sobota, 16 listopada 2013

Amelie Nothomb - "Higiena mordercy"





Amelie Nothomb, Higiena mordercy;
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Galeria;
Warszawa 2000 


Z okładki:

Osobliwością i szczególnym atutem tej książki jest zbudowanie jej niemal wyłącznie z dialogów, jakie toczą się między będącym u szczytu sławy, a zarazem w przededniu śmierci, pisarzem o dziwacznym imieniu - Pretextat Tach, a czwórką dziennikarzy, którzy zgłaszają się kolejno do jego sekretarza w celu przeprowadzenia wywiadu dla swojej gazety. Bliskość śmierci nadaje dodatkowego posmaku sensacji zwierzeniom "świętego monstrum" literatury, a jego osobowość potęguje chęć zaspokojenia ciekawości i determinację reporterów.



 Przyznam, że ta króciutka notka z okładki przytoczona powyżej jest faktycznie mało zachęcająca i nie budzi jakiejś dzikiej chęci sięgnięcia po lekturę - mi jednak wystarczy do tego widniejące na okładce nazwisko - Nothomb.

Takze i tym razem moja ulubiona autorka nie zawiodła i przygotowała dla nas wspaniałą mieszankę fascynującego charakteru bohatera, jego dziwactw i okropnych przyzwyczajeń, szokujących tajemnic, obrzydliwości, miłości do literatury, do czystości formy, tęsknotę za nieosiągalnym, walkę z ludźmi i światem, garść filozoficznych, literackich i socjologicznych odwołań i jak to bardzo często bywa szybkie i niesatysfakcjonujące zakończenie. Niesatysfakcjonujące, bo znów autorka zostawia nas z książką na kolanach i pytaniem "co?" rzuconym w przestrzeń.

Czy można polubić głównego bohatera? Podły, arogancki, monstrualnie gruby, przekonany o swej wyższości nad światem laureat literackiej Nagrody Nobla - Pretextat Tach. Czymże jest jego inteligencja i oczytanie naprzeciw bycia złym? 

Właściwie to - zastanówmy się na chwilę nad określeniem "zły". Niestety współcześnie to słowo straciło na swej pierwotnej sile (bo ciężko tu używać słowa wartość). Zły - pierwotnie określanie nazywające samego Szatana dziś można związać z wszystkim - zły pies, zły nauczyciel, zły humor, zła pogoda, zły obiad, zły dzień. Słowo piękne, a tak bardzo spłycone. Zły to nie kiepski, słaby, zdenerwowany, negatywny - to esencja podłości i demonizmu. Postanowiłam od dziś zadbać o swój język. Wyzwanie - nie nadużywać pięknych, polskich zwrotów dlatego, aby nie banalizować ich i nie sprowadzać jedynie do słów. Aby przez ciągłe niepotrzebne nadużywanie nie straciły na swej wartości i sile. Aby nie były jedynie pustymi wytworami języka, ale żeby faktycznie niosły za sobą tą konkretną treść którą chcę przekazać. 

Ale wracając do książki - pisarz Pretextat  Tach był istotą prawdziwie ZŁĄ. Małe grzeszki i wielki nikczemności ciągnęły się za nim już od czasów dzieciństwa, jednak to wszystko wynikało z niebywałej inteligencji i interpretacji rzeczywistości na swój własny, wariacki sposób. Zatem jeszcze raz - czy można polubić głównego bohatera? Byłoby to rzeczą co najmniej nie na miejscu, jednakże dla mnie Tach był jednostką niezmiernie fascynującą. Wszystkie jego bluźnierstwa przeciw wartościom tego świata jedynie potęgowały we mnie chęć poznania go jeszcze lepiej. W pewnym momencie złapałam się na tym, że przestałam traktować go jako genialny wymysł Amelie Nothomb. Stał się dla mnie istotą równie rzeczywistą jak ja i wy. Odwiedzający go dziennikarze ciągle byli bohaterami książki, elementem świata przedstawionego, ale nie Pretextat - on był całkowicie realny. Polubiłam go! Szczególnie jako młodzieńca do trzynastego sierpnia 1925 roku.

Ale teraz - jakim człowiekiem mnie to czyni? To pytanie zawisło nade mną jak ołowiana chmura gradowa i wlecze się za mną od rana. Ci którzy czytali pewnie popukają się w głowę, ci którzy nie czytali zupełnie nie będą wiedzieć dlaczego Pretextat nie daje się polubić. Rada jest jedna - do biblioteki marsz. :)

Końcówka nieco zawodzi - przyznam. Pozostawia niedosyt, nie zamyka akcji tak "do końca". I przede wszystkim nie odpowiada na pytania nasuwające się w trakcie czytania. Chociażby takie najprostsze i nie mające znaczenia - jaką gazetę reprezentował ostatni gość pisarza? Historia nie traci przez to na wartości, czy też nie staje się nagle kompletnie niezrozumiała, ale po prostu... chciałabym wiedzieć trochę więcej niż to co zostało napisane.

8,5 / 10

8 komentarzy:

  1. Jak wiesz, ta lektura jeszcze przede mną i pochłonę pewnie kiedyś z prędkością światła. To dobrze, że dalej jest u Nothomb dziwacznie. To właśnie tak u niej cenię!!! Świetna, świetna, świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jej debiutanckie dzieło, wiec od początku było dziwacznie. :P

      Usuń
  2. Nothomb wzięłam kiedyś w ciemno i choć na początku mnie nie wciągnęła, to później byłam zachwycona. I to była własnie "Higiena mordercy". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś o tym, kiedy czytałam inną jej książkę - "Podróż zimową" na początku błam sceptycznie nastawiona, a potem coś mi wybuchło w głowie i - WOW - nie mogłam się oderwać od opisów narkotycznych wizji i sposobu myslenia błównego bohatera.

      Usuń
  3. Ha! A mnie ten krótki opis z okładki wydał się interesujący i zachęcający do sięgnięcia po książkę :) Oby tylko książka mnie nie rozczarowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, ze Cię nie rozczaruje. Ja ją odebrałam mega pozytywnie. Może przez pryzmat tego, ze uwielbiam Nothomb... nie. Nie, to nie tylko przez to. Książka jest po prostu świetna - szczególnie wspomnienia z wczesnej młodości - obłęd w czystej postaci. Kochana, przeczytaj!

      Usuń
  4. Wnioskuję, że przeczytałaś więcej tytułów autorki niż te dwa na blogu - czy we wszystkich jej pozycjach główny bohater jest arogancki, niemiły i zadufany w sobie? Szczerze powiem, po lekturze "Podróży zimowej" to mnie wkurza takie zachowanie.

    Czy sięgnę po inne jej tytuły? Nie wiem, jestem rozdarta, z jednej strony "Podróż..." strasznie mnie irytowała przez tego bohatera, a z drugiej coś w tych książkach jest takiego, że intryguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie w każdej - ale dla mnie te "wredne" postacie mają swój urok. W takim razie na przyszłość polecam "Sabotaż miłosny". I zgadzam się w pełni - książki Nothomb mają jakąś dziwną moc, z jednej strony odpychają, z drugiej przyciągają jak magnes. Mnie jednak bardziej przyciągają i fascynują - mimo wszystko. :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz!

Translate