niedziela, 5 stycznia 2014

Michael Grant - "Gone: Zniknęli. Faza pierwsza: niepokój".




Michael Grant - Gone: Zniknęli. 
Faza pierwsza: niepokój;
Wydawnictwo Jaguar, 2009;



Matko i córko, co też mnie podkusiło do zaczynania sześciotomowej serii dla nastolatków na trzy tygodnie przed sesją? A, no tak - Basia Pelc z Czytelni. :D


Nastawiłam się na przygodę tygodnia i... ech. Recenzja z przymrużeniem oka
fanów proszę o czytanie przez palce. Tych którzy nie czytali Gone... o wnikliwą analizę.

Będzie troszkę ironii, a mszcząc się na swej naiwności i ufności względem tej lektury pobawię się w Astrid i będę podstępnie edukować młodzież. Kiedy złapiesz się na tym, że dowiedziałaś/eś się właśnie czegoś nowego - zjedz kawałek czekolady. Łatwiej zapamiętasz informację.


Świat bez dorosłych - raj czy piekło?



W świecie przedstawionym przez Granta pewnego dnia znikają wszyscy, którzy ukończyli 15 rok życia. Przychodzą twoje urodziny, wybija dokładna ich godzina - (Co do sekundy! Przecież Akt Urodzenia wypełniają naukowcy z NASA, stojąc z krótkofalówkami pod zegarem pulsarowym - i tu punkt pierwszy podstępnej edukacji - zegar pulsarowy jest 10-krotnie dokładniejszy od zegara atomowego, został skonstruowany przez polskich naukowców ku czci i chwale Heweliusza i po raz pierwszy zawisł w naszym pięknym Gdańsku.) i *puff* - znikasz. 

Żal mi bardzo z tego powodu, bo jako 21-letnia staruszka, już bym się nie załapała do tego cudownego miasta w którym zuchwałe dzieciaki bez krzty rozumu, poczucia wspólnoty i chęci współpracy mordują się wzajemnie. No, może nie mordują... chociaż? Zabijają (czasem z premedytacja, czasem bez).  Przez całą noc, w trakcie czytania tej książki czułam pustkę w głowie i w żyłach. Wiecie jak to jest, kiedy autor zbuduje naprawdę świetny obraz, do którego chciałoby się wskoczyć i krzyknąć "Siemacie, mogę się z wami pobawić?" - jak na przykład zrobiła to Rowling w "Harrym Poterze". Tak, że myśli się plątają, krew płynie szybciej, wchłaniacie treść jak gąbka wodę. A tutaj? Miałam w głowie jedną samotną myśl, płynącą w mej pamięci jak Muminek z Migotką na chmurce i odbijającą się z echem:



 Dzieci nie są zwyczajnie złośliwe, one są złe


Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale w tym wypadku prawdziwość tych słów cudownego niemieckiego psychiatry, neurologa i - możemy chyba powiedzieć - filozofa Zygmunta Freuda potwierdza się na każdej stronie książki.

W każdym razie - tajemnicze zniknięcie spotka każdego kto ukończył magiczną piętnastkę (I pomyśl, nie masz nawet nadziei na urządzenie My sweet 16!). No chyba, że powiesz.... co? Nie zgadlibyście jak można uniknąć odpłynięcia w świat kwarków i kwazarów. Sama byłam pod wrażeniem... - a konkretnie pod wrażeniem tego, jak autor szybko potrafi stracić wątek i przejść do kolejnego bez wyjaśniania wcześniejszych, lub po prostu urywając je jakąś kiepską, marną pointą. Nastawia czytelnika na wydarzenia, których epickość przebije podniesienie pickupa przez Edwarda Cullena... a potem nagle - cisza kabla - jak komentował swego czasu Andrzej Janisz (komentator sportowy, dziennikarz). Żeby to jakoś zobrazować wyobraźcie sobie, że Tolkienowska bitwa o Helmowy Jar kończy się po 120 sekundach słowami "Albo nie. Wracajcie do Isengardu." A tyle czasu zbiegło na przygotowaniach! Tak sie poczułam, kiedy odkryłam jak pozostać w ETAPIE (Ekstremalnym Terytorium Alei Promieniotwórczych - och jaka piękna nazwa!)

ETAP, to powierzchnia z której nie ma ucieczki. Przez cały czas uważałam, że to coś w rodzaju bańki mydlanej z elektrownią pośrodku, ale nie - wyprowadzę już z błędu tych, którzy zechcą sięgnąć po tę lekturę - ETAP ma kształt WALCA i jest otoczone błyszczącą membraną pod napięciem. Ojoj, taki smuteczek.

Historia toczy się więc wokół problemów dotyczących małoletnich mieszkańców - zdarzają się ciekawe wątki, nie powiem że nie - na przykład kiedy Sammy (główny bohater) uświadamia sobie, że przecież obok niego mieszkała samotna matka z maleńkim dzieckiem (rychło w czas - po kilkunastu dniach od zniknięcia dorosłych). Zdajecie sobie sprawę jak skończyło to biedne dziecko? Cały utwór ratuje w cudowny sposób Lana Arwen Lazar (może dlatego, że jest elfką i ma mega ciachowego ojca Elronda? A nie, to nie ta książka...). Wszystko co kręci się wokół niej jest znośne, żeby nie powiedzieć przyjemne w odbiorze (bo jednak czasami to bardzo przykre sytuacje).

Z Laną łączy się pewien wątek o którym chciałabym tu wspomnieć. Nie tak dawno omawiałam tu Desperację Stephena Kinga. Kojoty? Kopalnia? Magiczne złe moce? Brzmiało znajomo kiedy czytałam o tym w Fazie pierwszej..., a to dlatego, że to samo działo się w Desperacji! Och, a potem przeczytałam fragment wypowiedzi Kinga, w którym zachwala serię Gone i mnie serce zabolało. Panie Steve, a czytał ją pan, czy tak tylko plecie? Gdyby nie te (znowwuuuuu) kojoty i (znowwuuuu) szyb kopalniany, pewnie dystans do Granta byłby mniejszy. Ale dla Lany - ciągle 8 pkt na 10.


Co do innych - w wielu książkach przewija się pewien charakterystyczny podział bohaterów:
a) dobry charakter
b) jego kobieta
c) zły charakter
d) mózgowiec 
e) wkurzający typ


Grant zdruzgotał mnie wręcz swym zaskakującym chwytem literackim, w którym ukazuje następujące kategorie postaci:
a) dobry wkurzający typ
b) zły wkurzający typ
c) wkurzający typ
d) najbardziej wkurzający typ ever
e) masa drugoplanowych mega wkurzających typów


Nagrodę dla "mendy roku" dostaje Quinn - najlepszy przyjaciel głównego bohatera - Sama - za bycie dwulicowym bucem, tchórzem i miernotą. 

Największą sympatię wzbudza Caine - inteligentny, zaradny, odpowiedzialny (no, w porównaniu z pozostałymi). Na początku wydaje się, że to on pociąga za sznurki, jednak tak nie jest - niestety daje się wykorzystywać swojej (nieoficjalnie) dziewczynie i szalonemu kumplowi. Bardzo szybko też okazuje się, że to właśnie on będzie grał w Perdido Beach rolę czarnego charakteru. A szkoda, zapowiadał się na wybawcę narodu ( Z matki obcej: krew jego dawne bohatery, a imię jego będzie czterdzieści i cztery - Dziady,Adam Mickiewicz :)).

W każdym właściwie (poza kilkoma wyjątkami jak Quinn, Drake, Orc i im podobni) możemy dostrzec złe i dobre strony. Każde postępowanie możemy jakoś racjonalnie wytłumaczyć i ostatecznie  wybronić.

Ciągle jednak czuję niedosyt po pierwszej części. 
Ale to na pewno nie znaczy, że się poddaję - zapewniam, że sięgnę po wszystkie pozostałe. :)


Stworzyłam nawet pewien plan, tego jak prezentowały się moje odczucia względem książki, w trakcie jej czytania:































Podsumowując, powiem że wcale nie było tak tragicznie! Chciałam się wyluzować - wyszło! Udało mi się nie napisać ani linijki prac zaliczeniowych. Juhu! ;_;




Oj tam, oj tam:
4,5 / 10


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wyzwania:





26 komentarzy:

  1. Hahahaha, ale Ty mnie musisz nienawidzić! No cudnie hahahahaha. Ja bardzo lubię tę serię. WTAP nie jest w kształcie walca - chyba że piszą tak w 1 części, w innych będzie już inaczej, bo to jest kopuła. I tak, mną też wstrząsnęło jak główny bohater przypomniał sobie o swoim małym sąsiedzie po jakimś czasie, to było przegięcie.
    Cóż ja Ci mogę powiedzieć, luźna lektura do której podeszłaś... za bardzo spięta hahahha.
    Wynoszę się z tego bloga zanim mnie zlinczujesz.
    Na swoją obronę mam tylko tyle, że dałaś tej książce ocenę 6/10 :PPP

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tak piszą w części pierwszej - o walcu. I kłóciło się to z moim wyobrażeniem, hahaha :D
      Aj no, czy z mojej recenzji wynika, ze podeszłam do tego zbyt spięta?
      Kiedy King mówi, że coś jest super - to ma być super - to znaczy, że rozpatrzył tę SUPEROWOŚĆ pod każdym względem. A nie tylko dlatego, że Grant zerżnął jego pomysł z szybem kopalnianym i gadającym kojotem... :P Poza tym nastawiałam sie na jakąś małą przygodę, bo to w końcu literatura młodzieżowa i ma na serio wzbudzać emocje, w dodatku temat fajny, nie wyświechtany jak zakochane wampiry i inne bzdety, a jednak bardziej się emocjonowałam przy "Szeptem" Fitzpatrick.

      Wcale nie jestem zła na Ciebie, gdybym nie chciała czytać, to rzuciłabym książką w kąt, a jednak pochłonęłam cały tom w jedną noc. :) I Dałam aż 6, bo pomyślałam nad tym jak oceniłabym ją w wieku 14 lat. :)

      Usuń
    2. Hmm, Ciekawe czy przeczytasz kolejną część... :P:DDDD

      Usuń
    3. Mam zamiar przeczytać całą serię, tak że tego... :P

      Usuń
    4. Naprawdę????? No to co Ty mi tutaj tak fukasz hłe hłe hłe.
      xxx

      Usuń
    5. Lustitio było 6/10 i spadło do 4,5? :PPP:DDD

      Usuń
    6. Basieńko, powód bardzo prosty - nie mogłam ocenić jej tak samo jak "Talizmanu" Kinga i Strauba, który jest o wiele lepszy. A że "Talizman" w moich oczach nie wzbija się ponad magiczną "szóstkę", byłam zmuszona obniżyć ocenę tutaj. :P

      Usuń
    7. Wytłumaczenie przyjęte :) Postanowiłam się nie obrazić :P

      Usuń
    8. Lustitio gratuluję, wygrałaś w styczniu w moim wyzwaniu:
      http://basiapelc.blogspot.com/2014/02/styczniowe-podsumowanie-wyzwania-czytam.html#more
      Proszę o przesłanie adresu do wysyłki na mojego maila pelc.barbara@wp.pl
      Wybierz sobie kalendarz z mojego wpisu. Resztę wyborów ;) załatwimy przez maila.
      Gratuluję i pozdrawiam.

      Usuń
    9. Basiu nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! Po raz kolejny sprawiłaś mi niesamowicie ogromną radość! :)

      Usuń
    10. Recenzja rewelacyjna!!! Podziwiam inwencję i biję brawo!!!
      Sesja poczeka ;) żartowałam - powodzenia!
      Aha, czy rysunki są Twojego autorstwa?

      Usuń
    11. Dziękuję bardzo! :) Te nie są, ale niedługo dodam coś mojego - żebyście się pośmiały. :D

      Usuń
  2. Sama wpadłam na tą serię przez przypadek, ale za mną dopiero pierwszy tom. Właściwie to mam bardzo podobne odczucia do Ciebie w związku z tą częścia ;)

    Ps. Powodzenia z sesją - znam ten ból ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że nie jestem jedyna z moją opinią wśród rzeczy fanów. :)

      Usuń
  3. Lustitia, ale się świetnie czytało Twój wpis! :D Bawiłam świetnie, możliwe, że duuużo lepiej niż przy czytaniu tej książki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, o jejku dziękuję za te słowa! :) Problem leży w tym, że czasami otwieranie słoika korniszonów przynosi większe emocje niż ta książka... :P Ale może potem jest lepiej? Może akcja ruszy w drugiej części? Sprawdzę.

      Usuń
  4. no widzisz Basia mnie na nią strasznie namawia i pewnie kiedyś po nią sięgnę, ale nie wiem czy nie odbiorę jej podobnie;)) Uśmiałam się i nie wiem czy mogę napisać "obrazki"(?) są świetne;)) recenzję już wcześniej dodałam do wyzwania, ale teraz potwierdzam;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A sięgnij kochana, sięgnij. Może akurat drugi tom będzie powalający? :D

      Usuń
  5. Tak, chyba też będę ją kontynuować, ale jak zrobi się u mnie trochę więcej czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam to samo. W dodatku zaplątałam się gdzieś w świecie Kinga i nie mogę wyjść. :)

      Usuń
  6. Świetna recenzja, pośmiałam się trochę ;) a co do książki mam ją od dawna w planach. Teraz mam jeszcze większą ochotę ją przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje! Cieszę się bardzo z takich reakcji. :* Nie wiem czy polecam, ale może akurat Tobie się spodoba? Nigdy nie wiadomo! :)

      Usuń
  7. recenzja znakomita, choć nieco zagmatwana :D. Ale z tą książeczką chyba jednak spasuję - raczej nie moje klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak miłe słowa. Zagmatwanie w przeniesieniu myśli na papier - a w tym wypadku bloga, wynika z ich jeszcze większego zagmatwania w mojej głowie. Ciągle uczę się z tym żyć i staram się aby jednak ktoś mnie rozumiał. Z czasem może się uda. :D Pozdrawiam. ;)

      Usuń
  8. Obśmiałam się pierwszorzędnie! Gratuluję zwycięskiej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, odkąd się dowiedziałam nie przestaję się głupkowato uśmiechać. Tyle radości może przynieść takie wyróżnienie! I te wszystkie miłe komentarze od Was - coś wspaniałego. Bardzo, bardzo dziękuję! :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate