sobota, 15 lutego 2014

Józef Wittlin - "Sól ziemi"


Józef Wittlin, Sól ziemi;
Państwowy Instytut Wydawniczy;
Warszawa 1995



Sól ziemi to książka która w 1939 roku nominowana była do Literackiej Nagrody Nobla, przełożona została na wiele języków - w Polsce jest niestety dziełem zapomnianym.


Tym co urzekło mnie w niej najbardziej to nie fabuła, czy bohaterowie, ale piękny - po prostu piękny literacko język. Dlatego dziś będzie sporo cytatów, które warto przeglądnąć. ;)

Przyzwyczajona ostatnimi czasy do utworów przesiąkniętych kolokwializmami (przerażająca większość książek napisanych po 2000 roku), wulgaryzmami (wiadomo, King...), zwyczajnym językiem jaki znamy z naszych codziennych rozmów ze znajomymi, jestem zachwycona tym co zaprezentował nam Józef Wittlin!


Sól ziemi była pisana miedzy 1925 a 1935 (i w tymże roku wydana), opowiada o wojnie widzianej oczami prostego Hucuła, analfabety, pracownika stacji Topory - Czernielica, którego los rzuca do austro-węgierskiej armii. Ale zacznę od początku...

Prolog - jeśli nie ciekawią Was książki o tematyce historycznej (Zanim sięgnęłam po Sól ziemi zupełnie nie interesowałam się wydarzeniami I wojny światowej! Wstyd! :)), przeczytajcie chociaż prolog - samo to MUSI poruszyć Waszą wrażliwość na piękno języka! 
Józef Wittlin

Czarny ptak o dwu głowach, orzeł o trzech koronach, w szponach kurczowo zaciska złote jabłko i miecz obnażony. Czemu się zjawił nagle nad naszymi głowami? Czemu swą czarną, pierzastą masą przesłonił niebo? Z poszumem skrzydeł z brzękiem złotych łańcuchów, obwieszonych herbami, uciekł z czarno - żółtego szyldu nad tytoniowym sklepem, w którym mój brat kupował papierosy. Jak spłoszony kogut zerwał się nagle z blaszanej tarczy nad bramą urzędu pocztowego w chwili, gdy nadawałem depeszę na wieś, do matki, o tym, że syn mi się urodził. Rzucił swoje ciepłe i wygodne gniazda, usłane od wielu lat nad bramą szkoły, sądu i kryminału. Uleciał z czerwonych, okrągłych pieczęci na metrykach chrztu, ślubu, i na aktach zejścia. (...) Oto jak olbrzymi, czarny i żółty aeroplan kołysze się z mieczem nad naszymi głowami.

 W prologu jesteśmy świadkami Rady Koronnej, podczas której Austro - Węgry podjęły decyzję o wypowiedzeniu wojny Serbii. Właściwa akcja utworu rozpoczyna się dokładnie w miesiąc po zamachu w Sarajewie, na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga i jego żonę. Cesarz Franciszek Józef ma wtedy 84 lata, jest przeciwny wojnie, niestety ministrowie na niego naciskają.

Chleb i gazety robi się w nocy. (...) Pochyleni nad kasztami stoją zecerzy i obojętnie wypiekają poranny chleb dla duszy motłochu. Dymiące, cuchnące słowa. Oni pierwsi tej nocy zadrżeli. Z nieprzebranych zapasów ołowianych mikrobów - czcionek, w których historia świata leży rozbita na atomy, nagle zecerzy wydobyli pięć liter. Każda z pięciu liter z osobna nic nie znaczy, razem - tworzą chemiczny znak nieszczęścia. Podczas składania jednemu z zecerów zatrzęsła się ręka. Potem - na moment - zachwiał mu się rozum. A gdy po chwili odzyskał zmąconą świadomość - przetarł oczy i zrozumiał, że złożył słowo bez sensu - wofna. Z żalem wydłubał literę f i cisnął z powrotem do szuflady, w której spoczywały setki bratnich liter: f. Z uczuciem winy, obłąkanymi palcami wydobył właściwą czcionkę i dał świadectwo prawdzie, w którą nie wierzył. Potem umył ręce.


Franciszek Józef

Główny bohater - Piotr Niewiadomski - z matki Hucuł, z ojca Polak ma tylko jedno marzenie - pragnie zostać dróżnikiem. Od 11 lat pracuje na stacji jako tragarz. Czasami coś posprząta, czasami  przywiesi plakat czy zawiadomienie. Tak dzieje się tym razem - Piotr wiesza odezwę Cesarza Franciszka Józefa obwieszczającą wojnę. Wiesza... do góry nogami - ponieważ jest analfabetą, nie zna liter, nie potrafi pisać ani czytać. Te braki w edukacji nie są istotne, bo los przygotował dla niego zadanie nie wymagające erudycji i oczytania - otrzymuje wezwanie do Powiatowej Komendy Uzupełnień w Śniatynie.

Wielki bowiem urodzaj był na ludzkie ciała od ostatniej wojny. Żadną z klęsk żywiołowych nie tknięte, żadną nie zdziesiątkowane zarazą, już dwa pokolenia ciał zmarnowały się i zgniły, nie doczekawszy się wojny. Lecz ufność, pokładana w automatycznej hodowli rodzaju, nie zawiodła. Nieświadoma zasługa rodziców odbierała dziś należne hołdy.


 Zdrów jak ryba Piotr otrzymuje najlepszą kategorię wojskową. Nie protestuje, nie poddaje się plagowaniu, nie próbuje nawet wymigać się od kadry - dobry Cesarz wzywa do walki, a jego obowiązkiem jest na to wezwanie odpowiedzieć! Polacy, Ukraińcy i Niemcy składają przysięgę  w sali gimnastycznej szkoły ludowej.


Bóg wojskowy, przed którego obliczem składano tę przysięgę - nie posiadał właściwie żadnego oblicza. Był międzywyznaniowy, nie tak, jak w świecie cywilnym, gdy jednych ludzi słuchał tylko wówczas, gdy mieli obnażone głowy i klęczeli, a innych znał tylko w kapeluszach i pozycji stojącej. Cesarsko - królewski wojenny Bóg nie był ani Jehową, ani Świętą Trójcą, ani Allahem, raczej mógł być bóstwem agnostyków, deistów i Robespierre'a. Rezygnował z atrybucji poszczególnych wyznań, wyrzekał się postaci, nadanych mu przez dogmaty i legendy, nie był wrażliwy ani na kadzidło ani na świece z wosku.


Piotr spędza ostatnią noc z Magdą, żegna się z psem Basem - jedyną istotą którą kochał i powoli przygotowuje się do najdłuższej podróży w swoim życiu.
 
W czym na przykład przejawia się jego miłość do Basa? Byłoż to bezgraniczne zaufanie bitego człowieka do bitego zwierzęcia, koleżeństwo psiej doli na tej ziemi, po której chodzili razem ze spuszczonymi łbami, czy jeszcze coś ponad to? A może miłość ukrywa się na dnie tępej, wzajemnej uległości? Bo i Piotr często ulegał Basowi wbrew rozwadze, zaś bezrozumna uległość wobec istoty słabszej uchodzi niekiedy za miłość.


Ptaki zaczęły szczebiotać wcześnie, koguty piały przeciągle i z takim fanatyzmem, jakby znowu miał się ktoś zaprzeć swego Mistrza.

 Austro - Węgry były wówczas tworem w którym przeplatały się wszelkie języki, kultury, religie i narodowości. Tę różnorodność widzimy oczami Piotra, a więc czujemy się podwójnie zagubieni i zdziwieni nowym otoczeniem, do którego trafia bohater (z rodzinnej miejscowości Piotra kadra zostaje ewakuowana w głąb części węgierskiej - do miasta Andrasfalva). Wittlin przedstawia to zagubienie w bardzo zabawny sposób...


Cesarski człowiek cesarskiego człowieka zawsze jakoś rozumie, choćby i po niemiecku. Ten żandarm - to człowiek królewski. Bo u Madziarów cesarz jest zaledwie królem. Widać - Madziary nawet na cesarza nie zasługują. Z taką mordą i z taką mową.


(...) Zapomniał, że penitent nie rozumie po węgiersku i w tym języku szeptał mu coś do ucha. I tak przez kilka chwil trwał ten dialog, jeszcze jedna konsekwencja niefortunnej imprezy budowlanej, opisanej w Starym Testamencie.

Ale także i w sposób smutny, wprawiający w refleksję nad współczesnym obrazem świata:

(...) Ojcowie ich, przed wiekami, niejedną noc spędzili na rosie i niejedną noc przespali na pustyni, mając za posłanie spaloną trawę, gorący piach lub sierść żywego wielbłąda. Gdy niebo miotało nawałnice, chowali się w płóciennych namiotach. W czarne noce bali się tylko Boga i szakali. O jakże dawno rozpadły się w proch namioty Izraela! Potomstwo dawnych pasterzy, ścigane szyderstwem opacznego losu, błądzi teraz po marmurowych pustyniach miast i miasteczek i boi się ziemi, i boi się nieba, i boi się dżdżu.



Sól ziemi miała być pierwszą częścią trylogii pod tytułem: Powieść o cierpliwym piechurze. Część druga, to Zdrowa śmierć - której Wittlin napisał niestety jedynie krótki, kilkunastostronicowy fragment. Część trzecia, mająca nosić tytuł Dziury w niebie nie powstała. Myślę, że to wielka strata dla polskiej literatury, taka trylogia (oczywiście według mnie) śmiało mogłaby powalczyć z tą Sienkiewiczowską. :)




 Dla pana Wittlina, 
solidne i zasłużone: 

8 / 10




9 komentarzy:

  1. Świetny post.
    Gdzie Ty znalazłaś tego Wittlina?
    Chętnie też bym przeczytała.
    Szkoda, wielka szkoda, że nie powstały kolejne części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasługa profesora wykładającego u mnie literaturę. :) Sprawdź biblioteki! A jeśli bardzo Ci zależy, to podaj adres mailowy - mam wersję "Soli ziemi" w wordzie. :)

      Usuń
  2. Wstyd się przyznać, ale książkę tą znam tylko fragmentarycznie. jakoś nigdy nie złożyło się tak, żeby udało mi się przeczytać ją w całości.
    Masz rację, cytaty poruszają swoją elegancją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd to kraść. :P A na czytanie klasyki nigdy nie jest za późno - NIGDY. :) Edytko, doszła do Ciebie moja przesyłka?

      Usuń
  3. Fragmenty ,,Soli ziemi", które zamieściłaś w swojej recenzji są wspaniale ukształtowane językowo. Zawsze zazdrościłam ludziom, którzy tak pięknie potrafią posługiwać się językiem polskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie, są bardzo piękne po tym względem - z resztą jest w tej książce sporo podobnych perełek. :) Dziękuję za odwiedziny. :)

      Usuń
  4. Ale wspaniała publikacja, oczywiście słyszałam o niej! Dodaję do listy: muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KONIECZNIE! Jest na prawdę warta każdej godziny nad nią spędzonej. :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate