sobota, 8 marca 2014

Palcem po mapie - Bieszczady (Mała Rawka)

Dawno razem nie podróżowaliśmy, prawda? Dzisiaj zawędrujemy daleko na południe, głęboko w las, góry i mgłę. Zapraszam.

Allons - y!



 Dzisiaj chciałabym Wam pokazać gdzie jadą niedoświadczone studentki, na swój pierwszy samotny wypad w góry, gdzie wypluwają płuca, odgryzają nogi, złorzeczą mgle, która przesłania widoki, by po chwili stwierdzić, ze to najpiękniejsza mgła jaką widziały w życiu, gdzie każda chmura i każda kępa trawy jest dokładnie na swoim miejscu, a bez niej świat rozsypałby się na kawałki. 

W Bieszczady pojechałam razem z moimi dwiema przyjaciółkami. Nasza wiedza o górach była i jest - żadna. Nie wiedziałyśmy do końca czy porywamy się na coś na miarę naszych możliwości, czy też może usiądziemy w połowie trasy z dzikim rykiem i łzami w oczach. Po prostu obudziłyśmy się z samego rana i poszłyśmy przed siebie. Dopiero po powrocie do domu sprawdziłam jaką drogę przemierzyłyśmy - i uwierzcie byłam mocno zaskoczona.

Wyszłyśmy z Wetliny - popularnej miejscowości, w której w sezonie żyje więcej turystów niż tubylców (swoją drogą - tubylcy - cudowni ludzie, nadający wyjątkowy klimat miejscu). Po krótkim spacerze zobaczyłyśmy tabliczkę Bieszczadzkiego Parku Narodowego i kasę biletową, w której miła pani oznajmiła, że: "Nieczynne." Nie zrażone skręciłyśmy na szlak i zagłębiłyśmy się w jeszcze ciemny i wilgotny od porannej rosy las, z mocnym postanowieniem kupna nieszczęsnego biletu przy wyjściu z parku.

Oto trasa, którą wtedy przemierzyłyśmy podziwiając cudowne widoki, jęcząc ze zmęczenia, narzekając na mgłę, śmiejąc się i wspominając licealne czasy. Dziś wiem, że jak na pierwszy tego typu wypad - to był idealny wybór.


Start - Wetlina - "A".

Trasa: Szlak zielony - 10 km - na całej trasie nie było ani jednego turysty, spotkałyśmy jedynie strażników jadących quadem. Pytali czy natknęłyśmy się na kogoś na trasie z Wetliny - wtedy pierwszy raz zastanowiłam się czy lepiej spotkać niedźwiedzia i liczyć na to, że sobie pójdzie, czy też grupę niebezpiecznych imigrantów. Ot taka wybujała wyobraźnia. Stanęło na niedźwiedziu.

Bohater dnia - czerwona kropka - punkt widokowy na Małej Rawce, z którego tego dnia widać było niestety TYLKO mgłę.

Punkt "B" - Bacówka PTTK Pod Małą Rawką, 930 m n.p.m (ciekawostka: w połowie lat 80 w schronisku tworzył Jerzy Harasymowicz).

Trasa powrotna- Wielka pętla Bieszczadzka - 12 km - wykończone maszerowałyśmy najzwyklejszą drogą asfaltową, dziękując za to równe podłoże i podziwiając stada owiec pilnowanych przez przeurocze pieski, krów, byków i czego tylko dusza miłośnika zwierząt zapragnie. Pierwszy raz w życiu widziałam tyle zwierząt hodowlanych w jednym miejscu! :D


Tyle opowiadania - czas na zdjęcia. Bieszczadzki Park Narodowy wystosował jednoistotowy komitet powitalny w składzie: salamandra plamista i jej niemieszczące się na ścieżce ego. Po przywitaniu i upamiętnieniu przemiłego spotkania poszłyśmy dalej - salamandra niewzruszona, dumna i nieczuła na komplementy pozostała na swoim miejscu, nie zwracając uwagi na trzech  wędrowców.


Bieszczadzki Park Narodowy
Salamandra plamista - pod ścisłą ochroną

Kiedy strome podejście wśród drzew się kończy, wyłaniają się takie widoki:

w kierunku Małej Rawki - szlak zielony / Bieszczady
w kierunku Małej Rawki - szlak zielony / Bieszczady

w kierunku Małej Rawki - szlak zielony / Bieszczady

w kierunku Małej Rawki - szlak zielony / Bieszczady

Po chwili ukształtowanie terenu zmusza nas do zejścia nieco niżej - w las i mgłę:

Mgła w Bieszczadach - w drodze na Małą Rawkę

Mgła w Bieszczadach - w drodze na Małą Rawkę
 Kolejni uroczy mieszkańcy Parku:

Goryczka (gencjana) - pod ochroną
Goryczka (gencjana) - pod ochroną

W międzyczasie dotarłyśmy do punktu widokowego na Małej Rawce - drogowskazy, ławeczki, tłum zmordowanych turystów - przesiąkniętych bardziej wilgocią zawieszoną w powietrzu niż potem, zasłaniających się przed wiatrem, naciągających kaptury - mimo wszystko zadowolonych. Z punktu nie widać nic - mgła nie pozwala  nacieszyć się widokiem na Wielką Rawkę i słowacki horyzont, rzucając nam tym samym wyzwanie i zaproszenie na przyszłe wakacje. Zdjęć z tego brak, bo i nie było sensu ich robić, bez zbędnego postoju ruszamy w dół.

 Na początku pusto i stromo, dla bezpieczeństwa - schodki i barierka:

Zejście z Małej Rawki

A potem? Ślisko, stromo, tłoczno. Ludzie niosący maleńkie dzieci lub ciągnący za sobą nieco większe pociechy, młodzież, dorośli, osoby starsze - wszyscy pod górę, ze zmęczonym uśmiechem na twarzy. Wszyscy w górę - my w dół.

Ludzie z daleka się uśmiechają, witają się z nami jak dobrzy znajomi - w końcu jesteśmy w tej chwili jedną wielką bieszczadzką rodziną. Co jakiś czas słyszymy: "Daleko jeszcze?" - zgodnie z prawdą odpowiadam, że dość stromo, ale szczyt już bardzo blisko.

Zaczynam odczuwać ulgę, że wybrałyśmy tamtą trasę - ta z punktu widokowego na Małej Rawce do Bacówki PTTK była ekstremalnie zatłoczona, a tam - tylko my trzy. Jest bardzo stromo, ale cieszę się, że trasa spada w dół - jeszcze jedno napięcie mięśni nóg w celu zrobienie kroku pod górę skończyłoby się paraliżem (tak, wyolbrzymiam, ale tak to wtedy widziałam). Z wielkimi uśmiechami i radosnym "dzień dobry", zmuszone ukształtowaniem terenu niemalże zbiegamy w dół (bardzo niebezpiecznie, na tą chwilę nie polecam). Inni turyści serdecznie komentują - Dziewczyny zbiegają jak sarenki. Oni jeszcze nie wiedzą jaka trasa przed nimi, my za to zostawiamy mękę i mgłę za sobą - patatajamy dalej - jako te trzy Bambi.


 Nareszcie las się przerzedza, docieramy do Bacówki Pod Małą Rawką. Tłumy. Koty. Pieski. Tłumy rozsiadły się na ławeczkach, posnęły na ziemi w przyjemnym słońcu, obwarowały bacówkę, miejsce na ognisko, otoczyły psiaki, skupiły się na zwabieniu czarnego kotka - drugi czmychnął za budynek.

Marząc o łóżku, prysznicu i wodzie, nie wiedząc gdzie tak dokładnie jesteśmy i ile jeszcze do naszego pensjonatu w Wetlinie, wybieramy jedną z dróg i kolejny raz ruszamy gdzie nogi poniosą. Drzewa parują mniej intensywnie, mgła utrzymuje się już tylko przy szczytach.


Okolice bacówki PTTK - "Pod Małą Rawką"
Przepraszam - tu była droga, a teraz się urywa... Co dalej? :)

Bieszczadzki Park Narodowy

Bieszczadzki Park Narodowy - coraz niżej...

I jeszcze niżej...


Wkrótce okazuje się, że postawiłyśmy na dobry kierunek - ruszamy ku cywilizacji.


Z racji na warunki pogodowe nie poznałyśmy pełnych uroków zielonego szlaku, mimo wszystko zgodnie uznałyśmy wyjazd za bardzo udany.

W tym roku planujemy wrócić w góry - tym razem celując w cudowną Połoninę Caryńską. Już nie jako kompletne świeżaki. :)


A ilu z Was zaprzyjaźniło się już z Bieszczadami?


13 komentarzy:

  1. Bieszczady są cudowne. Jako prawie tubylec (mieszkam prawie w Bieszczadach) stwierdzam, że nie ma lepszego miejsca na świecie.
    Połonina Caryńska to świetny wybór.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zazdroszczę! Też bym chciała mieszkać bliżej naszych gór. :) A może polecisz mi jakieś miejsce warte obejrzenia w tamtej okolicy?

      Usuń
  2. Jedno z moich najukochańszych miejsc w Bieszczadach! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko tam znaleźć miejsce, które pod jakims względem nie będzie "naj". :D

      Usuń
    2. Solina nie jest naj. I Polańczyk. ;)

      Usuń
    3. Hahahaa, coś w tym jest. Chociaż w Solinie mają fajną restaurację w - nie wiem jak to nazwać - w kształcie (?) statku. W formie statku. Dość blisko zapory. I te ryby widziane z odległości kilkudziesięciu metrów - wiecznie nienażarte i wiecznie z pyszczkami nad powierzchnią wody - zahipnotyzował mnie ten widok. ;D Poza tym jest faktycznie trochę przereklamowana. ;)

      Usuń
  3. łał, łał, łał, nigdy tam ie byłam. Wspaniałości i oczywiście domyślam się, że te cudne zdjecia i tak nigdy nie oddadzą prawdziwego piękna tych widoków. łał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza sie! Tym bardziej, że wcale nie są takie znowu cudne! ;P Polecam zobaczyć "na żywca". :)

      Usuń
  4. Bieszczady są piękne. Cieszę się, że miałam okazję odwiedzić ten region Polski i mam nadzieję, że uda mi się tam jeszcze wrócić (i to nie raz!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja mam taką nadzieję, w Bieszczady zawsze warto wracać i odkrywać je na nowo póki nie są tak przeładowane jak Tatry - a zdaje się, ze to tylko kwestia czasu. :)

      Usuń
  5. Alez miałyście wspaniałą przygodę! :) Zdjęcia mówią same za siebie. Widzę, że urok Bieszczad działa i trwa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działa i trwa i miejmy nadzieję, że tak zostanie. ;)

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate