niedziela, 30 listopada 2014

Amelie Nothomb - Biografia głodu


Amelie Nothomb, Biografia głodu;
Wydawnictwo MUZA SA,
Warszawa 2005



Dziś wracam do jednej z moich ukochanych autorek - Amelie Nothomb. Do tej pory mogliście przeczytać tu o moich wrażeniach po lekturze Kosmetyki wroga i Higieny mordercy -  obie pozycje ocenione przeze mnie bardzo wysoko, tkwią w zakamarkach mej pamięci do teraz.

Podobnie rzecz ma się z Biografią głodu, bo także i tutaj autorka nie pozwala nam się zawieść na swojej twórczości.

Książkę o której dziś mowa, śmiało możemy uznać za powieść autobiograficzną. Amelie jest córką dyplomaty i jak się domyślacie bardzo wcześnie zaczęła zbierać różnorakie doświadczenia związane z odmiennością kulturową, zwyczajami, polityką i ogólnym podejściem ludzi do życia, a wszystko to zaowocowało ogromnym bagażem doświadczeń, którymi to autorka dzieli się z nami miedzy innymi właśnie w Biografii głodu.


Głód to ja - wyznaje Amelie Nothomb już na jednej z pierwszych stron. Nie jest to jednak łaknienie dotyczące jedzenia - a raczej NIE TYLKO. Owszem, wielokrotnie poruszana jest tutaj kwestia problemów żywieniowych autorki oraz jej walki - raz z otyłością, potem z anoreksją. Przedstawiony tutaj głód dotyczy jednak wszystkiego, czego deficyt odczuć może człowiek na własnej skórze, a raczej we własnym wnętrzu - uczuć, emocji, poznania.



Dla mnie głód to ów przerażający brak odczuwany całą istotą człowieka, ta trzymająca w kleszczach pustka, to dążenie nie tyle do utopijnej pełni, ile do zwykłej rzeczywistości; błaganie, by tam, gdzie nie ma nic, coś było.


U boku autorki i jej fantastycznej wyobraźni poznajemy cienie i blaski ciągłego życia w drodze, widzimy oddziaływanie wszystkich kultur, którymi nasiąkł mózg małej Amelie. Urodziła się ona wprawdzie w Belgii, ale lata wczesnego dzieciństwa spędziła w Japonii - i to właśnie tamta kultura zdaje się być jej najbliższa, rodzima. To tam był jej dom. Autorka była nad wyraz dojrzałym dzieckiem, z wielką łatwością wspomina najdrobniejsze szczegóły związane z życiem w Japonii, co sprawia, że książka ma bardzo osobisty charakter. U boku rodziny Nothomb przenosimy się z Japonii do Chin. Dla małej Amelie zdaje się być to tragedią, końcem świata wiążącym się z opuszczeniem swej ukochanej opiekunki Nishio-san. W komunistycznych Chinach zderza się z okrutnym systemem i wszechobecną propagandą, tam także zdaje sobie sprawę z istnienia wielu narodowości i języków o których do tej pory nie myślała - wszystko to dzięki temu, że rodzina dyplomaty zmuszona była za względów bezpieczeństwa mieszkać w strzeżonym getcie - San Li Tun. Podczas trzyletniego pobytu w Chinach zrozumiała, jak trudno będzie odnaleźć się na tak niezwykłej i różnorodnej planecie. Kolejnym miejscem które poznajemy z punktu widzenia ośmioletniej Amelie jest Nowy Jork - tutaj znowu jest w swoim żywiole - ma piękną i młodą opiekunkę, która obok matki i siostry jest kolejną kobietą, którą dziewczynka ubóstwia do granic możliwości, dzieci w szkole walczą wręcz o jej względy i przyjaźń, tworzy grafiki tak, aby każdy mógł spełnić swoje pragnienie siedzenia z nią w jednej szkolnej ławce. W Stanach Amelie znów jest na świeczniku! W wieku 11 lat rodzina przenosi się do Bangladeszu, który autorka wprost nazywa gigantyczną umieralnią, następnie do Laosu. Te ostatnie miejsca wiążą się z niemożliwymi dla mnie do zrozumienia sytuacjami, tragicznymi wydarzeniami i ich bolesnymi skutkami. 




Po co było organizować tak wspaniałe wydarzenia, jak słodycze, gry, bajki, zabawki i, last but not least, książki, skoro pozostawiały w nas aż takie uczucie niedosytu.

Jak napisałam już wcześniej - książka ta ma bardzo osobisty charakter. Czytamy ją niemalże jak znaleziony gdzieś pamiętnik dojrzewającej Amelie, starającej się uporać z (przeważnie) wrogą i niezrozumiałą rzeczywistością, a przede wszystkim z własną psychiką i wieloma wręcz destrukcyjnymi skłonnościami.

Biografia głodu - jak wszystkie książki Amelie, które do tej pory przeczytałam jest dla mnie fascynującą lekturą. Autorka doskonale potrafi wniknąć w ludzką psychikę i w niesamowity, brutalny, ale literacko piękny sposób oddać skomplikowane usposobienie i uczucia swych bohaterów - a tutaj bierze pod lupę samą siebie. Amelie-cepcja - dla mnie bomba!


9/10
pozycja przede wszystkim dla fanów genialnego stylu autorki

_______________________________
* wszelkie cytaty pochodzą z opisywanej książki

wtorek, 11 listopada 2014

Jesień w obiektywie


Odrobina lenistwa i już zaczynam wspominać wakacyjne wyjazdy.
Zanim jednak napiszę o nich słów kilka w kolejnym wpisie z serii Palcem po..., chciałabym jeszcze na chwilę pozostać przy naszej cudownej jesieni. U mnie w tym roku niestety nie było tak słonecznie jak we wcześniejszych latach (a jeśli już, to okupowałam "szkolną" ławkę i nijak nie można było wykorzystać pogody). Poranne mgły coraz gęściej ścielą się nad ziemią i konstelacje zmieniły swoje pozycje a w związku z tym...
- już uzbrajam się w nowe książki, herbatki i wygodne miejsce przy kaloryferze, a Wam - gdziekolwiek jesteście życzę jeszcze wielu słoneczno-złotych i pachnących suchym liściem dni.














poniedziałek, 10 listopada 2014

Sławomir Koper - Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej


Sławomir Koper, Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej;
Wydawnictwo Bellona,
Warszawa 2009-2014


Książka o której dziś mowa skradła moje serce już jakieś trzy lata temu, kiedy to korzystałam z jej fragmentów przygotowując prezentację na zajęcia z nowożytnej historii Polski. Od tamtego czasu wielokrotnie wracałam myślami do uczuciowych perypetii Marszałka, silnej ręki Jadwigi Beck, brydżowych wieczorków i seansów spirytystycznych. I nareszcie - nareszcie udało mi się zdobyć własny egzemplarz. Uwielbiam książki historyczne i wspomnieniowe, a Życie prywatne... dodatkowo już zawsze będzie przenosiło mnie w okres interesujących i przyjemnych zajęć, z moją późniejszą panią promotor. 

Myślę, że wiele osób zgodzi się ze mną, iż książki o międzywojennej i powojennej historii Polski wyjątkowo Bellonie się udają, a publikacja o której dziś wspominam, jest doskonałym tego przykładem.

Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej - sam tytuł mówi już o wszystkim, co znajdziecie w tej małej książeczce. Autor pochyla się tu nad sekretami domowego zacisza (i sypialni...) Józefa Piłsudskiego, Bolesława Wieniawy - Długoszowskiego, Ignacego Paderewskiego, Edwarda Śmigłego - Rydza, Stanisława Wojciechowskiego i Ignacego Mościckiego.
Spomiędzy opisów tych barwnych relacji wyłania się obraz życia elit narodu. Choć niższe "warstwy" społeczeństwa zmagały się z trudami egzystencji, to życie elit było bardzo bogate i nad wyraz wystawne.

Minister spraw zagranicznych Polski Józef Beck (drugi z prawej) w rozmowie z ministrem
spraw zagranicznych Rumunii Victorem Antonescu podczas rautu w Pałacu Raczyńskich,
1936 rok (źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Stałym elementem życia zarówno towarzyskiego jak i zawodowego, były wszelkiego rodzaju rauty i bankiety. Osoby piastujące ważne stanowiska państwowe, musiały - pod czujnym okiem ciekawskich wyborców - pamiętać o zasadach etykiety. Zagorzałym przeciwnikiem stosowania się do takich norm był prezydent Wojciechowski - na przykład na jednym z oficjalnych obiadów dyplomatów pozamieniał karteczki z nazwiskami, gdyż nie podobało mu się, że siedzi obok Tommassino - posła z Italii (sadzając obok siebie przedstawiciela Francji). Oficjalnych przyjęć nie znosił także Piłsudski. Zupełnym przeciwieństwem tych panów był natomiast prezydent Mościcki, który zasłynął jako organizator wyjątkowo okazałych bankietów oraz kilkudniowych polowań, na które zjeżdżali się delegaci z wielu państw Europy.

Nie zdradzając wiele zaznaczę, że wiele imprez kończyło się o świcie, na wielu dochodziło do ekscesów i wydarzeń bolesnych w skutkach.


Józef Piłsudski, zdjęcie z akt
policyjnych po aresztowaniu, 1887

W książce tej zobaczymy prezydentów sterowanych i dopingowanych przez swoje żony, głowy państwa uzależnione od kart i alkoholu, seanse spirytystyczne organizowane z nudów i próby rozwikłania zagadek przyszłości przy pomocy duchów. Zahaczymy o zainteresowania Marszałka telepatią, szantaże, a nawet o pojedynki - kiedy to konflikty, które uciąć można było najzwyklejszym "przepraszam" kończyły się rozlewem krwi i śmiercią.

Do lektury zachęcam miłośników historycznych ciekawostek, czytelników lubujących się w biografiach oraz wszystkich tych, którzy chcą spędzić przyjemny wieczór przy pouczającej, ciekawej i zabawnej lekturze.



zdecydowane:
9/10


sobota, 27 września 2014

Sabiha Al-Khemir - "Błękitny Manuskrypt"



Sabiha Al Khemir - Błękitny Manuskrypt;
Wydawnictwo LAMBOOK;
Kraków 2012


Poza wiarą, poza brakiem wiary, 
Poza wątpliwością, poza pewnością...
Rumi     


Salam alejkum!
 
Błękitny Manuskrypt to historia, w której współistnieją obok siebie dwie płaszczyzny - współczesność oraz starożytność. Z jednej strony jesteśmy świadkami procesu tworzenia błękitnego rękopisu Koranu, widzimy starania i inspiracje kaligrafa, śledzimy tok jego myśli, patrzymy dosłownie na to, jak spod jego rąk wyłania się prawdziwe dzieło sztuki. Z drugiej zaś strony towarzyszymy grupie zupełnie już współczesnych badaczy - archeologów w ich ekspedycji w północnej Afryce.

W małej egipskiej wiosce Wadi Hassun spotyka się grupa ludzi różnych narodowości, języków, wyznań, a przede wszystkim charakterów. Czy brytyjski profesor, niemiecki konserwator zabytków, japoński geodeta, brytyjski student, tłumaczka o angielsko-tunezyjskich korzeniach, włoska archeolog i ich nowi, arabscy znajomi będą w stanie znaleźć wspólny język? W końcu łączy ich tylko jedno - wspólny cel wielotygodniowych badań - odnalezienie tajemniczego zabytku islamskiej kaligrafii jakim jest wyjątkowy rękopis Świętej Księgi.

Celem, który stawiają sobie bohaterowie, jest odnalezienie starożytnego rękopisu i to jemu podporządkowana jest cała fabuła. Nie liczcie na nagłe zwroty akcji zapierające dech w piersiach, o nie! Archeolodzy dostają zadanie od brytyjskich marszandów i kopią, kopią, kopią do skutku. A skutek ciągle marny. Mijają tygodnie, ginie entuzjazm badaczy, przygasa zainteresowanie nową kulturą i fascynacja egzotyką krajobrazu. Wszyscy powoli tracą nadzieję na odnalezienie zabytku, czas archeologom zaczyna się dłużyć, a razem z nimi także i czytelnikowi.

Mimo to, narracja prowadzona jest tu w bardzo płynny i przejrzysty sposób, a dialogi są tak naturalne, że z łatwością możemy wyobrazić sobie niezręczne rozmowy między nieznajomymi, którzy starają się być uprzejmi, ale przede wszystkim profesjonalni i zdystansowani. 

 
Największym atutem książki są jednak opisy. Opisy pejzażu, ludzi, zatłoczonych i dusznych kawiarenek, feeri barw i dźwięków - wszystko to zachwyca i ujmuje czytelnika. Autorka słowami maluje przed nami strzeliste minarety, piaszczyste drogi, przesuszone i przepełnione żarem słońca stanowiska archeologiczne u stóp świętej góry Sajjidy Nesimy, ciekawskich mieszkańców i rozbiegane dzieci.

Żadne ze słów składających się na tę opowieść nie jest przypadkowe. Sabiha Al-Khemir bawi się słowem, lepi w nim niczym w glinie, tworząc niesamowite płaszczyzny i przestrzenie. Od pierwszych rozdziałów widać tę ogromną miłość autorki do słowa pisanego oraz prawdziwą fascynację historią i sztuką. A cóż może być piękniejszego niż autorka prawdziwie zakochana w tematyce swoich książek?


Sabiha Al-Khemir pochodzi z Tunezji. Tam właśnie studiowała literaturę angielską, a w Londynie sztukę islamską i archeologię. Widzimy więc, że treść Błękitnego Manuskryptu wiąże się ściśle z jej zainteresowaniami zawodowymi. Jest ona również autorką wielu publikacji związanych z sztuką Islamu, kuratorką wystaw i założycielką Muzeum Sztuki Islamskiej w Dosze (Katar). Sabiha jest również krytykiem sztuki i ilustratorką.


Kultura Islamu jako właściwie główny bohater tej książki, jest niewątpliwie tematem którego piękno i egzotyka nigdy nie zostaną wyczerpane. Błękitny Manuskrypt, to przyjemna książka, przenosząca nas do odległego i gorącego Egiptu, zanurzająca w parzący piasek, otulająca gorącym, pustynnym wiatrem. Mimo wielu zalet nie należy nastawiać się na dzieło sztuki, ale na przyjemną, krótką lekturę momentami nużącą i ciągnącą się nie do zniesienia, chwilami wzruszającą i niepokojącą.

Z przyjemnością jednak przeczytałabym jakąś naukową publikację Pani Doktor Al-Khemir - sugerując się ogromem uczuć jakie włożyła w serca swych badaczy i rozmiłowaniem w architekturze i sztuce, byłoby to na prawdę wspaniałe dzieło.


Za podjęcie tematyki nie przemielonej jeszcze przez rynek wydawniczy:
5/10
(+2 za głębokie, filozoficzne niemal przemyślenia wkładane w usta bohaterów oraz bardzo rozbudowane i zachwycające opisy!)
razem
7/10


 _________________________________________________


Jak pisał Stephen King: Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a zaspokojona ciekawość to krok w przeciwnym kierunku. Kierowana tymi słowami i przede wszystkim doszczętnie spłukana zaglądnęłam na stronę wydawnictwa Lambook, które to poczyniło cudowne, wspominane wyżej wydanie Błękitnego Manuskryptu. Racjonalna półkula mózgu próbowała mnie powstrzymać, ale ta ciekawska i uparta krzyczała "zobacz co mają w ofercie!".
I przepadłam. Spójrzcie na te cuda:








Czy ktoś jeszcze poczuł nagłą potrzebę przeczytania ich wszystkich? :)


sobota, 20 września 2014

Elżbieta Cherezińska - "Korona śniegu i krwi"




Elżbieta Cherezińska, Korona śniegu i krwi;
Wydawnictwo ZYSK i s-ka,




Nie daj Boże zjazd Piastowski!




Korona śniegu i krwi - pierwsza część cyklu Odrodzone Królestwo to książka, która zauroczyła mnie zaraz po skończeniu lektury, ale już po odłożeniu jej na półkę, bardzo długo nie mogłam znaleźć tych kilku konkretnych słów którymi można ją scharakteryzować.


Przede wszystkim to co rzuca się w oczy pierwsze - objętość i okładka. Ogromne tomiszcze cudownie prezentuje się na półce, a okładka - identycznie jak w przypadku Parabellum - wprost zachwyca! Ilustrację i projekt graficzny okładki opracował Adam Szczepański - za co cześć mu i chwała na wieki wieków.

Treść właściwa utworu rozpoczyna się wraz z rokiem 1272, chociaż poprzedzają ją dwa krótkie opisy nieco dawniejszych wydarzeń. Polska rozbita na małe księstewka dzielnicowe - tak jak i większa część Europy zanurzona jest w ciągłych wojnach, misternie zaplanowanych mariażach i przymierzach. Wszystkiego tego jesteśmy naocznymi świadkami i mało tego - obserwujemy wydarzenia z perspektywy wielu bohaterów, co jest doskonałym zabiegiem dla książki traktującej o nie do końca pewnych i mglistych czasach naszej historii.



Myślał, że krwią niewiernych zmaże grzech swego pogańskiego przodka (...). Ale im więcej przelewał krwi saraceńskiej, tym mocniej przekonywał się, że krew wszystkich ludzi, pogan czy chrześcijan, ma tę samą barwę, a zgon przynosi równie bolesną żałobę każdej ze stron. Bohaterstwo to tylko śmierć odświętnie ubrana do pieśni.


Elżbieta Cherezińska kreuje swych (i naszych) bohaterów w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie znaleźć tego jednego jedynego króla (no, jak na razie księcia) naszych serc. 
Młody Przemysł II to oczywiście pierwszy męski bohater którego nominować mogę na postać numer jeden, ale obok niego jest przecież stryj Bolesław, książę Starszej Polski - mądry, doświadczony w polityce, dzielny, wyrozumiały i opanowany - którego wybrać? A może spojrzymy poza Starszą Polskę? Władysław zwany ze względu na swój niski wzrost Małym Księciem (a przez mniej przychylnych karłem...) - wzbudza współczucie przez to, jak jest traktowany przez innych, ale tego współczucia wcale nie potrzebuje - dzielny, waleczny, pewny swych umiejętności. A może Bolesław - książę krakowski, ostatni z małopolskiej linii Piastów, tworzący ze swą żona Kingą małżeństwo dwojga świętych, tak cudownie opisane przez Cherezińską. Jest przecież jeszcze Mein Herzog Heinrich - książę śląski Henryk, taki troszkę podstępny i cwany lisek - chytrusek, ale przecież zgodzimy się wszyscy, że od nadmiaru mniej nieskalanych charakterów głowa nie boli. Ze swojej strony do plebiscytu na pierwszego męskiego bohatera Korony śniegu i krwi dorzucę Mściwoja - księcia Pomorza - rubaszny i przekomiczny Czarny Gryf, dniem i nocą pojony winem. I oczywiście na końcu, ale wcale nie taki ostatni - nieziemski Leszek Czarny, książę sieradzki i łęczycki o długich włosach i odmiennych od pozostałych książąt upodobaniach, pewny siebie i taki mocno "who cares", za nic mający swe powinności wobec książęcego tronu i przedłużenia ciągłości rodu. Nie ograniczając się do książąt, wybierać możemy także w najznamienitszych spośród polskich rodów. Mam tu na myśli przede wszystkim książęce (chodzi oczywiście o księcia Przemysła) Cztery Wichry: Michał Zaremba - Wicher Południowy, Nawoj Nałęcz - Wicher Północny, Lasota Łodzia - Wicher Wschodni i Bogusza Grzymała - Wicher Zachodni - wierni, dzielni i waleczni - szlachetni rycerze i oddani przyjaciele - którego wybrać?


Grób Leszka Czarnego, Kościół Świętej Trójcy w Krakowie


Grób Leszka Czarnego, Kościół Świętej Trójcy w Krakowie



Podobnie rzecz ma się z obsadzeniem stanowiska ulubionej roli żeńskiej. Na początku jest Lukardis, którą bardzo kochamy i wydaje nam się, że lepszej nie będzie. Na krótko zaprzyjaźniamy się z poganką Olchą. Potem autorka przedstawia nam Świętą Kingę - znającą przyszłość, żartującą z męża, eteryczną, pachnącą kwiatami, unoszącą się w powietrzu, świecącą, rozbrzmiewającą chórami zastępów anielskich i tak skromną przy tych wszystkich gadżetach, że nagle pragniemy żeby na kartach książki pojawiała się znacznie częściej (i oczywiście razem z panem mężem Bolesławem - o białych włosach i dziwnych uszach). Moja faworytką jest jednak mała, zadziorna szwedka - księżna Rikissa. Także i tu znajdziemy żeński odpowiednik książęcych Czterech Wichrów - cztery dwórki księżnej Starszej Polski - Annę z Grzymałów, Zbysławę Zarembównę, Eufemię Nałęczównę i Jadwigę Łodzia. Ale najbardziej uwagę czytelnika przykuwają kobiety strzegące czystości Starszej Krwi - poganki z świętej Góry Raduni. Ich opiekunka Dębina, ożywający posąg trzech Matek, Siostry, a wśród nich Olcha, Jemioła, Czeremcha - dziewczęta obdarzone niesamowitymi umiejętnościami, długowiecznością, czerpiące moc z natury, tętna przyrody.




Dębina stanęła za posągami Matek. (...) Pierwsze pojawiły się z wiatru utkane Wiły, za nimi Wieszczyce o oczach widzących przyszłość. Dola, złocista, srebrzysta, co sto razy na dzień potrafi zmienić wygląd. Narecznice trójkami, trzymając się za ręce, którymi na czołach noworodków kreślić będą przyszłość; roztargnione, nieobliczalne Strzygi, Południce senne przy świetle księżyca. I Mokosz, Matka Matek.


Ten krótki, ale jakże piękny opis orszaku bogini, to tylko mały przykład tego, co serwuje nam w Koronie śniegu i krwi Pani Cherezińska! Samo umieszczenie w książce motywu wierzeń pogańskich Słowian to dla mnie ogromna zaleta, a wplecenie motywu Starszej Krwi i Sióstr z Raduni w niemalże większą część fabuły, spowiło opowieść w mgłę tajemnicy i oplotło dzikim bluszczem pierwotnych wierzeń, bliskich naturze, ale i przede wszystkim znacznie bliższych ówczesnemu mieszkańcowi porośniętej ciemnymi puszczami Polski.




Poza motywem pogańskich wierzeń i tego w jaki sposób został on przedstawiony oraz pasowaniem Czterech Wichrów, zauroczona byłam tym, w jaki sposób Pani Cherezińska zgrabnie i malowniczo opisuje zachowania herbowych istot - Biały Orzeł dumnie rozpościera skrzydła, Lew pręży pierś i ryczy donośnie, Czarny Gryf kroczy obok swego pana - wszystkie te postacie zaczynam traktować jako odrębnych bohaterów, ale takich bez których ich dumni "właściciele" nie mogliby żyć. Tak właściwie to książę jest właścicielem swego herbu, czy herb ma księcia w posiadaniu? Wszak wielcy odchodzą, a orzeł, lew, gryf... pozostają i witają ich następców.


Będąc już w temacie tych pięknych symboli pragnę zwrócić Waszą uwagę na ostatni rozdział Korony... - u mnie wywołał dreszcz ekscytacji i przyznam - oczy mi się zaszkliły ze wzruszenia. Dla nikogo śmierć Przemysła nie będzie zaskoczeniem, wszyscy wiemy z lekcji historii jak toczyły się losy naszego kraju - ale opis ostatecznego odejścia króla w zaświaty przyprawia o gęsią skórkę!



 
Collegium Maius, Kraków



Korona śniegu i krwi to książka bardzo przyjemna w odbiorze. Mimo iż daje się odczuć, że napisana została w dużej mierze po to, aby ją dobrze sprzedać i abyśmy i my mieli swoja Grę o tron - jest kawałem (sporym!) dobrej lektury.



8,5 / 10

i już poluję na
 Niewidzialną koronę
 

________________________________________



Wpis bierze udział w wyzwaniu Edyty z Zapisków spod poduszki - Mitologia w literaturze






poniedziałek, 8 września 2014

Losowanie i wyniki konkursu.



Przepraszam Was bardzo za tę znaczną obsuwę z losowaniem - porwał mnie wir czasoprzestrzenny /kosmici /czarna wołga.


Pozwólcie, że bez zbędnych opisów przejdę do części właściwej - do wygrania w niniejszym losowaniu była książka Remigiusza Mroza "Parabellum - Horyzont zdarzeń", lub jeśli (jesteś już jej szczęśliwym posiadaczem) książka-niespodzianka. Większość osób zgłosiła się po "Parabellum" - co bardzo mnie cieszy, gdyż zawsze powtarzam, że warto tę pozycję sięgnąć, nawet jeśli jest się z czasami wwII na bakier.

Zapoznałam się z piosenkami i filmami które polecałyście, w niedalekiej przyszłości sięgnę także po wytypowane przez Was książki - czyli:
- Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell
- Prochy - Ilsa Bick
- Dowód - Eben Alexander


Serdecznie dziękuję wszystkim za udział. Nie przedłużając już:










 Gratuluję dziewczynom z Wonderland of books!

:)


I już teraz zapraszam wszystkich na kolejny konkurs, który mam nadzieję zorganizować 22.09 - kiedy to minie równy rok od dodania pierwszej recenzji - Desperacji - Stephena Kinga.
 




 

piątek, 22 sierpnia 2014

Półeczka sierpniowo - wrześniowa


Dzisiejsza półeczka jest wynikiem:
a) udanych zakupów na matras.pl 
b) promocji Świata Książki
c) książkowych wymian w najgłębszych czeluściach internetu


Zacznijmy więc po kolei:


Matras kocham za promocje, ale jeśli chodzi o zakupy - to tylko w internecie!





1. Elżbieta Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi, musiałam podjąć iście męską decyzje - Gra o Tron, czy Korona... - padło na tę drugą i mam nadzieje, że się nie zawiodę. 

2. Philippa Bregory - Władczyni rzek
3. Philippa Gregory - Biała Królowa
4. Philippa Gregory - Biała Księżniczka
Obiecałam sobie, że zacznę czytać te książki, dopiero kiedy skompletuję na półce całą serię - czekam więc na kolejną promocję w matrasie, żeby nie zbankrutować.

A może któraś z Was ma i chce pozbyć się Córki twórcy królów i Czerwonej królowej za mniejszą niż matrasowa stawkę? Jeśli tak to koniecznie dajcie znać! :)
5. Sabiha Al Khemir - Błękitny Manuskrypt, oby treść była tak piękna jak okładka. A może znacie i polecacie?


6. Jane Austen - Duma i Uprzedzenie, nareszcie ją mam i jestem prze-szczęśliwa. Do tej pory męczyłam się nad oryginalną wersją językową, tym razem pójdzie lepiej! ;)

7. Philippe de Gaulle (Rozmowy z Michelem Tauriakiem) - De Gaulle, mój ojciec / tom I i tom II, każdy z tych 576 stronicowych tomów wyniósł mnie zawrotne 8,56 zł. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji.



Przyznam, że Korona Śniegu i Krwi to pozycja którą jestem najbardziej zainteresowana i wprost nie mogę się doczekać czytania! :)






Po Matrasie przyszedł czas na Świat Książki, do którego uwielbiam zaglądać ze względu na przemiłą i pomocną obsługę. Nigdy nie wychodzę z pustymi rękami, tak było i tym razem. Tutaj dla odmiany nie mam zamiaru zapędzać się w kupowanie na ich stronie internetowej - w zupełności wystarcza mi świetna księgarnia.




8. Daniel Levin - Prawo Koloseum, thriller historyczny - czuje, że będzie e-p-i-c-k-i! W dodatku jestem italofilem, jeśli coś ma Koloseum w tytule i na okładce, nie myślę dwa razy.

9. Antonio Hill - Lato martwych zabawek, Barcelona, inspektor policji i autor - psycholog. Sprawdźmy!

10. Andrew Gross - Nie oglądaj się, powieść sensacyjna.

11. Gregg Hurwitz - Nie ufaj nikomu, miejmy nadzieję, że nazwisko nie zawiedzie.

12. Sławomir Koper - Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej, fragmenty przeczytane na drugim roku, z niekończących się kserówek zawładnęły moim sercem (szczególnie pani Beckowa i miłosne podboje Piłsudskiego).



A na koniec - internetowe wymiany, czyli książki przypadkowe, po których zupełnie nie wiem czego się spodziewać:





13. Markus Heitz - Ritus

14. Edgar Allan Poe - Opowieści miłosne, groteski i makabreski

15. Frigyes Karinthy - Podróż wokół mojej czaszki, przyznam że mocno mnie intryguje.

16. Jarosław Grzędowicz - Księga jesiennych demonów, nareszcie Grzędowicz!

17. David Moody - Amok, przyznam, ze okładka ciekawa, na pewno zwracająca uwagę.

18. Dariusz Rekosz - Szyfr Jana Matejki, nie oczekuję zbyt wiele, co najmniej czegoś zbliżonego do Kodu Leonarda (czy proszę o zbyt wiele?)


19. Raymond A. Moody - Życie po życiu, autor jest doktorem filozofii i medycyny - połączenie godne uwagi. ;)

20. Jean-Pierre Salgas - Witold Gombrowicz lub ateizm integralny, liczę na dobrą lekturę


21. Anatol France - Bogowie łakną krwi, okładka piękna, tematyka rewolucji francuskiej, czego chcieć więcej?


22. Suzanne Collins - Igrzyska Śmierci, tutaj również zamierzam zacząć dopiero kiedy skompletuję serię - coś? Ktoś?






Jak widać ręce mam pełne roboty. ;)

Zacznę od Korony..., a co polecacie na dalszą lekturę?

Które z tych pozycji macie, znacie, lubicie?

Każda podpowiedź jest pomocna! ;)

czwartek, 21 sierpnia 2014

Paul Russell - "Zmyślone życie Siergieja Nabokowa"



Paul Russell, Zmyślone życie Siergieja Nabokowa;
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA;
Warszawa 2013




Dość często zaglądając na Wasze blogi zapisuję sobie tytuły książek, które koniecznie muszę przeczytać w najbliższym czasie. Tak właśnie było, kiedy na blogu Edyty z Zapisków spod poduszki znalazłam recenzję Zmyślonego życia Siergieja Nabokowa. Nawet nie jestem do końca pewna, co tak na prawdę sprawiło, że zapragnęłam tej książki niczym jakiegoś drogocennego skarbu. Czy to okładka, czy przyprawiające o drżenie nazwisko Nabokow - nie wiem. Wiem natomiast, że było warto.



Siergieja Nabokowa poznajemy jako 43-letniego mieszkańca bombardowanego przez RAF Berlina. Kiedy pewnego razu w pracy zdobywa się na stwierdzenie: Mimo wszystko Anglia jest najbardziej cywilizowanym krajem na świecie, zostaje oskarżony o rozpowszechnianie wywrotowych haseł. Zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, rozumie, że wkrótce zostanie aresztowany - nie wie jednak jak szybko to nastąpi - postanawia więc spisać swoje wspomnienia.

Siergiej - odkąd pamięta, żył w cieniu swego genialnego brata. Urodził się, jak sądził - zbyt szybko, bo 11 miesięcy po Vladimirze. Był krótkowzrocznym, niezdarnym, leworęcznym, jąkającym się homoseksualistą, co było przyczyną niechęci ze strony rodziny i znajomych. Dzięki wielokrotnym retrospekcjom i pierwszoosobowej narracji możemy zobaczyć świat oczami niechcianego, zawiedzionego dziecka, nieszczęśliwego i odrzuconego młodzieńca i w końcu mężczyzny uwikłanego w zadymiony, duszny i lepki świat paryskich kawiarenek, zaciemnionych uliczek i miejsc w których paląc opium gromadzili się najwybitniejsi przedstawiciele bohemy artystycznej tamtych czasów.

Przez stronice książki przewijają się sylwetki wspaniałych artystów i osobistości początku XX wieku - Vladimir Nabokow, Pavel Tchelitchew, Sergei Pavlovich Diaghilev, Pablo Picasso, Gertrude Stein, Jean Cocteau, a nawet Coco Chanel.


Pavel Tchelitchew i Charles Henri Ford
Pavel Tchelitchew, Skull



Świat widziany oczami Siergieja Nabokova jest dość niecodzienny. Pierwsze miłości, odrzucenia, ekscentryczny wujek Ruka, próby wyleczenia z homoseksualizmu, życie w porządnej, arystokratycznej rodzinie w carskiej Rosji, wyjazdy do wiejskich posiadłości, rosyjskie teatry, słynny balet, w końcu brutalną rewolucję. Widzimy zimne, podłe wręcz oblicze Vladimira Nabokowa, ciagłe odrzucanie brata, brak kontaktu i bliskości tak potrzebnej zawsze odpychanemu Siergiejowi.  
 

Jean Cocteau

Po ucieczce z Rosji Siergiej przebywa w Wielkiej Brytanii, Paryżu i Niemczech - bezwstydny i pełen opiumowego dymu Paryż, jego upadek moralny, podejrzane miejsca, wybitni mieszkańcy, imigranci - wszytko to bez reszty pochłania młodego Nabokowa, samotnego, opuszczonego, jedynie chwilami przeżywającego prawdziwą miłość i szczęście.


Nie było zaczarowanej różdżki Wróżki Bzu. Całe życie przeżyte w nierzeczywistości jest diabelnie trudnym dziedzictwem do odkręcenia.

Nawet na obczyźnie Vladimir nie potrafi wyciągnąć do brata przyjaznej dłoni. Studia na Cambridge przynoszą nowe doświadczenia, znajomości, nowe miłości, jedynie relacje braci pozostają bez zmian.

Jeśli życie zapomnianego brata Vladimira Nabokova wyglądało tak, jak przedstawił je w swej książce Paul Russell, musiał być on - pomimo chwilowych radości - niesamowicie samotnym i nieszczęśliwym, ale wolnym człowiekiem.



Zawsze uciekamy - od osób, od uczuć, od krajobrazów, od sposobu życia. Muzyka i taniec, sztuki, które kocham najbardziej, są niczym innym jak tylko ucieleśnieniem nieustannej ucieczki wyrażonej wzmożonym dźwiękiem i ruchem; wybrzmiewająca nuta, śmiały wyskok znika sprzed naszych oczu, by zostać w sercu,
ale czy na zawsze?



Po tej lekturze obraz Siergieja na pewno pozostaje w sercu na zawsze. Historia momentami zabawna, momentami przeraźliwie smutna i bolesna, na pewno warta poznania i zauroczenia się w każdym zdaniu.



8/10


środa, 20 sierpnia 2014

Jean Michel Sakka - "Śmierć w cieniu piramid"



Jean Michel Sakka, Śmierć w cieniu piramid;
Przedsiębiorstwo Wydawnicze Rzeczpospolita;
Warszawa 2008




(...) Tam, gdzie zmarli nie mogli się odrodzić i gdzie deszcz poczerniał od martwych skarabeuszy.



W książce Śmierć w cieniu piramid znaleźć możemy wszystko... i nic. Wydarzenia o bardzo małym stopniu prawdopodobieństwa i bohaterowie różniący się od siebie pod każdym możliwym względem - łącznie z kwestią religii i przynależności kulturowej odrobinę zniechęcają do czytania - podobnie jak bardzo prosty, wręcz toporny język. 
Nie obrażając nikogo - jest to książka nadająca się w sam raz na amerykański rynek - akcja, odrobina tajemnicy, szczątkowy realizm, garść historii, znane nazwiska i zakończenie wywołujące na twarzy grymas zaskoczenia i wzruszenia zarazem. Myślę jednak, że polski czytelnik od książki oczekuje  czegoś więcej niż "zapchania" wolnego czasu lekką lekturą.


Na kartach tej książki stają ze sobą do walki światowej klasy egiptolodzy, genetyk i islamscy fundamentaliści. Konflikt rozpoczyna się dokonaniem odkrycia, które na zawsze zmienić ma postrzeganie człowieka i jego pochodzenia, a także zaważyć na losach całego świata. Uwikłanie w tę historię Dalajlamy, Howarda Cartera i tajemniczych egipskich rytuałów wywołuje - przynajmniej u mnie - pobłażliwy uśmiech i krótką myśl - "czego to jeszcze nie wymyślą, żeby powtórzyć sukces Dana Browna".

Wielka tajemnica ludzkości zapisana została w grobowcu Tutenchamona i - o dziwo - niewielu udało się ją odkryć. Zagadkę udało się rozszyfrować Dalajlamie, który niestety wkrótce po tym ginie, zasztyletowany w paryskim metrze. Marne wskazówki i dziwna przesyłka tybetańskiego mnicha trafiają w ręce francuskiego genetyka, badającego śmierć Tutenchamona.



Ja jeden mogłem otworzyć oko Horusa. Widzę, że prowadzi do drzwi, od których stroni Re. Za światłem jest tylko mrok. Widzę Boga, który wyrasta ponad innych Bogów. Tyś jest Wschodem, tyś jest Zachodem, kiedy wkraczasz do owego Królestwa, widzę, jaką podążyłaś drogą po deszczu. Widzę, że stąpasz w swych białych sandałach po nekropolii Chepre. Nie możesz pokonać tego Boga magiczną mocą swych zaklęć. Widzę, że zakazuje żyjącym wypowiadać twe imię na tej ziemi. Widzę, że będziesz martwym ciałem, które nie zazna zadowolenia.


W podejrzanych okolicznościach ginie wybitny francuski egiptolog. Oczywiste wydaje się to, że popełnił samobójstwo - jednak nagrania z kamer w jego gabinecie mówią zupełnie co innego. Jego pracownica Stephanie (kuzynka Costesa - genetyka) - jak we wszystkich tego typu tworach próbuje rozwikłać sprawy na własną rękę, na przekór policji i... z mordercą depczącym jej po piętach.

Autor rozpina akcję pomiędzy współczesnością, a czasami Cartera - odkrywcy grobowca Tutenchamona. Egipscy faraonowie rzekomo poznali tajemnicę pochodzenia człowieka i dostąpili zaszczytu zobaczenia Boga nad Bogami. Według islamskich fundamentalistów wszystko co trzeba wiedzieć o Bogu zostało już napisane w Koranie, a wszelkie inne źródła takiej wiedzy należy zniszczyć. Costes i Stephanie rozpoczynają wiec trudną walkę z czasem, dawnymi egipskimi zagadkami zapisanymi w poetyckim i niezrozumiałym języku, tajemniczą i znacznie rozbudowaną grą senet i islamskimi najemnikami.





- Czy istnieje życie po śmierci? (...)
Podeszła do fresku i musnęła go palcami. Szept, który zdawał się wydobywać z otchłani czasu, wypełnił grotę. Stephanie odwróciła się do Costesa i powiedziała ze wzruszeniem:
- Zgaś światła...


Śmierć w cieniu piramid jest książką dobrą na zabicie czasu w letnie popołudnie. Historią jednorazową, do której nie trzeba wracać, do której bohaterów się nie tęskni, po którą można sięgnąć będąc w bibliotece


Jeśli chcesz znaleźć się choć na moment w ciemnej grocie, w której Bóg nad Bogami objawił Tutenchamonowi tajemnicę życia i podarował klucz do nieśmiertelności, w której spoczywa Arka Przymierza będąca nierozerwalną nicią łączącą człowieka z Bogiem - nie zwracaj uwagi na marne:

4 / 10

i... czytaj na zdrowie!


________________________________________



Wpis bierze udział w wyzwaniu Edyty z Zapisków spod poduszki - Mitologia w literaturze






niedziela, 10 sierpnia 2014

Warte obejrzenia: Belle



Belle

gatunek: dramat
produkcja: Wielka Brytania
premiera: 08 września 2013
reżyseria: Amma Asante
scenariusz: Misan Sagay
muzyka: Rachel Portman
zdjęcia: Ben Smithard
kostiumy: Anushia Nieradzik





Inspiracją do stworzenia filmu był ten oto obraz, pochodzący z XVIII wieku i historia dziewcząt na nim przedstawionych. Widzimy tu dwie młode arystokratki w cudownych strojach, niewątpliwie o podobnym statusie społecznym. Jak to się stało, że czarnoskóra dziewczyna jest traktowana na równi ze swą brytyjską koleżanką, w czasach i kraju, w których niewolnictwo i pogarda dla ludzi niżej urodzonych i o odmiennym kolorze skóry było naturalnym stanem rzeczy?





Mała Dido Elizabeth Belle jest wynikiem związku brytyjskiego arystokraty z czarnoskórą pięknością. Akceptowana i kochana przez ojca, przybywa razem z nim do posiadłości Lorda Mansfielda (Tom Wilkinson), gdzie zmierzyć musi się z panującą wśród wysoko urodzonych etykietą, pogardą dla ludzi niższego pochodzenia i powszechną niechęcią do ludzi o innym kolorze skóry. Razem z Elizabeth (Sarah Gadon) - córką Lorda Mansfielda wychowuje się i wyrasta na piękną i mądrą kobietę. Majątek, który dziedziczy po śmierci ojca, pozwala jej na kierowanie własnym losem, bez konieczności popełnienia "małżeństwa z rozsądku" dla pozycji i pieniędzy. Mimo to Dido stara sie spełniać oczekiwania swych opiekunów - Lorda Mansfielda i Lady Mansfield (Emily Watson), zaręczając się z Kapitanem Oliverem Ashfordem (James Norton). Matka jej narzeczonego, pragnie jedynie zapewnić synowi odpowiedni status majątkowy. Jego brat natomiast (Tom Felton) uważa, że ślub Olivera z mulatką okryje całą ich rodzinę hańbą. Dido zdaje sobie sprawę z niechęci rodziny Ashfordów, wie jednak jak mało ważny jest przy tego typu mariażach głos kobiety. Z czasem odkrywa w sobie pokłady szczerej, głębokiej miłości - niestety nie w stosunku do swego przyszłego męża...




Belle będzie filmem idealnym przede wszystkim dla miłośniczek XVIII - wiecznej Anglii i strojów z epoki. Dramat kręcony był w kilku wspaniałych osiemnastowiecznych budynkach: Osterley Park House, Syon House i West Wycombe House. Cudownie zaaranżowane wnętrza i kostiumy to najmocniejsza strona tej produkcji.
Kolejny plus to piękny, czysty i melodyjny język angielski prosto z wysp, czyli w swym najlepszym wydaniu. ;)
Należy wspomnieć tu także o bardzo dobrej grze aktorskiej - o dziwo, każdego z osobna! Od prostego woźnicy, do Dido czy Lorda Mansfielda - wszyscy oni świetnie wykonali swoja pracę.


A jeśli poniższe zdjęcia nie zachęcą Was do obejrzenia Belle, to nie wiem na prawdę, co innego mogłoby to uczynić? :)





Polecam raz jeszcze i serdecznie pozdrawiam!


Translate