niedziela, 23 kwietnia 2017

Jerzy Pecold - "Padre - strzelba, różaniec i koń"










Obcy ludzie, obcy kraj, obcy język (...), plecak na ramiona a w nim brewiarz, nóż i moskitiera oraz garść medalików z Niepokalanowa. (s.15)

Autor książki - Jerzy Pecold, czyli tytułowy Padre - jest magistrem teologii moralnej, absolwentem KUL-u. Z wyuczonego zawodu - masarz rzeźnik, z powołania - ksiądz misjonarz (jakkolwiek zabawnie to brzmi). W Ameryce Południowej mieszka od ponad dwudziestu pięciu lat, tam służy ludziom, Bogu i rozwija swoje literackie zdolności - bo chociaż ta książka jest jego debiutem, to na swoim koncie ma już sporo wierszy - których przykłady poznać możemy sięgając po niniejszą pozycję.

Chociaż w tekście wyczuwamy głęboką duchowość, wrażliwość i silne powołanie do służby bliźniemu, to ksiądz Jerzy daje się poznać raczej jako zwykły (chociaż jakże NIEZWYKŁY) człowiek z krwi i kości - ze swymi wadami, niepewnościami, strachem, obrzydzeniem, ale i humorem oraz ogromnym dystansem do siebie i świata.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Michel Faber - "Księga Dziwnych Nowych Rzeczy"




Po kilku słabszych pozycjach nareszcie moje czytelnicze perypetie zaczynają układać się niesłychanie pomyślnie. Po świetnym Baśniarzu  sięgnęłam po  Księgę Dziwnych Nowych Rzeczy, nie nastawiając się na szczególne uniesienia, ale wiecie co? Michel Faber pozytywnie mnie zaskoczył!

Głównymi bohaterami książki są trzydziestokilkuletni Peter i nieco starsza Beatrice - małżeństwo, które darzy się uczuciem szczerym, głębokim, spełnionym i przede wszystkim dojrzałym. Małżonkowie dbają o siebie nawzajem, są wyrozumiali, serdeczni, obydwoje mają za sobą ciężką i bolesną przeszłość. To co ich szczególnie łączy to głęboka pobożność i zawierzenie swego życia Bogu. Peter jest pastorem, głosicielem Słowa Bożego, pragnie nieść Dobrą Nowinę wszystkim którzy jej pragną. Kiedy staje przed możliwością podjęcia posługi misjonarskiej wśród mieszkańców odległej planety Oaza, zdaje sobie sprawę, że Stwórca postawił przed nim arcytrudne wyzwanie. Małżonkowie godzą się na rozłąkę w imię wyższych celów i Peter wyrusza z Heathrow do Orlando na Florydzie, gdzie siedzibę ma filia międzynarodowej korporacji USIC. To właśnie USIC zajmująca się logistyką i pracami badawczo-rozwojowymi wysyła w przestrzeń kosmiczną kapsułę, z chrześcijańskim misjonarzem (i trzema inżynierami). Po dotarciu na miejsce Peter dostrzega jedynie wszechobecną pustkę. Przede wszystkim nie może doczekać się kontaktu z ukochaną żoną, która pozostała na Ziemi, ale też pragnie jak najszybciej opuścić bazę i udać się do osady Oazjan, wśród których ma pełnić rolę kaznodziei. Wkrótce zaczyna doskwierać mu samotność, umysł płata figle, coraz rzadziej myśli o swej dawnej planecie, jednocześnie zastanawiając się nad powrotem. Życie na Oazie utrudniają skomplikowane relacje wśród kolonizatorów, a także nieufność Ziemian wobec Oazjan. Wkrótce Peter dowiaduje się, że nie jest pierwszym misjonarzem wśród obcych, a jego poprzednik zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach...

niedziela, 2 kwietnia 2017

Antonia Michaelis - "Baśniarz"



Czy książka może zrobić dziurę w codzienności? 
Czy książka może pozostawić w głowie biały szum?


Ale za słowami czyhała ciemność, ciemność jaka panuje we wszystkich baśniach.
Dopiero później, dużo później, zbyt późno zrozumie, że ta baśń była śmiertelnie niebezpieczna.


Anna i Gina są w klasie maturalnej. Jak każdy, zamknięte są w swoich światach niczym w mydlanych bańkach - bańka Giny jest wypełniona dymem papierosowym, narkotykami, seksem, nocnym włóczeniem się po mieście i podejrzanych knajpach, natomiast świat Anny jest uporządkowany, nieco dziecinny, odrealniony. Anna Leemann jest główną bohaterką Baśniarza - życie upływa jej nad grą na flecie, przygotowaniami do matury i planowaniu swej przyszłości. Mieszka w domu wypełnionym niebieskim powietrzem, odgrodzona od trosk życia codziennego i poważnych problemów, przez okno obserwuje morze, kwitnącą różę i ojca karmiącego w ogrodzie rudziki. Jest zima. 

Kiedy pewnego razu w szkole znajduje szmacianą lalkę, a jej właścicielem okazuje się być Abel Tannatek - "polski handlarz pasmanterią", typ spod ciemnej gwiazdy - wtedy Anna po raz pierwszy zwraca na niego swoją uwagę. Zaintrygowana jego tajemniczą postacią stawia sobie śmiałe zadanie - poznać i zrozumieć tego chłopaka, z którego jasnych oczu bije mrok i przejmujący chłód.

piątek, 24 marca 2017

Piotr Kosswski - "Tygiel"



Pamiętacie jeszcze moją styczniową #półeczkę? Tygiel jest ostatnią pozycją z tego stosiku, o której Wam co nieco opowiem.

Przyznam szczerze - nie mam zamiaru się zbytnio rozpisywać, ponieważ książka zawiodła mnie  po całości - a wiadomo, że literaturę podróżniczą łykam jak młody pelikan - lepszą, gorszą, tragiczną. Co więc tym razem poszło nie tak?


Trzymajcie się mocno i pamiętajcie - to co za chwilę przeczytacie to subiektywna opinia i moje odczucia po lekturze. Jak zwykle zachęcam, abyście sami sięgnęli po Tygiel, bo wiadomo - ile głów, tyle opinii. 



Tygiel to książka napisana z jajem, przez człowieka, który sprawia wrażenie stereotypowego samca alfa (raczej tego z dowcipów niż prawdziwego życia). Piotr Kossowski potrafi zjednać sobie przyjaciół w dosłownie każdym miejscu na ziemi - od tropikalnej dżungli, przez podejrzane speluny, aż po więzienie w Nikaragui. Jak to zwykle bywa, taka rozrywana dusza towarzystwa swoją osobą mogłaby uszczęśliwić cały pensjonat i jeszcze z pięć sąsiednich w okolicy, jednak autor swoich kompanów dobiera niczym Rijana czy też inny Drejk (ma być wystrzałowo, alkohol powinien lać się strumieniami, seksowne Brazylijki mogą podrygiwać wokół w rytm gorących bitów, a nudziarze nawet nie mają co patrzeć w jego stronę). W książce towarzyszymy autorowi w podróżach do i po Ameryce Centralnej i Południowej, Afryce Południowej i Azji Południowo-Wschodniej. Piotr Kossowski to prawdziwy twardziel, nie boi się nikogo i niczego, a cięty język, rozeznanie w terenie, miejscowym folklorze i wrodzony spryt sprawiają, że biali turyści z Europy i Ameryki lgną do niego jak muchy do... dżemu? Być może pragną uszczknąć tego blasku świętości (być może szukają jelenia z którym za friko pozwiedzają okolicę).

poniedziałek, 6 marca 2017

Jessie Burton - "Muza" #unpopularopinion




O nie! Znowu opuściłam się w blogowaniu. Na swoją obronę mam to, że jak zwykle wciągnęła mnie czarna dziura seriali (tym razem w postaci Teen Wolf - i tak, wiem, dla mnie powinno powstać raczej coś w rodzaju Senior Wolf, ale nie czuję się winna). 

Co więcej - przyznaję to z bolącym serduszkiem, ale Muza nieco mnie wynudziła i przytępiła moje czytelnicze zmysły. No bo jak nie smutać w kąciku, kiedy wszyscy blogerzy książkowi pieją z zachwytu nad Jessie Burton i zapewniają, że Muzę każdy miłośnik sztuki i bohemy artystycznej pokocha na zabój? A ja ledwie ją wymęczyłam i szybko o niej zapomniałam. A przecież sztuka to dla mnie jedna z najwyższych wartości

Jeśli chodzi o samo wydanie, to już chciałam pisać o tym, jaki to Wydawnictwo Literackie wykonało kawał dobrej roboty. O tym, że coraz częściej na polskim poletku wydawniczym pojawiają się okładkowe cudeńka, jednak do Stanów czy naszych "Wyspiarzy" jeszcze ciągle sporo nam brakuje. I o tym, że okładka Muzy to milowy krok na przód, jednak... projekt okładki powstał na podstawie oryginału autorstwa Roberta Kleemanna (to ten Pan od nowej okładki Wodnikowego Wzgórza!). Po prostu. Powiem więc tylko - Wydawnictwo Literackie dobrze zrobiło, stawiając na oryginalną okładkę. Tak czy owak - dobra robota! 

Translate