poniedziałek, 17 lutego 2014

Wygrana u Basi z Czytelni!

Tak, tak - znowu się chwalę. Bo jest czym! Zobaczcie.



Zostałam nagrodzona w styczniowym podsumowaniu Basinego wyzwania "CZYTAM LITERATURĘ AMERYKAŃSKĄ", za recenzję książki Michaela Granta - Gone: Zniknęli. Faza pierwsza: niepokój.


Do wyzwania można przyłączyć się tutaj: CzytLitAm.
Serdecznie zapraszam w imieniu organizatorki i swoim! :)




A oto moje nagrody przygotowane przez naszą kochaną Basię:




To książka, którą bardzo chciałam przeczytać od momentu w którym zobaczyłam ją na blogu Basi. Jej recenzja "Kroniki końca świata" Jakuba mielnika - tutaj.

Coś mi się wydaje, że w tym miesiącu zaniedbam nieco literaturę amerykańską, bo nasza rodzima dzień po dniu odkrywa przede mną swoje coraz to bardziej fascynujące oblicza. :)
 
Do książkowej nagrody dołączony był cudny kalendarz, który oczywiście już jest w użyciu - Basiu, zapisuję całe kartki! Nawet nadrabiam pierwsze karty stycznia! Dobrze, że sporo w nim miejsca na moje nieskładne myśli! Jak bardzo nieskładne, to już wiecie sami... :D

Widzicie firmową pieczątkę Czytelni? Nasza kochana Żyrafka ze swoim stosikiem książek. :) Jestem pod wrażeniem Basinej zakładki - jest jeszcze bardziej solidnie wykonana, niż to widać na zdjęciach! Jestem przekonana, że przeżyje mnie i moje ewentualne wnuki! ;)






~  *  ~      ~  *  ~     ~  *  ~     ~  *  ~     ~  *  ~     ~  *  ~   

Czy u Was też już powoli znowu widać jesień? Uwielbiam jesień, to moja ukochana pora roku i im dłużej trwa tym lepiej (nawet jeśli przychodzi przed zimą, po zimie i zabiera cały splendor wiośnie)! 


Dużo deszczu i złoto - stalowe chmury, 



trochę słońca i bielutkie obłoki, 



wiatr i wszystkie odcienie różu na niebie. 





Jak można nie kochać tak różnorodnej pory roku?


 To co prawda zdjęcia sprzed trzech miesięcy, ale kiedy dziś patrzyłam za okno, widziałam dokładnie taki stan pogody jak wtedy. Oby zima wyniosła się na dobre!



 A jak tam u Was stan pogody i stan ducha? W końcu poniedziałek... czy taki straszny jak mówią?  Mam nadzieję, że Was - tak jak i mnie poniedziałkowa depresja nie dotyczy! 
Miłego dnia!



sobota, 15 lutego 2014

Józef Wittlin - "Sól ziemi"


Józef Wittlin, Sól ziemi;
Państwowy Instytut Wydawniczy;
Warszawa 1995



Sól ziemi to książka która w 1939 roku nominowana była do Literackiej Nagrody Nobla, przełożona została na wiele języków - w Polsce jest niestety dziełem zapomnianym.


Tym co urzekło mnie w niej najbardziej to nie fabuła, czy bohaterowie, ale piękny - po prostu piękny literacko język. Dlatego dziś będzie sporo cytatów, które warto przeglądnąć. ;)

Przyzwyczajona ostatnimi czasy do utworów przesiąkniętych kolokwializmami (przerażająca większość książek napisanych po 2000 roku), wulgaryzmami (wiadomo, King...), zwyczajnym językiem jaki znamy z naszych codziennych rozmów ze znajomymi, jestem zachwycona tym co zaprezentował nam Józef Wittlin!


Sól ziemi była pisana miedzy 1925 a 1935 (i w tymże roku wydana), opowiada o wojnie widzianej oczami prostego Hucuła, analfabety, pracownika stacji Topory - Czernielica, którego los rzuca do austro-węgierskiej armii. Ale zacznę od początku...

Prolog - jeśli nie ciekawią Was książki o tematyce historycznej (Zanim sięgnęłam po Sól ziemi zupełnie nie interesowałam się wydarzeniami I wojny światowej! Wstyd! :)), przeczytajcie chociaż prolog - samo to MUSI poruszyć Waszą wrażliwość na piękno języka! 
Józef Wittlin

Czarny ptak o dwu głowach, orzeł o trzech koronach, w szponach kurczowo zaciska złote jabłko i miecz obnażony. Czemu się zjawił nagle nad naszymi głowami? Czemu swą czarną, pierzastą masą przesłonił niebo? Z poszumem skrzydeł z brzękiem złotych łańcuchów, obwieszonych herbami, uciekł z czarno - żółtego szyldu nad tytoniowym sklepem, w którym mój brat kupował papierosy. Jak spłoszony kogut zerwał się nagle z blaszanej tarczy nad bramą urzędu pocztowego w chwili, gdy nadawałem depeszę na wieś, do matki, o tym, że syn mi się urodził. Rzucił swoje ciepłe i wygodne gniazda, usłane od wielu lat nad bramą szkoły, sądu i kryminału. Uleciał z czerwonych, okrągłych pieczęci na metrykach chrztu, ślubu, i na aktach zejścia. (...) Oto jak olbrzymi, czarny i żółty aeroplan kołysze się z mieczem nad naszymi głowami.

 W prologu jesteśmy świadkami Rady Koronnej, podczas której Austro - Węgry podjęły decyzję o wypowiedzeniu wojny Serbii. Właściwa akcja utworu rozpoczyna się dokładnie w miesiąc po zamachu w Sarajewie, na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga i jego żonę. Cesarz Franciszek Józef ma wtedy 84 lata, jest przeciwny wojnie, niestety ministrowie na niego naciskają.

Chleb i gazety robi się w nocy. (...) Pochyleni nad kasztami stoją zecerzy i obojętnie wypiekają poranny chleb dla duszy motłochu. Dymiące, cuchnące słowa. Oni pierwsi tej nocy zadrżeli. Z nieprzebranych zapasów ołowianych mikrobów - czcionek, w których historia świata leży rozbita na atomy, nagle zecerzy wydobyli pięć liter. Każda z pięciu liter z osobna nic nie znaczy, razem - tworzą chemiczny znak nieszczęścia. Podczas składania jednemu z zecerów zatrzęsła się ręka. Potem - na moment - zachwiał mu się rozum. A gdy po chwili odzyskał zmąconą świadomość - przetarł oczy i zrozumiał, że złożył słowo bez sensu - wofna. Z żalem wydłubał literę f i cisnął z powrotem do szuflady, w której spoczywały setki bratnich liter: f. Z uczuciem winy, obłąkanymi palcami wydobył właściwą czcionkę i dał świadectwo prawdzie, w którą nie wierzył. Potem umył ręce.


Franciszek Józef

Główny bohater - Piotr Niewiadomski - z matki Hucuł, z ojca Polak ma tylko jedno marzenie - pragnie zostać dróżnikiem. Od 11 lat pracuje na stacji jako tragarz. Czasami coś posprząta, czasami  przywiesi plakat czy zawiadomienie. Tak dzieje się tym razem - Piotr wiesza odezwę Cesarza Franciszka Józefa obwieszczającą wojnę. Wiesza... do góry nogami - ponieważ jest analfabetą, nie zna liter, nie potrafi pisać ani czytać. Te braki w edukacji nie są istotne, bo los przygotował dla niego zadanie nie wymagające erudycji i oczytania - otrzymuje wezwanie do Powiatowej Komendy Uzupełnień w Śniatynie.

Wielki bowiem urodzaj był na ludzkie ciała od ostatniej wojny. Żadną z klęsk żywiołowych nie tknięte, żadną nie zdziesiątkowane zarazą, już dwa pokolenia ciał zmarnowały się i zgniły, nie doczekawszy się wojny. Lecz ufność, pokładana w automatycznej hodowli rodzaju, nie zawiodła. Nieświadoma zasługa rodziców odbierała dziś należne hołdy.


 Zdrów jak ryba Piotr otrzymuje najlepszą kategorię wojskową. Nie protestuje, nie poddaje się plagowaniu, nie próbuje nawet wymigać się od kadry - dobry Cesarz wzywa do walki, a jego obowiązkiem jest na to wezwanie odpowiedzieć! Polacy, Ukraińcy i Niemcy składają przysięgę  w sali gimnastycznej szkoły ludowej.


Bóg wojskowy, przed którego obliczem składano tę przysięgę - nie posiadał właściwie żadnego oblicza. Był międzywyznaniowy, nie tak, jak w świecie cywilnym, gdy jednych ludzi słuchał tylko wówczas, gdy mieli obnażone głowy i klęczeli, a innych znał tylko w kapeluszach i pozycji stojącej. Cesarsko - królewski wojenny Bóg nie był ani Jehową, ani Świętą Trójcą, ani Allahem, raczej mógł być bóstwem agnostyków, deistów i Robespierre'a. Rezygnował z atrybucji poszczególnych wyznań, wyrzekał się postaci, nadanych mu przez dogmaty i legendy, nie był wrażliwy ani na kadzidło ani na świece z wosku.


Piotr spędza ostatnią noc z Magdą, żegna się z psem Basem - jedyną istotą którą kochał i powoli przygotowuje się do najdłuższej podróży w swoim życiu.
 
W czym na przykład przejawia się jego miłość do Basa? Byłoż to bezgraniczne zaufanie bitego człowieka do bitego zwierzęcia, koleżeństwo psiej doli na tej ziemi, po której chodzili razem ze spuszczonymi łbami, czy jeszcze coś ponad to? A może miłość ukrywa się na dnie tępej, wzajemnej uległości? Bo i Piotr często ulegał Basowi wbrew rozwadze, zaś bezrozumna uległość wobec istoty słabszej uchodzi niekiedy za miłość.


Ptaki zaczęły szczebiotać wcześnie, koguty piały przeciągle i z takim fanatyzmem, jakby znowu miał się ktoś zaprzeć swego Mistrza.

 Austro - Węgry były wówczas tworem w którym przeplatały się wszelkie języki, kultury, religie i narodowości. Tę różnorodność widzimy oczami Piotra, a więc czujemy się podwójnie zagubieni i zdziwieni nowym otoczeniem, do którego trafia bohater (z rodzinnej miejscowości Piotra kadra zostaje ewakuowana w głąb części węgierskiej - do miasta Andrasfalva). Wittlin przedstawia to zagubienie w bardzo zabawny sposób...


Cesarski człowiek cesarskiego człowieka zawsze jakoś rozumie, choćby i po niemiecku. Ten żandarm - to człowiek królewski. Bo u Madziarów cesarz jest zaledwie królem. Widać - Madziary nawet na cesarza nie zasługują. Z taką mordą i z taką mową.


(...) Zapomniał, że penitent nie rozumie po węgiersku i w tym języku szeptał mu coś do ucha. I tak przez kilka chwil trwał ten dialog, jeszcze jedna konsekwencja niefortunnej imprezy budowlanej, opisanej w Starym Testamencie.

Ale także i w sposób smutny, wprawiający w refleksję nad współczesnym obrazem świata:

(...) Ojcowie ich, przed wiekami, niejedną noc spędzili na rosie i niejedną noc przespali na pustyni, mając za posłanie spaloną trawę, gorący piach lub sierść żywego wielbłąda. Gdy niebo miotało nawałnice, chowali się w płóciennych namiotach. W czarne noce bali się tylko Boga i szakali. O jakże dawno rozpadły się w proch namioty Izraela! Potomstwo dawnych pasterzy, ścigane szyderstwem opacznego losu, błądzi teraz po marmurowych pustyniach miast i miasteczek i boi się ziemi, i boi się nieba, i boi się dżdżu.



Sól ziemi miała być pierwszą częścią trylogii pod tytułem: Powieść o cierpliwym piechurze. Część druga, to Zdrowa śmierć - której Wittlin napisał niestety jedynie krótki, kilkunastostronicowy fragment. Część trzecia, mająca nosić tytuł Dziury w niebie nie powstała. Myślę, że to wielka strata dla polskiej literatury, taka trylogia (oczywiście według mnie) śmiało mogłaby powalczyć z tą Sienkiewiczowską. :)




 Dla pana Wittlina, 
solidne i zasłużone: 

8 / 10




sobota, 8 lutego 2014

"The following" - serial wart obejrzenia




The Following to jeden z najlepszych seriali, które niedawno "odkryłam" (chociaż emitowany jest od 2013 roku). Spodoba się fanom:
  • thrillerów i kryminałów, 
  • seriali typu: CSI..., Bones, Dowody zbrodni i innych, 
  • tym którzy - tak jak ja - lubią podglądać pracę policji i FBI (no dobra, wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że ich praca tak nie wygląda - ale co z tego?),
  • koneserkom amerykańskiej (Kevin Bacon), kanadyjskiej (Shawn Ashmore) i brytyjskiej (James Purefoy) urody, ;)
  • wszystkim którym Edgar Allan Poe zawrócił w głowie,
  • tym którzy właśnie muszą pilnie uczyć się do sesji,
  • wszystkim, którzy chcą się odprężyć i rozerwać przy serialu z ciekawą fabułą,

Mam nadzieję, że należycie do którejkolwiek z tych grup. :) 





W takim razie, co powiecie na seryjnego mordercę, którego wzorem jest Edgar Allan Poe?



Joe Carroll - wykładowca literatury na jednej z amerykańskich uczelni, znawca czarnego romantyzmu i Edgara Allana Poego zostaje skazany na karę śmierci za serię morderstw popełnionych na swych studentkach. Jeszcze w czasie pobytu w więzieniu, za pomocą swego niewiarygodnego uroku osobistego i dzięki psychologicznym sztuczkom werbuje grupę ludzi, którzy tworzą wokół jego osoby kult. Zgromadzeni w pewnego rodzaju sektę kontynuują morderstwa Carrolla, na obraz dzieł Poego i wyobraźni swego mistrza. 

Joe wszystkie morderstwa opisuje w książce - każdy z jego uczniów tworzy osobny rozdział popełniając morderstwo - na miarę swych możliwości - jedni mniej- inni bardziej brutalne. Już w pierwszym odcinku Joe ucieka z więzienia. Jego tropem rusza człowiek, który posadził go za kratkami - były agent FBI Ryan Hardy - uzależniony od alkoholu, odrobinę arogancki, wiedzący wszystko o Carrollu i utworach Poego. Sprawy komplikują się z odcinka na odcinek, żaden z nich nie nudzi, nie rozciąga się, nie jest robiony "na siłę". Obecność każdej z postaci jest dobrze przemyślana i potrzebna, niewielu jest takich, którzy zupełnie nie mają wpływu na przedstawioną historię. Gorąco polecam!







Postanowiłam wspomnieć tutaj o The Following głównie ze względu na fabułę związaną z Edgarem Allanem Poe - a więc jak już wiecie jednym z moich ukochanych autorów. Oczywiście poza tą główną zaletą, serial ma szereg innych mocnych stron. Przekonajcie się sami.


 A może ktoś z Was zna ten serial? Jak wrażenia?

sobota, 1 lutego 2014

Ali Shaw - "Dziewczyna o szklanych stopach"



Ali Shaw, Dziewczyna o szklanych stopach;
przeł. Radosław Januszewski;
Wydawnictwo Amber;

 Z  okładki:

"Dziewczyna o szklanych stopach" to debiut młodego brytyjskiego autora. Zapowiadany jest jako wydarzenie sezonu przez odkrywcę słynnych talentów literackich nagradzanych w ostatnich trzech latach Booker Prize, brytyjskie wydawnictwo Atlantic Books, które o "Dziewczynie o szklanych stopach" pisze: To powieść jak rzadka orchidea - piękna i ekscentryczna.

 I jeszcze z przodu: 
 Magiczna love story dla miłośników Haruki Murakamiego.

Hmm, o Murakamim myślę już od dłuższego czasu, więc jeśli faktycznie wygląda jak ta książka, to pewnie nie będę już go odkładać. :)


Ali Shaw (blog autora)
Myślę, że w tym wypadku można stwierdzić, że okładka i tytuł mówią o książce wszystko - ale nie od razu byłam tego taka pewna. Najpierw, zaraz po przeczytaniu tej powieści czułam rozczarowanie. Pomyślałam, że jej zakup to pieniądze wyrzucone w błoto, a czas (chociaż krótki) spędzony na jej czytaniu to zmarnowanie kilku godzin z życia. Takie było pierwsze wrażenie.

Teraz po jakimś czasie od przeczytania tej pozycji nie mogę sobie przypomnieć co mnie tak okrutnie do niej zniechęciło. Podejrzewam, że zachowanie jednego z głównych bohaterów - Midasa Crook'a - zamkniętego w sobie chłopaka, który próbuje patrzeć na świat przez obiektyw aparatu. Z drugiej strony mogło chodzić o ukazanie relacji Midasa i tytułowej bohaterki - Idy MacLaird, którą autor przedstawił w niesłychanie irytujący i nużący sposób. Tak. To by były te minusy.

Właściwie, gdyby z tego utworu wyciąć wszystkich ludzi i opisy relacji Midasa z rodzicami (-em), a zostawić jedynie opisy przyrody, szczątkową narrację, magiczne istotki i szalonego Fuwę byłaby to lektura bardzo przyjemna, na pograniczu legendy, mitologii i s-f. W dodatku świat przedstawiony zorganizowany jest na wzór mojego wymarzonego i wyidealizowanego miejsca do życia, gdzieś na północy, w okolicy skutej lodem, przykrytej śniegiem i owianej chłodem. Tak właśnie prezentuje się świat na (wymyślonym przez autora) archipelagu i wspominanej wyspie - St. Hauda’s Land. Piękne opisy przyrody wśród której błąkają się zadziwiające, bajkowe stworzenia, świecące meduzy i zwierzęta albinosy sprawiają, że bardzo łatwo przenosimy się w przestrzeń stworzoną przez Shawa. Nastrojowe i zapierające dech w piersiach opisy maleńkich dziwadeł wprawiają w przyjemny stan spokoju, idylli i zdziwienia jednocześnie. Sami zobaczcie:


rysunek autora


W hamaku z mchu, wielkości złożonej dłoni, zwisającym między zielonymi gałęziami spał byczek ze skrzydłami ćmy. Złożył papierowe skrzydła i zapadł w sen, klęcząc na wilgotnych pasemkach prowizorycznego łoża. Wokół, we wszystkie strony, po horyzont rozciągało się bagno, mozaika lśniącego torfu, brunatno - żółtej trawy i drzew, których pochylone pnie tworzyły niskie arkady. W cieniu siedziały ropuchy (...).




A co sprawia największy zawód? Zepchnięcie problemu z tytułu - czyli szklanych stóp na drugi plan. Sądziłam, że tytuł będzie jedynie metaforą, jednak okazuje się, że Ida jest chora - jej stopy powoli zamieniają się w zimne, gładkie szkło, które próbuje ukrywać w ogromnych buciorach. Do St. Hauda’s Land przybywa w nadziei na ratunek - czy go znajdzie? Sprawdźcie.


Na początku napisałam, że okładka książki i jej tytuł mówią o niej wszystko - i faktycznie - teraz tak to widzę. Książka jest rzeczywiście historią dziewczyny o szklanych stopach, ale przede wszystkim o miłości, trudnych rozstaniach, winie, przebaczeniu i jego braku, o niemożności nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem, o oddaleniu, o bliskości, o utracie. Powieść jest też tym co widzimy na okładce - magicznym, mistycznym światem, wypełnionym tajemnicą, chłodem, bajkowością. Jeśli chcecie na moment przenieść się w takie odrealnione miejsce - polecam.


Bardzo żałuję, że ciągle nie dane mi było poznać twórczości Haruki Murakamiego i że nie mogę się tu do niego odwołać. Jeśli ktoś z Was czytał (oj wiem, że czytałyście dziewczyny! :D), to bardzo proszę o pomoc - od czego zacząć, żeby się nie zawieść?






Mogło być lepiej,
choć nie jest tragicznie.
Subiektywne:

7 / 10


Translate