niedziela, 27 kwietnia 2014

8 minut do armagedonu, czyli #niedziela 6



Kochani, spójrzcie jaki u mnie widok za oknem:




Uwielbiam burze i zapach ozonu, niczym klasyk zapach napalmu o poranku, ale taki mały armagedon wiąże się z odłączeniem mnie od elektryczności. Wtedy nie tylko mózg powtarza "patrz w okno, nie zajmuj się niczym innym, patrz w okno", to na dodatek oczy strajkują: "bo ciemno, bo się zmęczyły i przy świeczce to one pracować nie będą". Tak to mniej więcej wygląda.

Mam potrzebę fotografowania WSZYSTKIEGO, a różowe błyskawice przeszywające zachmurzone niebo zdecydowanie się do tego zaliczają. Cóż z tego, skoro od dziecka powtarzają, że urządzenia elektryczne "przyciągają" błyskawice i mogę zostać potelepana przez zeusową zabawkę. Może i coś w tym jest, a może to tak jak z wodnikami wciągającymi w zatęchłą wodę jeziora. Poszukam informacji, koniecznie.

Kiedy jeszcze pogoda zachowywała się jak na grzeczną panienkę przystało, przemaszerowałam spory kawał lasu w poszukiwaniu konwalii. Stęskniłam się za ich zapachem... ale nie ma. Są za to takie skarby:




Mamy niebywałe szczęście, że jesteśmy ludźmi. Ten żuczek na pewno nie zdaje sobie sprawy ze swojej urody - bo czy się boisz robaczków, czy nie - przyznać trzeba, że niebieski outfit jest obłędny. Tyle ł a d n o ś c i czai się dookoła, trzeba tylko się rozglądać - szkoda, że tak często o tym zapominam. A Wy pamiętacie o tym, żeby cieszyć się każdą chwilą?


~~  *  ~~

Dobrze, armagedon właśnie się rozpoczął, ale zanim pobiegnę jak to babcia uczyła - powyciągać wszystkie wtyczki i pozamykać okna - zapraszam Was na blog Remigiusza Mroza, autora mojego ulubionego Parabellum. Wpis o polskich lekturach i kurs pisania to teksty, które ostatnio rozbawiły mnie do łez - warto poczytać! 


Check this out, a jak ktoś lubi w ponglisz, to czekierałt.

 
blog.remigiuszmroz.pl




Pozdrawiam i zostawiam Was z przecudnej urody utworem:








2 komentarze:

  1. Prawda, że blog Remigiusza Mroza jest świetny?!? Czytam jego wpisy z przyjemnością. Sa takie lekkie, zabawne i mądre bez przemądrzałości :) I są piękne zdjęcia! :D

    Ja jestem dzieckiem ze wsi, więc burza zawsze oznaczała brak światła i widowisko, ze hej! Zawsze też były wyciągane wszystkie wtyczki z gniazdek i zamykane okna. Ale akurat w mojej rodzinie jest ku temu powód. Mój pradziadek zginął we własnym domu przez piorun kulisty, który wpadł do domu, a jego córka, a moja babcia na klatce piersiowej ma poparzenia od pioruna. Dziadek z kolei opowiadał, jak uciekając z Niemiec z przymusowych robót, jedynym miejsce, w którym mógł się pewnego razu ukryć w trakcie strasznej burzy, był płytki rów na polu (musiał się położyć, bo pioruny tak uderzały na tym szczerym polu, że bał się o siebie - nie było drzew, był więc najwyższym punktem). Zawsze twierdził, że to była jego najgorsza burza w życiu. I że jej zapach zapamiętał na zawsze :)

    Ale i tak obserwować burze lubię! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz!

Translate