poniedziałek, 20 stycznia 2014

Stephen King, Peter Straub - "Talizman"


Stephen King, Peter Straub, Talizman;
Prószyński i S-ka;




Głównym powodem dla którego sięgnęłam po Talizman, było jedno z nazwisk z okładki. I nie - nie był to King. Ale zacznijmy od początku.


Jakieś dziesięć lat temu, gdzieś pomiędzy podstawówką a gimnazjum pierwszy raz zachłysnęłam się Kingiem. Doskonale pamiętam pierwszą książkę po którą sięgnęłam - Worek kości. To do dziś mój zdecydowany faworyt (żeby nie powiedzieć unikat wśród prac Kinga) - prawdziwy purpurowy tulipan w gąszczu przywiędłych chwastów. 

Potem było trochę gorzej - Cujo, Colorado Kid, Bezsenność i kilka innych - mimo wszystko wdrapywałam się pod tą stromą górę, niestrudzenie ciągnąc Stephena za sobą, wzywając do żałowania za popełniane grzechy (literackie) i nawołując do postanowienia poprawy. Góra jednak ciągle rosła, a kiedy już myślałam że widzę jej wierzchołek pod postacią niezapomnianego dziełka Pokochała Toma Gordona...

...stoczyłam się kilka metrów w stronę przepaści, potykając się na obślizgłym Miasteczku Salem i Dolores Claiborne

Nie poddałam się jednak i poszłam dalej, a wtedy trud mój się zakończył nagłym pojawieniem się szczytu twórczości Stephena Kinga. Wznosił się ponad moja głową w postaci cudownej Mrocznej połowy. Usiadłam więc na szczycie tej góry, tuż obok pana Stephena, przyglądając się znajomym, wdrapującym się jak niegdyś ja na te strome skały, czasem podrzucając dobry tytuł, aby ulżyć im w cierpieniach. 

Mistrz King jednak nie pozwolił mi odpocząć, podsycał z roku na rok moje zainteresowanie wydając kolejne powieści i zbiory opowiadań. Broniłam się rękami i nogami. Zmuszając mnie do ponownego sięgania po jego twórczość, zmuszał mnie jednocześnie do odpychania w zakamarki pamięci ukochanych obrazów z Mrocznej połowy. Darowałam sobie sporo jego pozycji, aby jak najdłużej pamiętać tylko jego dobrą stronę, aż pewnego dnia - zwyczajnie się poddałam. 

Po trosze z nudy, po trosze z ciekawości. Zaskoczył mnie podczas nudnego wykładu, podjeżdżając wielkim pick-upem w Czarną, bezgwiezdna noc (ci którzy czytali zrozumieją aluzję). Wtedy to czytnik mojej przyjaciółki, z którym nie rozstawałam się później przez kolejne dwa wykłady stał się jabłkiem z ogrodu Eden. Właściwie nie chciałam tego czytać... właściwie nieco żałowałam, bo fascynacja wcześniejszą lekturą Mrocznej połowy powoli ustępowała, pozostawiając po sobie pustkę, którą próbowałam wypełnić Desperacją - z wiadomym skutkiem. Znów runęłam z wierzchołka wyimaginowanej Mount King (analogicznie do australijskiej Mount Kosciuszko). Talizman stał się kolejną rozpaczliwą próbą dostrzeżenia błysku w tunelu (jeszcze nie światła).


Jakiś czas temu Peter Straub zauroczył mnie swoją historią z Zaginiony, zaginiona - książkę przeczytałam już trzy razy, sięgnę po nią wkrótce i po raz czwarty, aby o niej tu napisać. I to właśnie Straub był bezpośrednim powodem, dla którego pogrążyłam się w czarnym i lepkim mule Talizmanu.





Z niemałą bezradnością i jakby nie było niechęcią przyznaję, że po raz kolejny moja wyobraźnie okazuje się niekompatybilna z historią przedstawioną przez Mistrza Horroru. Nie potrafię już oszacować na ile to King nie jest w stanie stworzyć dzieła na miarę tych trzech wspominanych wcześniej, a na ile to ja straciłam gdzieś tą dziecięcą zdolność czerpania przyjemności z samego stwarzania nowych światów i bytów w swojej głowie (ha, chyba jest ich tam już zbyt wiele i te, które organizuję na własne potrzeby przebijają tworzone przez Kinga). 

Z przerażeniem dostrzegam, że aby mnie przerazić czy zaskoczyć Stephen King musiałby posunąć się jeszcze dalej, nawet gdzieś za granicę tych obrzydliwości opisywanych w Worku kości. Rasizm? Okej. Gwałty? Dobra. Morderstwa? Spoko. Seks z trupem? Czemu nie. Miałam nadzieję, że ten moment nie nadejdzie nigdy, chociaż tak na prawdę zdawałam sobie sprawę z jego trwania. Czym wiec teraz chce zaskoczyć czytelnika King? Wilkołakiem? Wrzodami i chorobą popromienną? Chodzącymi drzewami? 
What the hell?

Kończąc ten wątek - taka osobliwa obojętność na podłość i ohydę powoduje pewne zmiany w postrzeganiu literatury. Odkąd przestały mnie obrzydzać cuchnące wnętrzności i najobrzydliwsze zbrodnie, zaczęłam być wyczulona na piękno pewnych treści literackich i samego języka (niedługo o tym opowiem). Jak widać wszystko ma swe dobre strony, chociaż pozornie nijak nie można się ich dopatrzeć.


Jak już wcześniej wspomniałam - w Talizmanie pojawiają się mało sympatyczne stwory, chodzące drzewa, a na dodatek główny (12 - letni) bohater ma pieszo przebyć ciągnącą się przez całe Stany, dłuugą i naszpikowaną zasadzkami drogę z jednego hotelu do drugiego (ach te przebrzydłe, tajemnicze, złowrogie hotele!). Drzewa, mały chłopiec i długa droga przynosiły skojarzenia z jedynym właściwym utworem o takiej tematyce (Panie Frodo, wrzuć pierścień do ognia!). Dwunastoletni Jack Sawyer przy pomocy magicznego napitku (a potem już zupełnie na trzeźwo!) przenosi się do równoległego świata - Terytoriów. Wszystko jest tam całkowicie inne niż w znanym nam świecie, pozornie nie można znaleźć wspólnego punktu (to tak jakbyście weszli do dziekanatu!), jednakże te dwa światy łączą niektóre postacie - egzystujące w Burgerlandzie i w Terytoriach (jako tzw. dwojniacy - czy jakkolwiek odmienia się to ustrojstwo). Taką istotą jest wuj Jacka - Morgan Sloat aka Bloat aka Morgan z Oriis. Zły, podstępny, a przede wszystkim niesłychanie chciwy i zazdrosny. Ścigają się więc, ocierają, tłuką, robią dziwne, magiczne sztuczki, przechodzą z jednego świata do drugiego - wszystko to przez bite 750 stron.

Stephen King nie nauczył się jeszcze, że - niezależnie od tego co mu wmawiają fani - wcale nie potrafi wniknąć w psychikę dziecka. Dlatego też jego dzieci są zawsze nad wyraz dojrzałe, dzielne, opanowane, oczytane i ogólnie zachowują się jak na porządnych czterdziestolatków przystało. Jack pomimo swoich 12 lat, bierze na swe barki niemalże atlasowy ciężar i przemierza razem z nim Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Najpierw z  magicznym napitkiem. Potem z wilkołakiem. Na końcu ze swym starym (dwunastoletnim) przyjacielem Richardem. Richard poza byciem psiapsiółą głównego bohatera, zajmuje się też zawodowo byciem synem złego Morgana (to z przekonania), a z zamiłowania jest osobą uwielbiającą skrajne zachowania - najpierw jest więc niemożliwie poważny i dzielny, a w następnej (dosłownie) sekundzie przemienia się w rozhisteryzowane dziecko w zmoczonych portkach.


Talizman ma cały szereg wad, na które nie da się przymknąć oczu. Nie w zestawieniu z tymi nazwiskami (po których chyba oczekujemy przynajmniej małego dreszczyku emocji). Utwór jest w miarę znośną baśnią, ale horror czy powieść grozy z niego żadna. Męczymy się więc w trakcie czytania tak jak dwunastoletni (sic!) Jack-O męczył się w trakcie ratowania świata.






przeraźliwie bezradne i smutne
5,5 / 10





~*~   ~*~   ~*~   ~*~   ~*~   ~*~   ~*~ 

A czy słyszeliście o planowanej i porzuconej ekranizacji? Najpierw Talizman miał być mini-serialem, potem filmem, a w końcu utknął w martwym punkcie. Liczę na wznowienie pracy i z nieukrywaną przyjemnością zobaczę jak twórcy wybrną z Kingowych opisów akcji i ile pieniędzy pochłonie ta ekranizacja.






__________________________________________________


Recenzja bierze udział w wyzwaniach:


20 komentarzy:

  1. Ja słyszałem, że ,,Lśnienie;; to klasyk horroru itp. i nawet sobie nie wyobrażasz jak wielkie było moje rozczarowanie. Sięgnę po talizman i zobaczę czy kiedykolwiek jeszcze spotkam się ze Sthepenem Kingiem. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może zamiast 'Talizmanu" sięgnij po takie które maja szansę wzbudzić jakieś emocje, albo chociaż odrobinę postraszyć? :P Polecam "Mroczną połowę" i "Worek kości". A na lato i wakacje najlepsza jest "Pokochała Toma Gordona" - można się niesamowicie wczuć w klimat.

      Usuń
  2. To ja zamiast po "Talizman|" sięgnę po "zaginiony, zaginiona" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chcę przeczytać Talizman - Ewa Książkówka mówiła, że to taki rodzaj baśni połączony z fantastyką i dla mnie fakt, że nie ma tak do końca atmosfery horroru jest na plus...chcę sama zobaczyć;)

      Usuń
    2. Oj, "Talizman" też pewnie przeczytam, ale książkę "Zaginiony, zaginiona" chciałabym przeczytać w pierwszej kolejności :)

      Usuń
    3. Ja ze swej strony polecam gorąco "Zaginiony, zaginiona", a "Talizmanu" na pewno nie odradzam, bo każdy ma prawo odebrać go inaczej - może akurat Wam mógłby się spodobać? Nie wiem. Męczące jest to że powiela elementy współczesnej literatury, które są już niemiłosiernie zużyte i oklepane, ale pewnie można i znaleźć w nim dobre strony - dla mnie niestety całokształt te nieliczne mocne strony przebił i sponiewierał. Dlatego ocena taka,jaka jest... ;D

      Usuń
  3. Mam go na półce i pewnie przeczytam, ale zmartwiłaś mnie niestety tymi wadami :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam, jak już jest na półce, to sie nie ma o co martwić. Przynajmniej będzie ładnie się kurzyło. :D Czytaj Basiu, czytaj - może dopatrzysz się większej ilości pozytywnych cech niż ja? :)

      Usuń
  4. A ja bardzo lubię Kinga i mimo wszystko przeczytałabym tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiki, ocenę postawiłam niską, ale to ciągle nie jest "zero" - czytaj na zdrowie! Życzę Ci żebyś znalazła w tej lekturze więcej przyjemności niż ja. :)

      Usuń
  5. Lustitia, odpowiedziałam na Twoje pytania z nominacji do Liebster Award :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahaha, masz dobry tajming Edytko, na prawdę dobry tajming. :) Ale "co sie odwlecze...", no i doczekałam sie! :)

      Usuń
  6. O tej książce Kinga jeszcze nie słyszałem. Jednak raczej jej nie kupie, nie lubię tez gdy książkę pisze dwoje autorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straub i King mają identyczny styl pisania, ja nie jestem w stanie sie połapać który z nich co wprowadził do tej książki. Ale myślę, ze Tobie akurat mogłaby przypaść do gustu - główni bohaterowie są nastolatkami, walczą, ratują świat - nie kupuj, ale sprawdź w bibliotece! :)

      Usuń
    2. Biblioteka odpada, bibliotekarka nic nie pozwala wypizyczac. Jedynie ksiazki dla dzieci.

      Usuń
    3. O matko, dziwne! ;o Pierwszy raz się z takim czymś spotykam. To może sprawdź antykwariaty - żeby nie przepłacać w księgarni. Nie wiem co innego Ci mogę zaproponować. Chyba tylko szukanie wersji w pdf. :)

      Usuń
  7. Wiem, bardzo dziwne. Tam jest tyle świetnych książek, których mi nie wolno. Ale tej i tak by nie było, sprawdzałem w elektronicznym katalogu. Antykwariat? Nie wiem nawet czy w najbliższym mieście jest. :D a w pdf faktycznie mogę przeczytać, gdyż na urodziny dostałem czytnik. Na razie mam jeszcze kilka egzemplarzy recenzenckich, ktore są w pierwszej kolejności, oczywiście. Aaa i jeszcze raz dziękuje za zakładki, są takie piękne ... i mi słuzą, teraz używam tej z Francji z gorami :) jakby byly jakies lliterowki to przepraszam, bo pisze na telefonie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co, bardzo sie cieszę , ze zakładki Ci sie podobają i że dotarły "całe i zdrowe" - bo z tą naszą pocztą jest niestety tak marnie, że nigdy nic nie wiadomo. Właśnie przeglądnęłam zasoby na chomikuj. pl i widzę, że Talizman jest, tak więc jeśli tylko znajdziesz czas to zobacz. Ale masz rację - najpierw egzemplarze recenzenckie. A ja jeszcze nie pisałam do żadnego wydawnictwa, chociaż kiedyś mi radziłeś żebym spróbowała - ciągle się boję, że mnie wyśmieją. :D Chyba jeszcze trochę poczekam. :)

      Usuń
    2. Oczywiście ze nie wyśmieją, najczesciej w ogóle nie raczą odpowiedzieć nawet na NIE. Jeśli z moich marnych wypocin się nie wyśmiali to już z żadnych :D A przygodę z Kingiem raczej chciałbym zacząć od Lśnienia, zwłaszcza ze na polce leży Doktor Sen.

      Usuń
    3. W pierwszym komentarzu tutaj Radek pisze, ze na Lśnieniu się zawiódł. Ja zaczęłam od "Worka kości" kiedy miałam jakieś 11 / 12 lat i bardzo się cieszę, bo King pisze tak nierówno - raz stworzy arcydzieło, raz kompletny chłam - a ta książka mnie nie zawiodła, oczywiście jak na pierwszą książke Kinga którą przeczytałam. Wydaje mi się, ze King to taki autor, którego każdy odbiera inaczej, ciężko wiec coś komuś polecić albo odradzić. Ja nie boję się psychopatów i ludzi z siekierą w książkach (prędzej w realnym życiu) więc ani "Lśnienie" ani "Misery" Kinga nie są dla mnie. Wolę coś o duchach, jak "Worek kości" właśnie. No ale przecież w każdej książce można znaleźć dobre i złe strony, więc zyczę Ci żebyś w tym "Lśnieniu" znalazł jak najlepsze. :) Oj dobry ten tekst z marnymi wypocinami - aż sie roześmiałam :D, ale chyba za surowo się oceniasz! Wcale nie jest tak źle! A w dodatku liczy się sama przyjemność z czytania! No i to, że w ogóle masz chęć i zapał do sięgania po literature - jaka by nie była. :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate