sobota, 15 marca 2014

Remigiusz Mróz - "Parabellum. Prędkość ucieczki"


Remigiusz Mróz, Parabellum. Prędkość ucieczki,
Instytut Wydawniczy ERICA,
Warszawa 2013


Przepis na udany piątek? Lenistwo w promieniach słońca, dobra herbata i jeszcze lepsza książka.

Parabellum upatrzyłam sobie kiedy tylko po raz pierwszy zetknęłam się z nim w książkowej blogosferze i od tego czasu marzyłam sobie o tej książce po cichutku (czasami popiskując... - Basiu :D), aż pewnego dnia nad moja głową zaświecił promyczek szczęścia (o imieniu Ewcia) i wymarzona książka trafiła w moje ręce.


W tym miejscu chciałabym zaprosić was na stronę autora - remigiuszmroz.pl oraz do przeczytania świetnego wywiadu z panem Remigiuszem przeprowadzonego przez Awiolę- na stronie Subiektywnie o książkach.


Bardzo, bardzo długo zachwycałam się nad okładką – w wyżej wspomnianym wywiadzie autor przyznał, że nie jest zadowolony z okładki swojej debiutanckiej Wieży milczenia - w tym wypadku może być pan dumny, bo Parabellum ma okładkę niemalże idealną, wszystko jest tak jak być powinno. Gratulacje dla pani Magdaleny Zawadzkiej.

Parabellum. Prędkość ucieczki mogę już uznać – chociaż mamy dopiero marzec – za mój zdecydowany number one wśród wszystkich książek które w tym roku przeczytałam i przeczytam. Jestem niemalże pewna, że nic już nie pobije tej pozycji. W Parabellum ciągle coś się dzieje, dlatego ciężko jest przedstawić losy bohaterów, nie zdradzając tym samym zbyt wiele z fabuły. Nie chciałabym odkrywać wszystkich kart pana Remigiusza, bo zapewniam, że ma on wiele asów w rękawie – a każdy następny, jest coraz bardziej zaskakujący.






Nawet najmniej spostrzegawczy odbiorca patrząc na okładkę zauważy, że historia przedstawiona w Parabellum rozgrywać się będzie w czasach II wojny światowej. 

Postaram się teraz nie zdradzić wam tego o czym MUSICIE przeczytać sami. Na wydarzenia wojny patrzymy z trzech perspektyw:

Po pierwsze:
Z Bronkiem mogę iść umierać za ojczyznę.

No właśnie. Bronek Zaniewski – sierżant Drugiej Brygady Górskiej.
- Sierżancie Zaniewski, jesteście  nie tylko kompletnym idiotą, ale też pierdolonym psychopatą! – Tak oto w krótki i dosadny sposób scharakteryzował go mój ulubiony bohater - kapitan Obelt. Od zawsze czuję nieuzasadnioną i irracjonalną sympatię do osób nazywanych psychopatami, zauroczona jestem wprost Hannibalem Lecterem czy Moriartym, a w Parabellum szaleńców mamy na pęczki. Bronek jest porywczy, nerwowy, lekkomyślny, bezczelny, a przede wszystkim bardzo bystry. Zapanowanie nad nim graniczy z cudem, o czym mają okazję przekonać się jego zwierzchnicy. Zaniewski sprzeciwia się nawet rozporządzeniom wydanym przez samego marszałka. Stacjonujące przy granicy z Rumunią oddziały polskie zostały ostrzelane przez luftwaffe, wśród ocalałych znalazła się jedynie garstka żołnierzy – chociaż samo słowa garstka jest już chyba chybione. Kilku żołnierzy o różnych stopniach wojskowych, pod przywództwem kapitana Obelta wyrusza z granicy w głąb Polski. Cel: unicestwić jak największą ilość Niemców.

Kapitan Obelt – to człowiek którego już w połowie książki w swojej głowie uhonorowałam wszystkimi możliwymi odznaczeniami wojskowymi, a końcowe wydarzenia utwierdziły mnie tylko w bezgranicznym uwielbieniu i przekonaniu, że jest to jeden z moich ulubionych bohaterów książkowych, fikcyjny bohater narodowy na miarę Kapitana Ameryki czy innego Batmana, a już na pewno polska wersja Leonidasa, który zamiast swoich „trzystu” ma... no właśnie. Nie zgadlibyście.

Po drugie:
Miłość w czasie wojny JEST możliwa.
Tutaj przypomina mi się pytanie stawiane x lat temu na języku polskim przy okazji analizy opowiadań Borowskiego. Czy taka miłość – nie „do bliźniego”, ale zwyczajna - między kobietą a mężczyzną ma rację bytu w czasie wojny? Co prawda Tadek i Maria nie są może najlepszym dowodem na potwierdzenie ewentualnej tezy, za to bohaterowie Parabellum nadają się do tego doskonale. Nieco odrealniony młodszy brat Bronka – Staszek Zaniewski i jego narzeczona – Maria Herensztad - wesoła i dzielna Żydówka, zawsze z głową na karku tuż po zbombardowaniu Warszawy postanawiają uciekać na zachód. Żydowskie pochodzenie skazywałoby Marię na śmierć w powoli znikającej i ogarniętej wojną Polsce. Postanawiają uciekać, mimo największych obaw i zastrzeżeń – muszą w końcu przebić się przez ziemie opanowane już przez Rzeszę. Jest to misja wydawać się może absurdalna, tym bardziej, że narzeczeństwo podszywa się pod austriackich dziennikarzy współpracujących z niemieckim organem propagandowym. Staszek nie zna języka niemieckiego i na domiar złego tworzy w sobie pewną blokadę, nie pozwalającą nauczyć mu się go w stopniu komunikatywnym. Jak w takiej sytuacji udawać Austriaka? Bohaterowie mają na to pewien sposób. 
Pomimo tragicznych wydarzeń które ich spotykają miłość jest dla nich spoiwem i energią nakazującą im iść dalej.

Po trzecie:
Jak zrozumieć (i polubić?) kapitana Wehrmachtu.
Bo chyba można. Przynajmniej takiego fikcyjnego. Hauptmann Christian Leitner jest chyba najbardziej złożoną postacią w książce – wykreowany jest w sposób niezwykle przemyślany – to człowiek ze stali, zawsze opanowany, skrupulatny, służbista. Ma swoje przemyślenia na temat polityki Rzeszy, jest bezgranicznie oddany Hitlerowi, chociaż nie popiera segregacji rasowej, dzielenia ludzi na pod- i nadczłowieka, uważa, że koncepcja czystej rasy aryjskiej to kompletna bzdura, chociaż sam mógłby uchodzić za modelowy przykład idealnego Aryjczyka. Wszystko co robi Leitner jest logiczne i przemyślane, dlatego czytelnik jest w stanie zrozumieć i w pewnym stopniu zaakceptować, postępowanie Christiana. Jest on przeciwny katowaniu jeńców i w ogóle przejawom agresji wobec cywilów, uważa, że Rzesza wyszłaby znacznie lepiej na pokojowym dążeniu do zjednoczonej pod sztandarem Niemiec Europy, o wspólnych ideach i celach – przemoc powinna być stosowana tam, gdzie jest konieczna dla wyższych celów i nieunikniona. Gdyby nie fakt, że całe swe serce oddałam resztkom kompanii kapitana Obelta, skupiłabym się pewnie na postaci Christiana. Najważniejsze wydaje się być to, że pomimo swych wad Hauptmann jest – póki co człowiekiem (w kategoriach moralnych), domyślam się, że w drugiej części będzie nim coraz mniej. Tym bardziej, że otrzymuje bardzo interesującą propozycję (w domyśle: rozkaz) od... SS.


Zatrzymam się na tym co już napisałam, bo naprawdę uważam, że z każdym kolejnym zdaniem mogłabym zdradzać wątki, o których musicie przeczytać sami. Dajcie się zaskoczyć. :) Nie chcę się powtarzać ale na prawdę warto, warto, po stokroć warto sięgnąć po tę książkę.


Myślę, że każdy czytelnik w Parabellum mógłby znaleźć coś dla siebie. Wspaniali, charyzmatyczni i świetnie wykreowani bohaterowie – każdy jako indywiduum – jeśli dochodzi do zderzenia dwóch takich potężnych osobowości wychodzą nam iście Conan-doylowskie relacje, BARDZO zaskakujące zwroty akcji, szybki bieg wydarzeń, wciągające wątki, cudownie bezpośredni język.


Przy Parabellum nie można się nudzić. Ciężko jest się oderwać od lektury, zatrzymać, odłożyć. Jeśli już raz Bronek Zaniewski zagości w waszej głowie – możecie być pewni, łatwo się go nie pozbędziecie. Znacie te wszystkie stereotypy na temat Świadków Jehowy? Tak samo działa Bronek – „Puk, puk. Czy poświęci pan / pani chwilę...”. I koniec. Jesteście – jakby powiedzieli nasi bohaterowie – udupieni.


A jeśli czyta to jakiś szaman / czarodziej / medium / wieszczka / wróżbita Maciej – proszę o jak najszybszy kontakt. Z krótkiego zarysu fabuły drugiego tomu nie dowiedziałam się niczego o sytuacji mojego ulubionego kapitana (a raczej dowiedziałam się tego, czego nie chciałam) i popadnę w głęboką depresję, jeśli wątek związany z jego osobą ograniczy się do tego, co tam wyczytałam.

Drugi tom – Horyzont zdarzeń – ukaże się 27 marca

I jak ja panie Remigiuszu przeżyję 13 dni myśląc bez przerwy o losie Obelta?






solidne
9,5 / 10
i honorowe miejsce na półce


14 komentarzy:

  1. Pan Remigiusz będzie bardzo uradowany Twoją recenzją, jestem tego pewna. :) Cieszę się, że sprawiłam Ci trochę radości. :) W zasadzie pan Remigiusz sprawił, ja byłam tylko w pewnym sensie posłańcem. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewciu, szczerze wątpię, żeby pan Remigiusz zawędrował w okolice tego wpisu. :D Radość mi sprawiłaś ogromną i znacznie przyspieszyłaś przeczytanie "Parabellum" - gdyby nie Twój konkurs, pewnie siedziałabym na licencjatem, odkładając przyjemności i kupno tej książki "na potem". A kiedy już leżała na biurku i ten piękny Luger patrzył na mnie i wołał... no nie mogłam jej nie przeczytać. :P

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawędrowałem i przeczytałem recenzję jednym tchem! Dziękuję za tyle miłych słów i cieszę się, że podróż do września '39 była emocjonująca. ;) A historia Obelta dopiero się zaczyna... o czym przekona się Pani już w kolejnym tomie! :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Remigiuszu, bardzo dziękuję za odwiedziny na moim blogu! Wszystkie miłe słowa to tylko i wyłącznie Pańska zasługa, bo "Prędkość ucieczki" jest wspaniałą książką i naprawdę podziwiam Pańską wyobraźnię. Dziękuję za wlanie w serce nadziei, już się bałam, że Obelt zostanie zepchnięty na drugi plan na rzecz Anieli.

      Muszę przyznać, że kiedy dawno temu zapanowała moda na "Harrego Pottera" czułam się "za staro" na koczowanie od świtu pod księgarnią - jak robiły to setki dzieciaków. I trochę tego żałowałam. Teraz widzę, że to po prostu nie była TA książka. Już widzę oczyma wyobraźni siebie z nosem przyklejonym do szyby księgarni 27 marca. :D Sprawił Pan mi i innym czytelnikom sporo radości swoim "Parabellum".

      Życzę Panu dalszych sukcesów i serdecznie pozdrawiam!

      I proszę nigdy, NIGDY nie uśmiercać Kapitana Obelta. ;)

      Usuń
  4. ,,Prędkość ucieczki" to fantastyczna książka, którą czyta się jednym tchem. Nie mogę doczekać się lektury kolejnego tomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Jestem zachwycona pierwszą częścią. Bohaterowie są tak świetnie wykreowani, że ciężko się z nimi rozstać na dłużej. Nawet taki Holzer potrafi do siebie przekonać. :)

      Usuń
  5. Niestety muszę odmówić tej książce, z tematyką wojenną nam nie po drodze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze Werka, nic na siłę, ale naprawdę uważam, że "Prędkość ucieczki" jest świetna. Zawsze warto spróbować. :)

      Usuń
  6. Twoja opinia jest przednia. WIEDZIAŁAM, że ci się spodoba!!! I tak jak ty popiskuję za jej drugą częścią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu to dzięki Tobie i Twojej recenzji ta miłość wykiełkowała! :D Też już się nie mogę doczekać! Największą wadą najlepszych powieści jest to, że czyta się je w jedną noc, a potem czeka, czeka, czeka... ;)

      Usuń
  7. Lustitia, nareszcie mogłam przeczytać Twoją recenzję "Parabellum", bo sama już mam za sobą jej lekturę. Trochę niestety, bo ja na kolejny tom dłużej poczekam, z wiadomych przyczyn.
    Pisarz stworzył świetnych bohaterów, także tych drugoplanowych, trzecioplanowych itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zgadzam się Edytko, bohaterowie są cudni - niezależnie czy "źli" czy "dobrzy" - każdy ma <>. Czyli co, "Horyzont..." dopiero w wakacje? :o

      Usuń
    2. Obawiam się, że tak ...

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate