sobota, 5 kwietnia 2014

Kazimierz Władysław Wójcicki - "Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi"



Kazimierz Władysław Wójcicki , Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi,
Państwowy Instytut Wydawniczy,
Warszawa 1974


Każdy z nas na pewno pamięta opowiadane przez dziadków, rodziców, a później samodzielnie czytane podania ludowe, które znaliśmy pod ogólnym określeniem "legendy". Takie opowieści jak na przykład historia pana Twardowskiego, Jurata - królowa Bałtyku, Waligóra i Wyrwidąb etc.

Nie wiem jak Wy, ale ja będąc dzieckiem szczerze wierzyłam w istnienie trójki braci - Lecha, Czecha i Rusa, którzy przed wiekami założyli na naszych ziemiach swe plemiona, które to znów dały początek dzisiejszej Polsce i naszym sąsiadom. Nikt co prawda nie potrafił mnie przekonać do podania o warszawskiej Syrence, średnio ciekawiła mnie Wanda co Niemca nie chciała, ale pamiętam jak dziś - Lech, Czech i Rus byli dla mnie od zawsze praojcami Europy środkowej, a Lech był postrzegany przeze mnie jako przodek Piasta Kołodzieja, Popiela, a potem historycznego księcia Mieszka i koronowanych władców Polski. W małej, ośmioletniej główce wszystkie zasłyszane gdzieś elementy historii naszego kraju łączyły się w całość - samo imię Lech i Lechici, z których to wywodziły się plemiona tworzące później państwo polskie, a więc i Polanie, którzy łatwo łączą się z nazwą Polska. Gniazdo orła i nasz dumny orzeł na godle - przecież to "oczywiste oczywistości". Dopiero na pierwszych lekcjach historii moje wyidealizowane wyobrażenia historii Polski padły na twarz i pogrążyły się w czarnych odmętach wojen, dzielnic i obcych władców na tronie. Później te mroczne czeluście rozjaśnił kaganek oświaty w postaci nauczyciela historii w szkole średniej, a po jednym czy dwóch semestrach na mym uroczym kierunku całkowicie rozświetliły słońca genialnych wykładowców historii kultury starożytnej, historii Polski czy historii wierzeń przedchrześcijańskiej Europy. Ja obecnie staram się świecić światłem odbitym, bo zbyt dużo wokół mnie prawdziwie wielkich postaci, ażebym mogła skupić się wyłącznie na sobie. 

Całe to preludium napisałam po to, abyście przypomnieli sobie odczucia towarzyszące Wam podczas pierwszego odkrywania tajemnic historii za pośrednictwem legend, baśni i podań ludowych. 


Książka Kazimierza Władysława Wójcickiego jest zbiorem opowiadań i historii przekazywanych sobie ustnie przez starsze pokolenia. Zebrane i spisane zostały one w XIX wieku, ale znane były przecież o wiele, wiele wcześniej. Poza wspomnianymi wcześniej kilkoma powszechnie znanymi opowieściami w zbiorze znajduje się wiele innych, dużo mniej znanych i często wzruszających, albo mrożących krew w żyłach historii. Większość z nich słyszałam po raz pierwszy. Sam autor niestety lubił ubarwiać swoje opowieści, często też podkradał podania innym narodom, nie wszystkie więc mają swój początek wśród tytułowych Polaków i Rusinów.
Kazimierz Władysław Wójcicki
Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi zawierają wstęp wybitnego historyka i folklorysty Juliana Krzyżanowskiego, a także (na szczęście) dołączone obszerne wprowadzenie dr. Ryszarda Wojciechowskiego, wraz z komentarzami do każdej przytoczonej przez autora klechdy / podania. Napisałam "na szczęście", ponieważ dzięki temu opracowaniu i analizie Wojciechowskiego możemy dowiedzieć się które historie faktycznie wywodzą się z naszego kręgu kulturowego, a które zostały zapożyczone, lub przejęte przez Wójcickiego z legend innych odległych państw i ludów. 

W książce tej możemy odnaleźć wiele wątków mitologicznych i związanych z wierzeniami pradawnych Słowian, są tu więc odwołania do Strzyg, Topielców, Rusałek, Zmór, ale także historia o kwiecie paproci, powstaniu Morskiego Oka, królewiczu zaklętym w wronę i wiele, wiele innych wspaniałych opowieści będących na pewno wartościowym reliktem pradawnych zabobonów, kultów i wierzeń ludu. 

Przykładowa historia:

Trojan
Trojan - król Serbów zmuszony jest prowadzić życie pod osłoną nocy, każdy promień słońca sprawiłby, że mężczyzna roztopi się i przemieni w kałużę. Nocą często wyrusza do swojej kochanki, jego sługa pilnuje wtedy koni i czeka, aż zapieje pierwszy kur zwiastujący wschód słońca - wtedy to wzywa swego pana i pospiesznie wracają konno do zamku. Pewnego razu król długo zwleka z ucieczką i słońce zastaje go w drodze. Przerażony pada na ziemię, twarz przytyka do jeszcze wilgotnej od rosy ziemi i nakazuje słudze, by nakrył go płaszczem. Sługa uczynił to, po czym ruszył na zamek - wrócić miał po króla kiedy słońce zniknie za horyzontem. Tego dnia słońce świeciło wyjątkowo jasno i panował wielki upał. Idący przez pole pasterze przechodząc obok miejsca w którym leżał nieszczęśnik, zobaczyli leżący płaszcz. Podnieśli go, odsłaniając tym samym przerażonego Trojana. Król nakazał im odłożyć płaszcz i go osłonić, niestety było już za późno. Na oczach zlęknionych pasterzy topi się, przemienia w wodę, a pamiątka zwłok Trojana w kroplach rosy chwilę błyszczy, skwarny promień żaru słońca i te krople prędko suszy.


Jest to swobodna adaptacja podania serbskiego, zanotowanego przez Vuka Karadzicia. W pierwotnej wersji król przyjeżdżając do swej kochanki pozostawiał koniom taką miarę owsa, która starczała im aż do momentu na chwilę przed wschodem słońca - sługa sprawdzając ręką worek z owsem mierzył czas, który pozostał królowi do ucieczki. Pierwszym jednak sygnałem miało być pianie koguta. Przeciwnicy króla zakradli się nocą, wyrwali wszystkim kogutom języki, a owies w worku zamienili na piasek. W wyniku tych zdradzieckich zabiegów koguty nie zapowiedziały nadejścia poranka, a worki z "owsem" ciągle nie były opróżnione. Sługa nie budził wiec króla, gdyż nie było takiej potrzeby - jak się jednak okazuje było już za późno na powrót do zamku. Król skończył swój żywot tak jak w historii Wójcickiego.

Dzieciom bym raczej tej pozycji nie poleciła, ze względu na brutalnie nieraz zobrazowane sceny, ale pozostałym, którzy chcą na moment powrócić do czasów dzieciństwa, poznawania tajemniczych i pobudzających wyobraźnię baśni i legend - owszem.



________________________________________



Wpis bierze udział w wyzwaniu Edyty z Zapisków spod poduszki - Mitologia w literaturze [mitologia Słowian]




4 komentarze:

  1. Czy ją można gdzieś kupić?????? Ja ją chcem! :D :P Jako dziecko uwielbiałam słuchać takich opowieści, zresztą jako osoba dorosła też je lubię. Kiedyś jako dzieciak miałam Klechdy domowe i Klechdy polskie i diabli wiedzą, gdzie się podziały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, zazdroszczę tych klechd, szkoda że zginęły. Musisz sie za nimi rozejrzeć kiedy będziesz miała okazję. A gdzie kupić Wójcickiego - nie mam pojecia. Raczej w antykwariatach - normalnych i internetowych. :)

      Usuń
  2. Ja też ją chcę!!! Kurcze, lecę patrzeć na stronę biblioteki! Boska!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Ależ by było fajnie gdybyś ją znalazła! Ale zanim poczytasz Tosi dobrze się z nimi zapoznaj - nie wszystkie mają szczęśliwe zakończenia. :D Żarty, żarty, ale tak na prawdę to przecież klechdy to lektura dla każdego, ciekawią i bawią niezależnie od wieku. :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate