niedziela, 26 stycznia 2014

Amelie Nothomb - "Kosmetyka wroga"



Amelie Nothomb, Kosmetyka wroga;
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA;
Warszawa 2002


Czasami natrafisz na książkę, która przepełnia Cię dziwną, ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący ludzie jej nie przeczytają.

- John Greek





Oto nadszedł czas na jedną z moich ukochanych książek, jednej z moich ukochanych autorek.

Niniejszym oświadczam (z ręką na sercu), że wątek psychologiczny w Kosmetyce wroga wbija w oparcie fotela i pozostawia w głowie spory bałagan. A wszystko dzięki specjalistce od książkowych efektów specjalnych - Amelie Nothomb. Basia z "Czytelni" chyba najtrafniej opisała tę genialna autorkę - " ją się albo kocha, albo nienawidzi". Tak. To prawda. Nie ma nic pomiędzy. Nie ma obojętności. Po skończonej lekturze (dowolnej) jej książki nie można po prostu wzruszyć ramionami i stwierdzić "no dobra, przeczytałem / przeczytałam". Albo zakochasz się po uszy w jej wyobraźni i sposobie pisania, albo znienawidzisz ją do reszty i obiecasz sobie, że choćby się świat walił, żadnej jej książki już nie tkniesz.

A chyba to wszystko, o co nam - czytelnikom chodzi, prawda? O emocje. O marszczenie czoła, unoszenie brwi w zdziwieniu, szczery śmiech, uśmiech zrozumienia. Amelie Nothomb - i tutaj mówię o całokształcie jej twórczości - sięga po wszystkie odcienie zaskoczenia, szczęścia, odrazy, zachwytu.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Stephen King, Peter Straub - "Talizman"


Stephen King, Peter Straub, Talizman;
Prószyński i S-ka;




Głównym powodem dla którego sięgnęłam po Talizman, było jedno z nazwisk z okładki. I nie - nie był to King. Ale zacznijmy od początku.


Jakieś dziesięć lat temu, gdzieś pomiędzy podstawówką a gimnazjum pierwszy raz zachłysnęłam się Kingiem. Doskonale pamiętam pierwszą książkę po którą sięgnęłam - Worek kości. To do dziś mój zdecydowany faworyt (żeby nie powiedzieć unikat wśród prac Kinga) - prawdziwy purpurowy tulipan w gąszczu przywiędłych chwastów. Potem było trochę gorzej - Cujo, Colorado Kid, Bezsenność i kilka innych - mimo wszystko wdrapywałam się pod tą stromą górę, niestrudzenie ciągnąc Stephena za sobą, wzywając do żałowania za popełniane grzechy (literackie) i nawołując do postanowienia poprawy. Góra jednak ciągle rosła, a kiedy już myślałam że widzę jej wierzchołek pod postacią niezapomnianego dziełka Pokochała Toma Gordona...
...stoczyłam się kilka metrów w stronę przepaści, potykając się na obślizgłym Miasteczku Salem i Dolores Claiborne.
Nie poddałam się jednak i poszłam dalej, a wtedy trud mój się zakończył nagłym pojawieniem się szczytu twórczości Stephena Kinga. Wznosił się ponad moja głową w postaci cudownej Mrocznej połowy. Usiadłam więc na szczycie tej góry, tuż obok pana Stephena, przyglądając się znajomym, wdrapującym się jak niegdyś ja na te strome skały, czasem podrzucając dobry tytuł, aby ulżyć im w cierpieniach.
Mistrz King jednak nie pozwolił mi odpocząć, podsycał z roku na rok moje zainteresowanie wydając kolejne powieści i zbiory opowiadań. Broniłam się rękami i nogami. Zmuszając mnie do ponownego sięgania po jego twórczość, zmuszał mnie jednocześnie do odpychania w zakamarki pamięci ukochanych obrazów z Mrocznej połowy. Darowałam sobie sporo jego pozycji, aby jak najdłużej pamiętać tylko jego dobrą stronę, aż pewnego dnia - zwyczajnie się poddałam. Po trosze z nudy, po trosze z ciekawości. Zaskoczył mnie podczas nudnego wykładu, podjeżdżając wielkim pick-upem w Czarną, bezgwiezdna noc. Wtedy to czytnik mojej przyjaciółki, z którym nie rozstawałam się później przez kolejne dwa wykłady stał się jabłkiem z ogrodu Eden. Właściwie nie chciałam tego czytać... właściwie nieco żałowałam, bo fascynacja wcześniejszą lekturą Mrocznej połowy powoli ustępowała, pozostawiając po sobie pustkę, którą próbowałam wypełnić Desperacją - z wiadomym skutkiem. Znów runęłam z wierzchołka wyimaginowanej Mount King. Talizman stał się kolejną rozpaczliwą próbą dostrzeżenia błysku w tunelu.

środa, 15 stycznia 2014

Julian Stryjkowski - "Austeria"


Julian Stryjkowski, Austeria
Wydawnictwo Czytelnik


Autor tak na prawdę nazywał się Pesach Stark, wywodził się z rodziny żydowskiej - i to nie byle jakiej - ojciec jego, Cwi Rosenamann był mełamedem (nauczycielem) w chederze (żydowskiej szkole). Stryjkowski Dzięki dość dobremu wykształceniu wyjechał na studia do Lwowa, a potem został nauczycielem w żydowskim gimnazjum. Niestety jego powiazania z komunistycznymi działaczami sprawiły, że został aresztowany i uwięziony.

O Stryjkowskim chciałam napisać tu tylko kilka słów, ale jeśli znajdziecie chwile wolnego czasu, zachęcam was bardzo, bardzo serdecznie do przeczytania króciutkiej biografii autora na stronie culture.pl. Na pewno warto znać Stryjkowskiego i jego bogatą biografię - współcześnie wśród młodych czytelników tacy autorzy są niestety pomijani - możliwe, że ich dzieła nie wydają się być tak atrakcyjne jak publikacje obecnie promowane przez media - a szkoda.

Julian Stryjkowski w swych dziełach porusza temat losów małych społeczności żydowskich, z jednej strony ich oderwanie i charakterystyczne zwyczaje, wygląd, ale i z drugiej strony pewną ich próbę asymilacji - stopniowe zanikanie tożsamości religijnej, nawet kulturowej.
Stryjkowski utrwalił w swych dziełach obraz małych miasteczek żydowskich (sztetli), codzienne życie Żydów i innych mniejszości narodowych w Galicji, ukazał nawet panujący w tamtych czasach mit cesarza Franciszka Józefa - władcy dobrego, dbającego o swój lud.

niedziela, 5 stycznia 2014

Michael Grant - "Gone: Zniknęli. Faza pierwsza: niepokój".




Michael Grant - Gone: Zniknęli. 
Faza pierwsza: niepokój;
Wydawnictwo Jaguar, 2009;



Matko i córko, co też mnie podkusiło do zaczynania sześciotomowej serii dla nastolatków na trzy tygodnie przed sesją? A, no tak - Basia Pelc z Czytelni. :D

Nastawiłam się na przygodę tygodnia i... ech. Recenzja z przymrużeniem oka
fanów proszę o czytanie przez palce. Tych którzy nie czytali Gone... o wnikliwą analizę.

Będzie troszkę ironii, a mszcząc się na swej naiwności i ufności względem tej lektury pobawię się w Astrid i będę podstępnie edukować młodzież. Kiedy złapiesz się na tym, że dowiedziałaś/eś się właśnie czegoś nowego - zjedz kawałek czekolady. Łatwiej zapamiętasz informację.

Świat bez dorosłych - raj czy piekło?

W świecie przedstawionym przez Granta pewnego dnia znikają wszyscy, którzy ukończyli 15 rok życia. Przychodzą twoje urodziny, wybija dokładna ich godzina - (Co do sekundy! Przecież Akt Urodzenia wypełniają naukowcy z NASA, stojąc z krótkofalówkami pod zegarem pulsarowym - i tu punkt pierwszy podstępnej edukacji - zegar pulsarowy jest 10-krotnie dokładniejszy od zegara atomowego, został skonstruowany przez polskich naukowców ku czci i chwale Heweliusza i po raz pierwszy zawisł w naszym pięknym Gdańsku.) i *puff* - znikasz. 

Żal mi bardzo z tego powodu, bo jako 21-letnia staruszka, już bym się nie załapała do tego cudownego miasta w którym zuchwałe dzieciaki bez krzty rozumu, poczucia wspólnoty i chęci współpracy mordują się wzajemnie. No, może nie mordują... chociaż? Zabijają (czasem z premedytacja, czasem bez).  Przez całą noc, w trakcie czytania tej książki czułam pustkę w głowie i w żyłach. Wiecie jak to jest, kiedy autor zbuduje naprawdę świetny obraz, do którego chciałoby się wskoczyć i krzyknąć "Siemacie, mogę się z wami pobawić?" - jak na przykład zrobiła to Rowling w "Harrym Poterze". Tak, że myśli się plątają, krew płynie szybciej, wchłaniacie treść jak gąbka wodę. A tutaj? Miałam w głowie jedną samotną myśl, płynącą w mej pamięci jak Muminek z Migotką na chmurce i odbijającą się z echem:


 Dzieci nie są zwyczajnie złośliwe, one są złe

czwartek, 2 stycznia 2014

Petra Reski - "Mafia"


Petra Reski, Mafia;
Olimp Media;
Poznań 2009


Z okładki:

Ten reportaż śledczy trzyma w napięciu jak prawdziwy kryminał.


Petra Reski opisuje w nim mechanizmy funkcjonowania włoskiej mafii - obszary przestępczej działalności, hierarchię, sposoby prania brudnych pieniędzy. Opowiada również o statusie członków mafii  we włoskim społeczeństwie - zarówno bossów, jak i zwykłych "żołnierzy" - a także demaskuje powiązania mafiosów z duchownymi. Sporo miejsca poświęca też kobietom mafii.
Ocenzurowanie książki (nakazem niemieckiego sądu pewne fragmenty zostały usunięte) zdaje się potwierdzać wysuwaną przez jej autorkę tezę, że macki włoskiej mafii sięgają aż do Niemiec.

Mogłoby się zdawać, że książka o której dziś piszę, nie będzie mogła trafić do szerszego grona odbiorców tak łatwo, jak robią to publikacje będące wytworem kultury masowej... Nic bardziej mylnego! Mafia to dla mnie zdecydowanie jedna z tych książek, po którą wraca się do płonącego domu.

Przede wszystkim - co należy szczególnie zaznaczyć - jest to śledztwo dziennikarskie dotyczące działalności włoskich organizacji przestępczych. Powiecie może, że nie każdy przepada za reportażami, że śledztwa dziennikarskie mają przede wszystkim cel informacyjny, publicystyczny, ale nie można ich traktować jak innych książek, w które zagłębiamy się dla samej przyjemności czytania. Jeśli tak uważacie - ta książka jest dla Was! Mafia wciąga niczym najlepszy kryminał, porusza jak prawdziwy thriller, a na dodatek - nie jest fikcją literacką!

środa, 1 stycznia 2014

Gary Richard Thompson - The Selectet writings of Edgar Allan Poe




Nowy Rok zaczynam z kubkiem ciepłej herbaty i z wspaniałą lekturą. 

Mój styczeń minie pod patronatem Edgara Allana Poego, nie tylko ze względu na króciutkie - bo trwające tylko 18 dni wyzwanie czytelnicze - E. A. Poe - do którego serdecznie zapraszam, ale przede wszystkim przez 205 rocznicę urodzin tego wspaniałego poety, którą obchodzić będziemy 19 stycznia.

~~*~~          ~~*~~          ~~*~~

The Selectet writings of Edgar Allan Poe, edited by: G. R. Thompson (Purdue University);
Seria: Norton Critical Edition; 
Norton, W. W. & Company, Inc.;
November 2003
Język: angielski


Co to takiego? Jak widać na załączonym obrazku - 1024 strony czystego szczęścia. :)

Każda przedstawiona nowela czy wiersz, opatrzone są wprowadzeniem, uwagami i przypisami Thompsona, co w dużej mierze ułatwia odbiór dzieła, zapoznaje czytelnika z historią i faktami dotyczącymi określonego tematu, objaśnia, a często nawet i tłumaczy na współczesny język niezrozumiałe już przez dzisiejszych anglojęzycznych czytelników słowa. W pogłębianiu zagadnień związanych z twórczością i życiem Poego pomaga obszerna bibliografia (z której nie omieszkam skorzystać... :)).

Poza uwagami Thompsona, książka zawiera także prace innych autorów, dotyczące życia i twórczości Poego (bardzo często są to znani amerykańscy poeci, czy badacze literatury, m. in.: James W. Gargano, Joseph J. Moldenhauer, Paul John Eakin, J. Gerald Kennedy i wielu innych).

Wiersze Poego znałam już dawniej, ale korciły mnie pozostałe treści zawarte w tym zbiorze - głównie wspomniane wcześniej eseje amerykańskich badaczy.

Dla wielbicieli Poego - książka jak znalazł, pozostałym  raczej bym jej nie poleciła. Przede wszystkim jest to potężna księga (1024 strony), większego formatu niż inne popularne książki. Niektóre fragmenty publikacji naszpikowane są fachowymi nazwami, których nijak nie mogłam rozszyfrować, dlatego słownik polsko-angielski miał sporo roboty... :) Można po nią sięgnąć dla samych wierszy Edgara w oryginalnej formie - jednak jestem przekonana, że nie każdego zainteresują zawarte tam publikacje historyków i badaczy literatury - z tej więc perspektywy - po co kupować / wypożyczać wielkie tomisko, kiedy można sięgnąć po inne wydania - zawierające tylko wiersze. Ta zdecydowanie nie jest lekturą, z którą można usiąść i przeczytać od deski do deski, tak jak robimy to z literaturą popularną.



Gratka dla wiernych fanów Poego
10/10

(pozostałych czytelników nie zachęcam)



Translate

Etykiety

#film (1) astronomia (4) hotchpotch (1) książki (61) recenzja (73) Serial (3) sztuka (2) zdjęcia (1)