wtorek, 31 grudnia 2013

Maja Lidia Kossakowska - "Więzy krwi"



Maja Lidia Kossakowska, Więzy krwi;
Fabryka Słów;
Lublin 2007


Z okładki:


W tych tekstach nic nie jest zwyczajne.


"Więzy krwi" to proza przewrotna i nostalgiczna. Ponura, ale też inspirująca. Można ją czytać wielokrotnie, a za każdym razem opada zasłona, za którą kryły się nowe zaskakujące treści.





Jeśli chodzi o polskich autorów, to zdecydowanie rozmiłowana jestem w twórczości wychodzącej spod męskiej ręki. Być może to jedynie wyniesiona ze szkoły awersja do Elizy Orzeszkowej, Zofii Nałkowskiej i Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej. Może po prostu w dziełach autorów płci przeciwnej kryje się "to coś" dostrzegalne szóstym... a może nawet juz siódmym zmysłem. 

Jednym z nielicznych (jak do tej pory) wyjątków jest Maja Lidia Kossakowska.

Jak do tej pory przeczytałam jedynie jej Więzy krwi, ale wzbudziły one we mnie tak ogromną sympatię do autorki i jej pracy, że na polu polskich pisarek wypadła w moich oczach jak diament wśród szkła.

Niedawno podchodziłam też kilkukrotnie do Rudej sfory, którą dzielnie przetrzymuje mój czytnik na "czarna godzinę", jednakże ciągle nie przepadam za elektroniczną książką i wolę jej papierową siostrę - materialna, ale za to z duszą i historią.


Moim wielkim marzeniem i książkowym "must-have" jest seria "Anielskie zastępy", w której skład wchodzą: Żarna niebios, Siewca wiatru, Zbieracz Burz I, Zbieracz Burz II. Nie ukrywam, że połączenie mitologia/religia + fantastyka podchodzi mi bardzo, niezależnie od nastroju.

rys. Dominik Broniek

Zbiór opowiadań Więzy krwi, poza intrygującą i na wskroś mistyczną treścią jest opatrzony przepięknymi, mrocznymi rysunkami (przykład po lewej) autorstwa Dominika Brońka. Myślę, że ten pan zasługuje na chwilę Waszej uwagi - tutaj do zobaczenia jego profil na stronie deviantart.com. Poza książkami Kossakowskiej ilustruje też utwory Jarosława Grzędowicza, Jacka Piekary i wielu innych. Przyznam, że talentu odmówić mu nie można.

Kolejny plus - okładka autorstwa Piotra Cieślińskiego (założyciela i głównego projektanta firmy projektującej "mroczniejsze"okładki - Dark Crayon - polecam zajrzeć i popodziwiać inne małe dzieła sztuki na miarę XXI wieku).
Pamiętam do dziś, że przez kilka pierwszych dni po kupieniu książki, patrzenie na jej okładkę wzbudzało we mnie niewyjaśniony lekki niepokój. Teraz nie wyobrażam sobie innej, bardziej pasującej.

W mojej domowej biblioteczce znajdują się dużo bardziej wartościowe pod względem treści utwory - jednak ilekroć mam w rękach Więzy krwi, zdaję sobie sprawę, że to zdecydowanie mój najukochańszy egzemplarz z całej kolekcji.Treść, ilustracje i okładka komponują się w idealną, nierozerwalną całość.

 A co z opowiadaniami?

Pewne jest to, że jeśli już się zacznie czytać,  nie można się oderwać od lektury. Nie można jej przerwać w dowolnym momencie i rzucić w kąt. 
Kossakowska potrafi stwarzać swoje nierealne, fantastyczne światy i opowiadać o nich w taki sposób, że czytelnik czuje się pochłonięty treścią bez reszty. Zupełnie tak jakby dwie potworne (zaopatrzone w szpony - a jakże!) łapy wychyliły się zza którejś ze stron, chwyciły za głowę i trzymały na pograniczu świata realnego i świata fantasy - niczym morderca, wciskający głowę ofiary pod powierzchnię wody.

Chciałabym zachęcić wszystkich, którzy kiedykolwiek trafią na mój tekst, do przeczytania tego zbioru opowiadań. 
Niestety nie mogę, nie chcę i wręcz nie powinnam zdradzać tu treści i tematów poruszanych w opowiadaniach, bo to właśnie na tym pierwszym spotkaniu z Kossakowską, w pierwszych zdaniach, a potem akapitach buduje się ta niesamowita magia i mistyka trzymająca nas za szyję w żelaznym uścisku, aż do końca ostatniej strony Więzów krwi.

W świat utworu zatapiamy się jak w chłodną wodę jeziora - pełnego wodników, topielców i przybrzeżnych nimf. Z jednej strony jesteśmy przekonani, że nic nam nie grozi, a z drugiej wciąż czujemy na skórze ten niepokojący, lodowaty chłód. 

A potem zaczyna zmieniać się rzeczywistość - mucha przestaje być owadem, lustro lustrem, a supermarket supermarketem.

Potem słyszymy jak rośnie trawa...



"Na drżących skrzydłach tłustych much
spływa owadzia śmierć,
A krew jest czarna i krwawe łzy,
jak kolia się sypią na pierś."



soczyście subiektywne:
10 / 10





poniedziałek, 30 grudnia 2013

Palcem po mapie - Łańcut cz. 2



Bardzo szybko, bo już dzisiaj zakończymy naszą małą wirtualna wycieczkę po Parku Zamkowym w Łańcucie (którą zaczęliśmy wczoraj w ramach "Palcem po..."). Czas nas goni, bo i rok już mija, a kolejny przyniesie nowe projekty i wyzwania. Bez zbędnego przedłużania - dobieramy się w pary - i raz, raz - za mną. Allons-y!

Ostatni element Parku Wewnętrznego (otoczonego fosą zamkową):

Zabytkowa glorieta z 1800r. na skraju parku

Zabytkowa glorieta z 1800r. na skraju parku

posąg Diany*

Glorieta - detale architektoniczne

Glorieta - detale architektoniczne



Teraz przechodzimy w część Parku Zewnętrznego:

Ujeżdżalnia z 1828/30r., przeznaczona do tresury koni i nauki jazdy konnej
Ujeżdżalnia z 1828/30r., przeznaczona do tresury koni i nauki jazdy konnej
posąg bogini łowów Diany z jeleniem

Zbliżenie na posąg Diany

Stajnia z oryginalną częścią dla koni wierzchowych oraz Szorownią Galową i Holem (przód)

Stajnia z oryginalną częścią dla koni wierzchowych oraz Szorownią Galową i Holem (przód)

Pilawa - herb Potockich

Stajnia - ujęcie od strony głównego wejścia
Stajnia z oryginalną częścią dla koni wierzchowych oraz Szorownią Galową i Holem (tył)
Rzeźba na placu pomiędzy stajnią a wozownią

Muzeum Sztuki Cerkiewnej - mieszczące się w jednym z pomieszczeń przy stajni

Muzeum Sztuki Cerkiewnej // fot. - www.zamek-lancut.pl

Wozownia

Wozownia - herb Potockich nad głównym wejściem

Mały mieszkaniec Storczykarni :)
Kolejny koleżka ze Storczykarni


Jest tu jakiś zapalony hodowca i miłośnik kwiatów? Ktoś może rozpoznaje te odmiany storczyków?



* Wcześniej znajdował się tu marmurowy posąg Diany, wykonany w Rzymie w 1899 r. przez Prospera d'Epinay'a, ale został uszkodzony. Po kilku naprawach, ze względu na brak środków finansowych zrezygnowano z kolejnych prac konserwatorskich. Środki udało się zebrać w 2012r., po odrestaurowaniu przeniesiono go do zamku, gdzie jest obecnie eksponowany w Galerii Rzeźb. W gloriecie ustawiono kopię.

niedziela, 29 grudnia 2013

Wyzwanie - Edgar Allan Poe



"Nie umiera ten, kto trwa w sercach i pamięci naszej."



Jeden z moich ulubionych poetów - Edgar Allan Poe, dnia 19 stycznia 2014 obchodzi swoje 205 urodziny.

Ciągle obchodzi - bo tak do końca nigdy nie umarł, i nie umrze dopóki coraz to nowsze pokolenia będą sięgać po jego dzieła.

W związku ze zbliżającą się rocznicą, zachęcam Was serdecznie do jej uczczenia i dołączenia do wyzwania Edgar Allan Poe.





Cel I - popularyzacja jego (arcy)dzieł
Cel II - pamięć o jego życiu i twórczości
Cel III - wspólna zabawa


  • Reguły wyzwania są płynne, ich spełnienie nie jest konieczne.
  • Czas trwania akcji - 1 - 18 stycznia 2014 (chciałabym aby w urodziny Poego - 19.01. każdy znał chociaż jeden jego utwór.).
  • Proszę Was o przeczytanie dowolnego dzieła Edgara Allana Poego - wybór jest wielki - od najkrótszych wierszy, przez nowele, aż po eseje.
  • Język utworu dowolny - wiadomo, że tekst oryginalny ma większą wartość, ale zdarzają się także dobre polskie przekłady.
  • Jeśli nie możesz / nie chcesz czytać, proszę Cie o przesłuchanie wiersza Raven w interpretacji wspaniałego aktora - Christophera Lee (tym sposobem sam Saruman przeczyta Wam zachwycający utwór z dreszczykiem! ;)).

  • Każdy kto zechce się przyłączyć proszony jest o komentarz TUTAJ - z przyjemnością umieszczę tu adres jego bloga (w celu reklamy i oczywiście zebrania ochotników w jedno miejsce).

  • Koniecznie napisz co przeczytałaś/łeś! Dla najaktywniejszego uczestnika (czyt. dla tego kto przeczyta najwięcej) wykombinuję jakiś mały upominek. :)

  • Jeśli chcesz (ale nie jest to konieczne) możesz udostępnić na swoim blogu recenzje przeczytanego wiersza czy opowiadania - z radością ją tutaj zareklamuję.

  • A jeśli zechcesz pokazać na swoim blogu, że pamiętasz o urodzinach Poego, przygotowałam małe banery, do wyboru. Ich umieszczanie gdziekolwiek również nie jest konieczne. :)


Palcem po mapie - Łańcut cz. 1



Łańcut to małe miasteczko na południowym- wschodzie Polski, leżące w województwie podkarpackim. Od niego właśnie chcę zacząć serię "Palcem po...".
Dlaczego akurat Łańcut? Wspominając wszystkie wycieczki które udało mi się odbyć w mijającym już roku, pobyt w tym mieście uważam za jeden z najprzyjemniejszych (zaraz obok Leżajska, Sanoka i Wetliny, o których opowiem w niedalekiej przyszłości :)).

Najpopularniejsze zabytki Łańcuta to Zamek Lubomirskich i Potockich, wraz z Parkiem Zamkowym i należącymi do niego budynkami (w tym powozownia, ujeżdżalnia, zamek romantyczny, storczykarnia, ogród włoski, ogród różany i Muzeum Ikon), Synagoga, Muzeum Gorzelnictwa i Kościół Farny,

W tym wpisie skupię się przede wszystkim na zabytku najważniejszym i najbardziej reprezentatywnym, czyli jak łatwo się domyślić na zabytkowym parku zamkowym i samym zamku.


Stanisław Lubomirski
(zdj. - www.zamek-lancut.pl)
 Zamek przez wiele lat był przebudowywany, jednakże początków jego historii upatruje się już w drugiej połowie XVI - wieku! Wygląd najbardziej zbliżony do współczesnego zamek zyskał w latach 1629/42 - za sprawą jednego ze swych właścicieli - Stanisława Lubomirskiego (chyba najbardziej wpływowego człowieka swoich czasów; polityka, dowódcy i fundatora).


 Po więcej informacji na temat historii (i nie tylko) Zamku w Łańcucie zapraszam na stronę internetową:


Polecam także serwis Wirtualne Muzea Podkarpacia, w którym możecie obejrzeć wnętrza tego cudownego zamku:



A teraz przyszedł czas na zdjęcia (które są moja własnością, wiec zgodnie z przysługującym mi prawem proszę o niekopiowanie :))

Zamek Lubomirskich i Potockich w Łańcucie
Zamek Lubomirskich i Potockich w Łańcucie
Zamek Lubomirskich i Potockich w Łańcucie

Zamek Lubomirskich i Potockich w Łańcucie

Zamek Lubomirskich i Potockich w Łańcucie

Zamek Lubomirskich i Potockich w Łańcucie, wejście główne

Herb Książąt Lubomirskich nad głównym wejściem

Dziedziniec zamkowy

Dziedziniec zamkowy

Dziedziniec zamkowy

Rzeźba na Moście Zachodnim

Rzeźba na Moście Zachodnim
Widok na Most Zachodni

Oranżeria
Oranżeria

Ozdoby na Moście Południowym

Ozdoby na Moście Południowym

Hm, nie spodziewałam się, że wyjdzie z tego aż taki długi wpis, wiec postanowiłam podzielić go na dwie części. Dziś zobaczyliście sam łańcucki Zamek i kilka drobiazgów w jego najbliższym otoczeniu (bez "wychodzenia" za fosę obronną). Zostało jeszcze kilka zdjęć okolicznych budynków należących do Zamku, którymi chciałam się z wami podzielić - to następnym razem. 

Wewnątrz zamku obowiązuje zakaz robienia zdjęć, dlatego nie mogę wam pokazać jak wygląda w środku, za to powtórnie zachęcam do wirtualnego zwiedzenia zamku na Wirtualnych Muzeach Podkarpacia.

sobota, 28 grudnia 2013

Julian Stryjkowski - "Austeria"


Julian Stryjkowski, Austeria
Wydawnictwo Czytelnik


Autor tak na prawdę nazywał się Pesach Stark, wywodził się z rodziny żydowskiej - i to nie byle jakiej - ojciec jego, Cwi Rosenamann był mełamedem (nauczycielem) w chederze (żydowskiej szkole). Stryjkowski Dzięki dość dobremu wykształceniu wyjechał na studia do Lwowa, a potem został nauczycielem w żydowskim gimnazjum. Niestety jego powiazania z komunistycznymi działaczami sprawiły, że został aresztowany i uwięziony.

O Stryjkowskim chciałam napisać tu tylko kilka słów, ale jeśli znajdziecie chwile wolnego czasu, zachęcam was bardzo, bardzo serdecznie do przeczytania króciutkiej biografii autora na stronie culture.pl. Na pewno warto znać Stryjkowskiego i jego bogatą biografię - współcześnie wśród młodych czytelników tacy autorzy są niestety pomijani - możliwe, że ich dzieła nie wydają się być tak atrakcyjne jak publikacje obecnie promowane przez media - a szkoda.

Zbigniew Kresowaty, portret Juliana Stryjkowskiego
Julian Stryjkowski w swych dziełach porusza temat losów małych społeczności żydowskich, z jednej strony ich oderwanie i charakterystyczne zwyczaje, wygląd, ale i z drugiej strony pewną ich próbę asymilacji - stopniowe zanikanie tożsamości religijnej, nawet kulturowej.
Stryjkowski utrwalił w swych dziełach obraz małych miasteczek żydowskich (sztetli), codzienne życie Żydów i innych mniejszości narodowych w Galicji, ukazał nawet panujący w tamtych czasach mit cesarza Franciszka Józefa - władcy dobrego, dbającego o swój lud.


Akcja książki "Austeria" rozgrywa się w ciągu jednego dnia (a właściwie nocy), w jednym z małych galicyjskich sztetli. W karczmie Austerii, leżącej na brzegu miasta, której właścicielem jest główny bohater utworu - stary Żyd Tag, gromadzą się ludzie różnego pokroju, pochodzenia i profesji: fotograf Wilf wraz z żoną, introligator Kramer z rodziną, Apfelgrun - właściciel sklepu z eleganckim obuwiem, szewc Gerson, zajmująca się bydłem Ukrainka Jewdoha, grupa Chasydów z Cadykiem z Żydaczewa - ich żony i dzieci, katolicki ksiądz, huzar i zwłoki młodej dziewczyny. Jak się już pewnie domyślacie, taka gromadka pod jednym dachem nie mogła się nudzić.
 
A za oknem...
Za oknem wojna, moi drodzy. No może nie zaraz za oknem, ale bardzo, bardzo blisko.
Chasydzi zgodnie ze swą religią głośno śpiewają, tańczą chwaląc Boga... Dobrze. Niech tańczą. Niech śpiewają.
Ale...
Przecież trzeba siedzieć cicho, ukryć się - żeby przeżyć tę tragiczna noc. Nie tylko wojna jest problemem, są i Kozacy - bezwzględni mordercy - napadają, rabują, gwałcą, zabijają i palą - w tejże kolejności.
Stary Tag próbuje ich uciszyć, wytłumaczyć, że swoim zachowaniem ściągają na całą karczmę i zgromadzonych tam ludzi niebezpieczeństwo, niestety jego słowa nie docierają do Chasydów.
Nie przeszkadza im nawet to, że w pokoju obok leży ciało młodej dziewczyny, a zakochany w niej młody Bum opłakuje jej śmierć. Według nich, na żałobę przyjdzie jeszcze czas.
Nie chcę opisywać całej akcji utworu, bo wraz z rozwojem akcji coraz bardziej się komplikuje i wciąga - nie chcę też zdradzić wszystkiego, do czego każdy czytelnik powinien dotrzeć sam.

Myślę, że "Austeria" jest lekturą bardzo wartościową - naszpikowana symbolami, które każdy sam musi zinterpretować, niesie za sobą uniwersalne przesłania, ale przede wszystkim - co dla mnie najważniejsze - ukazuje życie w zaborze galicyjskim, skupia się na różnorodności kulturowej, rasowej, religijnej mieszkańców.

Nie jest to niestety książka dla każdego - wiele osób pewnie będzie się nudziło i nie dobrnie do połowy. "Austerie" po raz pierwszy wydano pod cenzurą w 1980 roku, książki polskich autorów z tamtego czasu są specyficzne, nie trafiają do każdego czytelnika. Poza tym sięgając po tę publikację, dużym ułatwieniem będzie znajomość podstawowych faktów dotyczących wydarzeń w książce - początek wojny, 1914 rok.

                ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



               Zaginiony świat Żydów polskich długo czekał na utrwalenie w dziele filmowym. Ta oryginalna społeczność, z jej kulturą myślową, filozofią, obyczajowością, niepowtarzalnym urokiem i poezją, zasługiwała na trwały pomnik w kulturze światowej. Zawsze wydawało mi się, że tylko w Polsce można nakręcić odpowiednio reprezentacyjny film poświęcony tej tematyce. Żyją tu jeszcze ludzie, którzy pamiętają ten zaginiony świat, pracują artyści, którzy mają jeszcze w oczach kształt wizualny zamordowanej cywilizacji, którzy słyszą jeszcze dźwięki i melodie tamtych czasów. (...)

               Dążyliśmy do tego, ażeby to był film wielkiej metafory, podobny do namiętnego, dynamicznego fresku ukazującego świat Żydów na chwilę przed tragiczną zagładą. Dlatego za podstawę wzięliśmy książkę Juliana Stryjkowskiego 'Austeria', która wzbudziła zainteresowanie w całym świecie swoją oryginalnością, swoim szczególnym potraktowaniem tematu.

              Zrealizowany przeze mnie film odbiega więc od tradycyjnych sentymentalnych opowiadań. W dynamicznym skrócie staram się odtworzyć świat marzeń, nawyków myślowych, postaw filozoficznych Żydostwa wschodnioeuropejskiego w obliczu ostatecznego zagrożenia. Fresk ten zamykam jakby w ramy Sądnego Dnia - dosłownie i w przenośni. W ciągu jednego dnia i jednej nocy staram się pokazać, może nawet zbyt brutalnie, postawy ludzi wobec ostateczności jaką jest każda wojna niosąca ze sobą perspektywę zagłady. Takie potraktowanie tematu staje się bardziej uniwersalne.

 (Jerzy Kawalerowicz, 1983)


Translate