziach tyle nadziei? 
Stanisław  - ku mojej wielkiej radości, przechodzi pozytywną (patrząc przez pryzmat warunków w jakich żyje) przemianę. Udaje mu się przejąć odrobinę hartu ducha Marysi, częściej bierze sprawy w swoje ręce i szybciej podejmuje ciężkie decyzje. Kiedy Staszek przestaję trząść portkami, coraz częściej wraca myślami do obróconej w gruz Warszawy. Wspomina swoją rodzinę, zastanawia się nad losem brata. W pewnej chwili zaczyna się wahać - czy dobrze zrobił uciekając? Wątpliwości narastają, czuje się odpowiedzialny za wszystkich i wszystko co zostawił za plecami. Bije się z myślami - ułożyć życie na nowo u boku narzeczonej, czy może przedłożyć ponad nie troskę o matkę i obowiązki wobec ojczyzny? Rozmyślaniom nie byłoby końca gdyby nie... nie uwierzycie.



A co porabia w tym czasie nasz drogi Christian Leitner? Hoho, w jego życiu dzieje się niemal tyle, co u Marii i Stanisława. Jego świat dosłownie staje na głowie, zmienia się wszystko wokół - Christian wiele zyskuje, ale traci znacznie więcej. Tęskni za wszystkim co było mu do tej pory bliskie - za rodzina, za stanowiskiem, stopniem wojskowym, a przede wszystkim za jego wyobrażeniem Marii Herensztad.
Próbuje dopaść Holzera, o którym dowiadujemy się nowych, ciekawych informacji, raz jest o krok za nim, raz przed nim - sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie. Pewnego dnia Holzer staje naprzeciw niego i... nie uwierzycie.


Pojawiają się nowi bohaterowie, a drugoplanowi siłą wypychają się na pierwszy plan. Kat kapitana Obelta - Blankenburg towarzyszy nam znacznie częściej niż ktokolwiek by tego chciał, nawet jeśli zdaje się nam, że jego podły charakter i brutalne postępowanie zostały gdzieś daleko, jego osoba ciągle ma wpływ na akcję - w Rawiczu, w kraju, za granicą - może być i jest wszędzie. Wśród nowych bohaterów znajdziemy ludzi dobrych, złych, bardzo złych i... wariatów. Zjawi się także mały oddział Armi Czerwonej, składający się z potworów w ludzkiej skórze. Jeśli jesteście gotowi na stadko Blankenburgów w wersji radzieckiej - będziecie to mieć. Coraz bardziej zachwyca mnie sposób w jaki autor wykreował swoje postacie. Leitner jest - to nie będzie przesadą - fascynującą osobą (psycholog nie wypuściłby go z gabinetu - o ile Christian raczyłby z takim porozmawiać). Bronek i Chwieduszko zmuszeni do walki ramię w ramię zaczynają się do siebie przekonywać. Nic tak nie jednoczy jak wspólni wrogowie. W pierwszej części stoicki spokój Kremmera mnie irytował, a teraz - chociaż ziemianin ciągle zachowuje się identycznie (czytaj: nawet pod ostrzałem "snuje rozważania")- szalenie mnie cieszy. Rozwinięty zostaje wątek dotyczący Marvina Rodemeyera, który okazuje się być... cholera, nie uwierzycie!



Wszystkie wydarzenia opisane w Horyzoncie zdarzeń, składają się w całość i łączą ze sobą w nieprzewidywalny sposób. Jest to coś, o czym MUSICIE przeczytać, poczuć te wszystkie skrajne emocje na własnej skórze. Jedynym minusem drugiej części cyklu Parabellum jest to, że się kończy - czyż to nie książka na wagę złota?


Polecam wszystkim - a najbardziej tym, którzy uparcie twierdzą, że to "nie ich tematyka" (i są w błędzie).




kawał dobrej roboty
i mój number one
10 / 10



______________________________


A chcecie zobaczyć fragment, przy którym Lustitia zrobiła usta w podkówkę i bardzo chciała się rozpłakać?

Z rozmowy pomiędzy Bronkiem i Chwieduszką:

- Jak Obelt - dezwał się.
- Co?
- Obelt uśmiechał się tak jak ty (...).


15 komentarzy:

  1. Powracam :D Recenzji na razie nie będę czytał, bo bardzo chce przeczytać pierwszą cześć, a w tym poście mogą być spojlery (nawet dane niechcący ).

    W wolnej chwili zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nareszcie. ;D Już zaczynałam się martwić tą nieobecnością. Bardzo się cieszę, że zamierzasz się zabrać za Parabellum - i dobrze zrobiłeś, na razie nie czytaj recenzji - mógłbyś poznać za dużo szczegółów, które koniecznie trzeba odkrywać samemu, po kolei. :)

      Usuń
  2. Nie czytałam opinii (przepraszam), ale nie chcę psuć sobie przyjemności z lektury, bo czekam właśnie na książkę. Pierwsza część bardzo mi się podobała, mam nadzieję, że tak będzie również i w tym wypadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że druga część spodoba się równie mocno! :)

      Usuń
  3. Przyznam się szczerze, że tylko przeleciałam wzrokiem Twoją recenzję, by wyciągnąć z niej końcowe wnioski i nie psuć sobie zabawy przed lekturą ,,Horyzontu zdarzeń". Wrócę do niej tuż po przeczytaniu tej książki, by porównać nasze wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się odkryć jak najmniej kart, ale jeśli coś przypadkowo zaspojlerowałam, to zapewniam, że autor ma jeszcze setki asów w rękawie, o których tu nie napisałam, żeby nie zdradzić zbyt wiele. :) Mam nadzieję, ze wrażenia będą bardzo pozytywne! Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ale napisałaś o niej bosko... Aż popiskuję i czekam kiedy dotrze moja książka od autora. To ZMARTWYCHWSTANIE o którym piszesz mnie intryguje i dziwi. Brzmi genialnie, co oznacza, że część pierwsza ma godną następczynię!!!
    Chyba nie muszę mówić o tym, że twoje "nie uwierzycie" to dla mnie w tym momencie najbardziej irytujące słowa na świecie!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Basieńko, bardzo sie cieszę z takiej reakcji - na prawdę w drugiej części dzieje się niesamowicie dużo, szybko i intensywnie. :D A "zmartwychwstanie" mnie tak zaskoczyło i było rozbrajająco zabawnie napisane! Tylko ze nie zdążyłam się nim nacieszyć, bo kilkanaście kartek dalej gruchnęła taka nowina, że hej! Właściwie do samego końca przeplatają sie takie genialne zwroty akcji i nowe wiadomości dotyczące bohaterów - że już o zakończeniu nie wspomnę *chlip chlip czekam z niecierpliwością na Twoja relacje z lektury!!!*

      Usuń
  5. Recenzja pierwszego tomu powalała na kolana... ale ta dopiero nie pozwala się podnieść! Dziękuję serdecznie!
    Mam nadzieję, że kolejne tomy ujrzą światło dzienne jak najprędzej - i spodobają się nie mniej, bo najlepsze wciąż dopiero przed nami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie miłe słowa z ust autora przebijają wszystkie inne pochwały. Bardzo dziękuję! Czekam na jakiekolwiek informacje dotyczące części trzeciej, codziennie zaglądam na fanpage, z nadzieją, że pojawi się jakaś przybliżona data. Oby wydawnictwo się sprężyło, trzymam kciuki!

      Usuń
  6. Powiem tak: <3 <3 <3 Świetna recenzja ;) Ja już nie mogę się doczekać, kiedy książka trafi w moje ręce. W stu procentach się z Tobą zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!!! Dziewczyno, nie znałam Cię wcześniej a teraz oblegam Twój fanpage na fejsie zamiast pisać licencjat! Popiskuję i popłakuję widząc to co nazywasz "stosikami": (a w rzeczywistości jest mega wypaśnymi stosami książek!). Dzięki za odwiedziny. Mam nadzieję że Twoja recenzja pojawi się jak najszybciej - z przyjemnością posłucham! :D Masz juz plan na nagranie? ;>

      Usuń
  7. Nie przeczytam jeszcze Twojej recenzji, bo nie chcę sobie psuć lektury, ale jak znam Ciebie, to dałaś czadu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edytko pisze sie po nowoczesnemu: tl;dr. :D Chociaż nam to raczej nie grozi, nic nie jest too long. ;P

      Dzięki kochana!

      Usuń
    2. No to jestem staroświecka :P

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate